piątek, 14 października 2016

Pakiwajki na tropie domu...

Najpierw galeria. Pakiwaje miło spędziły czas Za Moimi drzwiami. Gdyby mogły mówić, opowiedziałyby o szalonych zabawach z Ptysią, o tunelach, drapakach, piłeczkach, miękkich legowiskach, kocykach i dywanikach, o opiece przybranej mamy Miki, o pysznych gotowanych kurczaczkach, którymi karmiła je ciocia Gosia, i o milionie pocałunków i przytuleń każdego dnia. 






Odwiedziła nas koleżanka Aga. :)
Pamelka próbowała ją uwieść. 



Mistrzyni drugiego planu w akcji. :)

Ptysia bawi się ogonkiem Kiwaja. :)








Agnieszka wyszła zrozpaczona, że musi żyć bez tych małych szkrabów! :(














Słodka, drobna, biszkoptowa Pamela odnalazła swoje przeznaczenie w podwarszawskich Markach. Będzie miała przede wszystkim swoją rodzinę z mnóstwem miłości, ale i dom z ogrodem. Pamelka przybyła na wezwanie Toffika, który po 12 latach opuścił swoją rodzinę, by zrobić miejsce dla kolejnej potrzebującej bidy. Pani Aneta nie bez powodu wypatrzyła Pamcię we Wrocławiu! 

Toffik był najdroższym przyjacielem pani Anety, a jego zdjęcie nie pozostawia wątpliwości, że miał chłopak w życiu szczęście. Teraz spłynie ono na Pamcię i tak ma być, tak to się kręci... Gdy opuszczają nas nasi mali towarzysze codzienności, możemy zrobić jedno: uśmiechnąć kolejnego zwierzaka! 


Historia Kiwaja jest równie magiczna. Posłuchajcie. Gdy dałam ogłoszenie o pieskach, rozdzwoniły się telefony. Wśród nich był jeden od pana, który wydał mi się bardzo zasadniczy. Odmówiłam mu, bo liczyłam na to, że pani Aneta może weźmie oba Pakiwajki, a poza tym nie chciało mi się jechać do Legnicy na wizytę przedadopcyjną. Jednak na drugi dzień zadzwoniła do mnie jego żona...
Pani Marysia opowiedziała mi pewną historię. Dwanaście lat temu ktoś podarował jej pieska. Ten piesek wyglądał tak: 





Mąż pani Marii - Janek, nie bardzo chciał słyszeć o psie, był niezadowolony, ale z czasem, z każdym dniem działo się z nim coś dziwnego! Ten mały berbeć o imieniu Misiu upodobał sobie jego, zakochał się w nim i chodził za swoim panem krok w krok, aż wychodził sobie... miłość swojego pana! I to jaką! Kiedy Misiu odszedł w ubiegłym roku, w domu państwa Marysi i Janka zapanowała straszna rozpacz, tak wielka, że nie chcieli już tego więcej przechodzić, szczególnie pan Jan, bo pani Marysia to marzyła o kolejnym piesku...



Gdy już niemal pogodziła się z tym, że psa mieć nie będzie, mąż pokazał jej pewne ogłoszenie. Przyznał się, że to miała być niespodzianka dla żony! Niestety, jak zaznaczył, pieska mieć nie będą, bo ta pani mu odmówiła... To było jak grom z jasnego nieba! Pani Marysia oszalała z kilku powodów - raz, że mąż taki kochany i jej marzenia chce spełnić, dwa - że pieska wymarzonego mieć może, trzy - że maluch z ogłoszenia był zupełnie jak Misiu, gdy ten był mały! Zaraz do mnie zadzwoniła, wszystko mi opowiedziała, zawalczyła o Kiwajka i wygrała! :) Jakże mogłabym oprzeć się opisom miłości do Misia, dbałości o niego, jego zdjęciom na pościeli, no i jak mogłabym oprzeć się tej historii! Pani Maria jest osobą czynnie pomagającą zwierzętom, wielkim ich miłośnikiem, a i uczy tego młodsze pokolenie. A pan Jan tylko udaje twardziela! Ten człowiek ma złote serce! Kiwajkowi nie zabraknie ptasiego mleczka. 


Dziś nastąpiło przekazanie tego skarbeńka do swojej rodzinki. Mały na widok swojego pana normalnie oszalał z radości! Cieszył się tak bardzo, że o mało z ramion pana Jana nie wyskoczył! :)


I tak to w naszym domu z Pakiwajów zostało tylko Pa, ale i ono nas wkrótce opuści. Jeśli nie uda się transport przez życzliwych ludzi, to mama Pamci - Aneta, osobiście przyjedzie po swoje dwa kilo szczęścia. To rozumiem! Wcześniej pani Kasia po Śliweczkę/Lotkę, a teraz kolejna warszawianka po swój skarb. :)

Jeszcze rano było tak...
A teraz jest tak...
Post jest długi, dlatego to dopiero w kolejnym pojawią się ostatnie wspólne zdjęcia Pakiwajów, na pamiątkę. 

PODPIS

I komunikat specjalny. Bardzo dziękuję Elai, Michałowi i Małgosi oraz tajemniczej Katarzynie A. J. (Kasiu, ujawnij się, proszę) za wsparcie dla Ptysi. Ptysiuńka zaczęła dziś trzecią serię interferonu. Oby ta najsłodsza kicia na świecie dzięki niemu całkiem pokonała chorobę!



36 komentarzy:

  1. No i co ta Ptysia zrobi bez Pakiwajow????Bedzie plakac.....buuuu

    OdpowiedzUsuń
  2. Szybko poszło :) I dobrze, niech pieski dorastają w nowych domach i będą szczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pakiwaje, jak wszystkie Twoje tymczaski, zgarnęły kumulację w życiowym totku :)
    Trzymam kciuki za Ptysiunię - na 11. zdjęciu miszczynię drugiego planu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic. Miałam jednego, obiecującego maila- dziewczyna pisała, rezerwowala na tydzień, bo nie mogła od razu. Duże mieszkanie z balkonem i w ogóle. Poprosiłam cała w uśmiechach, żeby zadzwoniła porozmawiać - cisza. U Marty od Mumlinka z przygarnijkota też trzy tymczaski śliczne i też nikt nawet nie spyta. Za to gdzie nie pójdę - ostatnio w przychodni - ludzie mnie pytają czy nie chce wziąć kota. W tym roku jest klęska urodzaju kociąt :(

      Usuń
    2. To prawda. W tym roku jest prawdziwy dramat.

      Usuń
    3. macie rację. U nas zwykle pokazywały się jeden, dwa mioty kociąt. W tym roku jest już chyba piąty! Niech policzę... tak, zgadza się. Czy te kotki-mamy skądś dowiadują się, że tu dają jeść, czy co? Z drugiej strony zauważyłam, że coraz więcej osób dokarmia koty, z tego część systematycznie. Ale jeszcze wciąż niewiele myśli o tym szerzej, czyli kastracja, leczenie itp.

      Usuń
  4. Dlaczego nie powiedzialas, ze potrzebne sa srodki na lekarstwo dla Pysi? Goska, czy ja mam za Toba lazic i wyciagac gwaltem zeznania? Wiesz przeciez, ze ja chetnie cos dorzuce.
    Znow zadzialala magia ZMD i kolejne znajdki maja najlepsze na swiecie domki i rodziny. A nie mowilam? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - co do pierwszego zdania ...

      Usuń
    2. Dziewczyny, nie pisałam, bo wciąż jeszcze korzystam z tego, co białaski dostały od was wszystkich poprzednio. Napisałam tylko niedawno, że być może zabraknie na trzecią serię interferonu i testy, no i już zaraz znaleźli się pomagacze! :) Co ja mam z wami! Raj normalnie! :) Czekam jeszcze na ustalenia w Krakowie, bo będę, tak jak się zobowiązałam pokrywała koszty leczenie Rózi/Tosi i Szarlotki/Charlotte. Właśnie się dowiedziałam, że niestety obie dziewczyny nadal są dodatnie... Niech to. :(
      No i dzięki za chęci, na razie nie trzeba! Jak coś to dam znać, bo czasy, gdy za wszystko płaciłam sama muszą się skończyć z różnych względów.

      Usuń
    3. Ja też trzymam za słowo, pytałam ostatnio. Dawaj znać proszę, nas tu dużo <3

      Usuń
  5. Czytam i czytam i się zachwycam, takie piękne historie i szczęśliwe zakończenia.
    Niech Pakiwajom będzie dobrze, niech rosną zdrowo i cieszą swoich Ludzi o Wielkich Sercach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gosiu,Ty jesteś stworzona do tej roboty:)! Cudnie,że tak szybko pieseczki znalazły swoje domy.

    OdpowiedzUsuń
  7. nic nie powiedziałaś, ze potrzebny był lek. oj, gosia....
    a teraz będą nudy za twoimi drzwiami, chyba, że....

    OdpowiedzUsuń
  8. Wróciłam z pracy a tu takie super wieści.Magiczny dom,magiczne adopcje.Mistrzyni drugiego planu świetna.I na drapaku leżance jak leży Ptysia z pieskiem i jeszcze z lewkiem też bardzo mi się podoba .A wszystkie mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gosiu, za Anią i Lidią i innymi, powtórzę - dlaczego nic nie mówiłaś, że potrzebne są finanse dla Ptysi??? To nie wstyd wspomnieć, tym bardziej, że dla tych wszystkich stworzeń robisz tak dużo. Wstydź się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się wytłumaczyłam wyżej. Dzięki, Boguśka! :))

      Usuń
  10. Misiu p.Marysi podobny do naszego Morusa.
    Trzask prask i Pakiwaje znalazły domki, niech im się w nich dobrze wiedzie :)
    Za Ptysię trzymam kciuki, co by dawała radę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj Gosia, jaką Ty masz szczęśliwą rękę do swoich tymczasków.
    Masz duże pole manewru - duże miasto, wiele znajomych... W moim grajdole jest dużo trudniej. Moje dwie znajome mają na tymczasie koty i trudno je wyadoptować, jest też mała bidulka, taka chora jak Twoja Ptysiunia, która spędza czas samotnie, bo domowych kotów nie można zaszczepić z racji wieku eh...
    Powodzenia Pakiwaje, bądźcie szczęśliwi.
    Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomych sobie wypracowałam prowadząc bloga od 6 lat i teraz zbieram tego owoce. To niesamowita pomoc! W dużym mieście jest łatwiej, ale ważna jest też gotowość do transportu zwierzaków w odległe miejsca. To się u mnie wciąż zdarza. Za dobrym domem muszą iść nawet na koniec świata!
      Na pewno nie można ich zaszczepić? Stare koty praktycznie się nie zarażają - tak czytałam, są poza grupą ryzyka, pewnie nie będą się lizać z małą, można ten temat zgłębić. Okropnie to przykre. Te zakaźne choroby to prawdziwe przekleństwo. :(

      Usuń
    2. Gosia na pewno rzucił Ci się w oczy nie jeden post na FB, który nawet nasza Hana udostępniała o PYZIE, chorej na białaczkę od Doroty J. z KOTłowiska w Krośnie.
      Bezowa

      Usuń
  12. Cudne Pakiwaje ❤ ależ mnie cieszyły ich zdjęcia. oczywiście super że mają już domki i że jak coś to warszawiacy przyjadą po Pamelke. Tylko troszkę mi żal że nie będziemy jej wieźć do Wawy bo pewnie cudnie byłoby się nią opiekować chwilkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, słodkie Pakiwajki:) Rzeczywiście, szybko znalazły domki:) A Ty tak pięknie o tym piszesz; niby zwykła relacja z kolejnych wydarzeń, a ciepła, wzruszająca, wywołująca czasem radość, a czasem łezkę w oku. Masz lekkie pióro:)))

    OdpowiedzUsuń
  14. ojtamojtam nie ma za co, jak mam to się dzielę!
    śliczności te Twoje maluchy i dobrze, że idą do dobrych ludzi, niech będą kochane i szczęśliwe :) a Ptysia niech będzie zdrowa jak najdłużej, do końca świata i jeden dzień! i jej mama i siostra też, niech te paskudztwo w nich nigdy łba nie podnosi!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pakiwaje żadnego zdjęcia (chyba) nie miały ze Stefcią i z Hokusem, nie miały z nimi kontaktu?

    OdpowiedzUsuń
  16. Dumna jestem, jakbym sama wzięła oba. Do Warszawy pojadą! Szkoda Mikusi, jeszcze na fejsie nie byłam, zaraz zobaczę co się tam dzieje, jakieś nowe maluchy do zaopiekowania dla pieskowej mamy? Ptysiunia niech zdrowieje,jakby dla Szarlotki i jej mamy jakieś finansowe wsparcie było potrzebne... Wiem, wiem, do znudzenia powtarzamy, ty odpowiadasz, tak tylko chciałam, żeby Ci się w pamięć wbiło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Ewa, nowych maluchów nie będzie. Tym razem już na pewno. Teraz czeka mnie sterylizacja Miki, a poza tym marzę o wyjeździe, nawet krótkim. Te emocje mnie kiedyś zabiją...

      Usuń
  17. :) Znowu happy end. I tak ma być zawsze:))

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...