Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzeci Pokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzeci Pokój. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 sierpnia 2012

50. To dziś.

Jeszcze raz spróbuję zmierzyć się z moją historią; już raz zrobiłam to TU. Czemu nikt mi nie uwierzył?? :)

Jednak to przeżywam. Nie co dzień kończy się 50 lat.  Jasne że wiem, że nic się nie zmieni. Jutro wstanie nowy dzień, a ja wciąż będę taka jak dziś, z tą tylko różnicą, że nie będę mogła już o sobie powiedzieć, że jestem czterdziestką. Nie pamiętam, abym martwiła się trzydziestką czy tym bardziej wcześniejszymi moimi urodzinami. Dopiero czterdzieste urodziny stały się dla mnie powodem do refleksji. Kiedy patrzę wstecz, widzę, że tamta rocznica bardzo mnie zmobilizowała, dużo wtedy dla siebie zrobiłam i teraz jest podobnie. I wiecie co? Po czterdziestce zaczęło być coraz lepiej! I wciąż jest lepiej. Jest świetnie. Na pytanie, w jakim jestem miejscu swojego życia, mogę odpowiedzieć szczerze: w bardzo dobrym! Czuję się wolna, spełniona, mam głowę pełną pomysłów, czuję, że wiele przede mną, że stać mnie na wszystko, choć inaczej już rozumiem to słowo, bo znam swoje możliwości i ograniczenia i godzę się na nie. Absolutnie i do końca mogę być sobą i jest to tak wielka ulga i osiągnięcie, że nie dam sobie tego już nigdy zabrać.
Choć wciąż żyją we mnie różne kompleksy i poczucie niskiej wartości, to potrafię już lepiej sobie z tym radzić. Coraz częściej akceptuję swoją i innych ludzką omylność. Wiem, że już nic nie muszę, mogę tylko chcieć. Mam koło siebie kochanego męża i to, co nas teraz łączy, jest powodem mojej najgłębszej wdzięczności i radości, więc w moim przypadku prawdą jest, że dojrzała miłość jest pełniejsza i bardziej satysfakcjonująca. Moi synowie wyrośli na wspaniałych mężczyzn i uczę się teraz, jak ich w tej dorosłości wesprzeć i pozwolić im na nią. Mam swoje pasje, swoje zainteresowania, swoje marzenia i nie bez znaczenia jest to, że znalazłam ujście dla części tego w naszym blogowym, budyniowym świecie*.  Odbieram to, co robię na moim blogu, jako drogę, która gdzieś mnie zaprowadzi. Gdzie? Czekam na to z ekscytacją małej dziewczynki, która wciąż mieszka w moim sercu. Ona jest częścią mnie, rozumiem ją już i kocham. Jednym zdaniem mówiąc: jestem teraz szczęśliwsza niż kiedykolwiek przedtem. Dziękuję, że jesteście ze mną w tym dniu.

Lubię zdjęcie tej małej uśmiechniętej pyzy, którą zostałam do dziś.


Prawda, że sama słodycz?


Ja to ta po prawej; kiedy na horyzoncie pojawiał się jakiś zwierzak, wszystko inne przestawało istnieć.


Jako nastolatka miałam piękne włosy i byłam ogromnie zakompleksiona.


Powodu do tego nie miałam żadnego, ale wiadomo, że to tak nie działa.


Byłam niezwykle wrażliwa, ogromnie się wszystkim przejmowałam.


Choć stać mnie było też na pewną ekstrawagancję – tu na wakacjach w Algierii.


Z MójCiOnem byliśmy jak marchewka z groszkiem.


Ze starszym synkiem - Poznańskim. Nie do opisania jest, jakim był dla mnie szczęściem, choć ja jako matka byłam kompletnie niemądra. Dążenie do zostania matką idealną było moim wielkim życiowym błędem.


Z młodszym synkiem - Wrocławskim, który jest od początku swojego życia samą radością. 


Dojrzali rodzice dwójki dzieci.


Z małym Ruficzkiem, maj 2008.


Na wybrzeżu Amalfi we Włoszech, 2010.


Odbici w szybie madryckiego metra, 2011.


Hmm, prawie dziś.



Mam nadzieję, że nie muszę nikomu tłumaczyć, że jest to historia tendencyjna – bo nastawiona na dostrzeganie pozytywów, skrótowa i upiększona do granic możliwości. Dzieją się w moim życiu również rzeczy trudne, bolesne i poważne.

Kiedy ukaże się ten tekst, mnie tu nie będzie. Pojechałam świętować swoje urodziny do jednego z miast europejskich. Padło na Brukselę - kupiliśmy tanie bilety lotnicze. Myślę, że będzie piękniePrzepraszam więc, ale poodpowiadam na komentarze dopiero, gdy wrócę. Buziaczki, pa, pa! 

*autorem określenia "budyniowy świat" jest Przemek 


czwartek, 2 sierpnia 2012

Ostatnie dni z czwórką z przodu :( :)))

Nadszedł sierpień.
Czwórka, czwóreczka, czwóreczeczka zaraz będzie wspomnieniem.
Za parę dni już nie będę mogła mówić, że jestem czterdziestką (jakie to urocze słowo!).
Ale to dopiero za parę dni. Dziś proszę NIE SKŁADAĆ MI ŻYCZEŃ.
(w przyszłym tygodniu będzie taka okazja).
Dziś trochę wspomnień z mojego życia. Ech!


Urodziłam się jako całkiem zwyczajny, rozkoszny bobas,



 moja mamusia, ech, ta to lubiła dużo spać, 
(pamiętam jej chrapanie, jakby to było wczoraj).


Od małego kochałam zwierzątka, 
(szczególnie Lessy przypadła mi do gustu, ponieważ, jako jedyna, wróciła),


 a jak trochę podrosłam to sport i podróże stały się moja pasją, choć może mi się już wszystko mieszać, może to były sporty i róże.


W okresie dojrzewania byłam nieco krnąbrna, poza tym z raz bolała mnie 
głowa i nosiłam twarzowy (prawda?) kompres.


 Marzyłam, aby poznać tego jedynego, nie spałam aż przez dwie noce, 
oczy wypatrywałam za nim, 
(miałam po tym zmarchy aż do uszu),


aż wreszcie spotkałam MójCiOnego i, ach, co to był za ślub, 
(pamiętam, że uwierał mnie diadem z brylantami, a MójCiOn pomylił się 
i włożył mi obrączkę na palec u nogi, hi hi).


Nadszedł czas szaleństw, MójCiOn kazał mi chodzić w różowym 
(że niby lubi najbardziej) i obsypał mnie biżuterią (że niby to dobra lokata kapitału)


 i ni z tego, ni z owego pojawiło się dużo dzieci, ponoć naszych.


Nic dziwnego, że spoważniałam, odrzuciłam róż (żeby już przestał, no wiecie),
 sprzedałam diamenty 
(za uzyskane pieniądze zrobiłam sobie trwałą),
 i  


zajęłam się wychowaniem części ulubionych dzieci, 
(reszta gdzieś się zapodziała, choć szukałam nawet pod szafą!),


 w tak zwanym  międzyczasie te dzieci dorosły, 
a my dalej chodzimy razem na działkę, uprawiamy marchewkę i groszek,
 MójCiOn 
(gdyby nie łupież, to byłby jeszcze całkiem, całkiem)


 i ja, taka dojrzała
 (choć Pan Mietek z warzywniaka mówi, że nie wyglądam), 
już wkrótce 50. :(


Jak widzicie, moje życie było zwyczajne, szare, wręcz nudne, 
a poza tym ładna dzisiaj pogoda, prawda?


(źródło zdjęć: pudelek.pl)


sobota, 10 marca 2012

Amisiowy limeryk

Pewna koteczka słodka
lubi pić mleko ze spodka
w takiej ilości
że otyłości
ją kara spotka




* Wymyśliła Amisia (udało mi się uwiecznić na tym zdjęciu, jak wymyśla!), pomagał jej MójCiOn.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...