Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lula. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

Kradzione od Viki - o Luli :-)

Ponieważ Viki ma zahasłowany (nie bez powodu) blog, pozwalam sobie bez mrugnięcia okiem kraść od niej całe gotowe posty! O Luli, psince uratowanej przez nią z koszmaru, pisałam już TU (gorąco polecam tym, co nie czytali) i TU. Dziś dalsze wieści, bo przecież tak być nie będzie, że te dobre nowiny nie ujrzą światła dziennego!

Przypomnę jeszcze, co napisała Viki pod poprzednim kradzionym od niej postem:

Gdyby ktoś ze stałych bywalców tego bloga chciał 
czasem zajrzeć do Luli i do mnie, to proszę o mail 

vikiblog@vp.pl. 

Rekomendacja, że jest się czytelnikiem Anki W., jest wystarczająca dla mnie. :)

Uwaga: żeby udowodnić, że jest się czytelnikiem mojego bloga, należy podać ściśle tajne hasło: KOPYTKO, odzew Viki brzmi: DEKIELEK. Dopiero po takiej wymianie haseł możecie sobie ufać. Powiedziałam. Nno!

A teraz zapraszam do lektury, ładujcie się dobrym nastrojem i miłego weekendu!

Od dłuższego już czasu obserwujemy, że uczucie strachu Cherry względem Lulki nie tylko zanika, lecz wręcz zamienia się w bardzo ciepłe zainteresowanie, ostatnio przechodzące wręcz w miłość. Gdy Lulka wraca ze spaceru, to Szercia ciesząc się, macha radośnie ogonkiem, podbiega do niej, obwąchuje łapki i pyszczek. Lulka się kładzie, a Szercia polizuje jej stópki, wywąchując trasy, które nasza znajda przeszła. Obwąchuje też uszka, zwłaszcza jedno, które coś źle wygląda i musimy iść do weta. W początkowej fazie Lulka warczała, gdy mała podchodziła w trakcie posiłku do jej miski, ale z drugiej strony, niemal od początku Lulka nie rusza miski Szerci. Teraz już niemal regułą jest, że Szeri pije wodę z miski Lulki i czasem wyjada jakieś kąski, na co Lulka patrzy z pobłażaniem. Ta dobra relacja jest zasługą Lulki, bo od początku poddawała się yorczynie, kładła i grzecznie obserwowała jej podchody, nie oddawała kąśnięć, a te zdarzały się często, głównie ze strachu. Lulka od początku zachęcała małą do zabawy, ale srul odczytywał to jako akt agresji i zmykał, gdzie pieprz rośnie, czyli pod łóżko, do garderoby czy łazienki. Teraz zauważyłyśmy, że zaczynają się bawić, z tym że gdy Lulka za bardzo się w tej zabawie zapamiętuje i zaczyna szaleć, to Cherry zaczyna się bać, ale myślę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. :)

Wczoraj przyuważyłyśmy je, jak bawiły się najlepszą rzeczą do zabawy, czyli skarpetką i muszę Wam powiedzieć, że Cherry dawała  radę w przeciąganiu liny. ;)





Tu dwie dziewczynki czekające na posiłek, który kochana pańcia dla nich szykuje.



Chwila nieuwagi + papryka faszerowana na stole = Lulka na stole ;)
Ten numer zrobiła pierwszy raz, ale pewnie podpatrzyła u Cherry, 
bo ta mała spryciula ma to w swoim repertuarze od dawna.



I żeby nie było, nie pochwalamy tego typu działalności i psy dostają burę za takie harce
(oczywiście najpierw trzeba było zrobić zdjęcie ;P:)


Tak więc kwitnie nam nowa przyjaźń w naszym maleńkim domku.
viki

I kolejny post:


Zdjęcia robiła mi Mysza i gdy z przerażeniem zobaczyłam, że wyciągnięte na pierwszy plan nogi wyglądają monstrualnie grubo, to zaczęłam zmieniać ich ułożenie, ale  ciągle byłam niezadowolona z efektu na zdjęciu, aż w końcu śmiejąca się do rozpuku Amelka zaczęła wołać: "wciągnij nogi, wciągnij nogi" (dla niekumatych - tak jak się wciąga brzuch). Proste, nie? :)
W rezultacie zrobiłyśmy bez noguff. ;)

Wczoraj wracając do domu, czekałam na podwórku, aż  Piękniczna wypuści Lulkę do mnie  i razem udamy się na spacer. Lulka z takim radosnym rozpędem zbiegła do mnie, że aż nie wyrobiła na zakręcie i się przewróciła. Piszczała, skamlała i szalała z radości na mój widok, jakby mnie rok nie było. Obserwujące nas sąsiadki z mieszczących się w oficynie biur, śmiały się, że jak ja mogłam w ogóle myśleć, by ją oddać. No cóż, podjęłyśmy jedynie słuszną decyzję. :)

Buziaki.
viki

******************************************************************************

Viki, powiem Ci jedno: z tymi nogami to dałaś czadu! Widać przecież, żeś wiotka jak trzcina. 
Ale skoro mamy się domyślać, to...


Myślicie, że nogi Viki są takie? Otóż nie! Są monstrualnie grube! Jakieś takie:



Pamiętajcie: KOPYTKO I DEKIELEK. 


PODPIS

sobota, 20 lipca 2013

Postanowione!

Bezczelnie skopiowałam post z bloga Viki, licząc, że będzie mi to wybaczone
(a Wy wybaczycie mi kolejny post dzisiaj), ale muszę o tym szybko donieść - 
wiele osób się pyta o Lulę, wiele umieściło banerki u siebie. 
To ciąg dalszy historii Luli:

 Nigdzie się stąd nie ruszam!


parafrazując...
... Jest nas pięć,
w każdej z nas jedna krew...
lalala...
;P

Lulka zostaje, bo
ją kochamy,
a ona kocha nas
i niestraszny nam las
o!

viki & stado córek wreszcie niepłaczących :P

*****************************************************************************

Tym sposobem kolejna potrzebująca duszyczka odmieniła swój los, a ja mam jeszcze jedną wspaniałą, budująca, kojącą, przywracającą wiarę w człowieka, w sens istnienia, w dobro i w miłość historię na swoim blogu.
Czy już słyszeliście, że Lulka wygląda jak superrasowy wyżeł fryzyjski - rzadka rasa o bardzo dobrych cechach charakteru?

Viki, dziękuję! Jesteś kochana, wiesz?

PODPIS

piątek, 14 czerwca 2013

Uwaga, uwaga! Lula szuka domku. Podaj dalej, proszę.

Przerywam na chwilkę urlopową ciszę, bowiem zajrzałam dziś do Viki i niezwykle się podbudowałam oraz wzruszyłam.
Koniecznie chcę opublikować historię Luli, bo być może sunieczka znajdzie dzięki temu swój stały dom, ale też dlatego, że Viki pokazała, jak należy postąpić w takiej sytuacji i jak to w gruncie rzeczy nie jest trudne (co nie znaczy, że nie należą się jej wielkie wyrazy uznania). Trzeba tylko chcieć i wiedzieć, co zrobić. 

Publikuję tę historię za zgodą VIKI, ponieważ Ona ma zamknięty blog i nie każdy może wejść i to przeczytać.

12.06.2013
(...) Drugi raz moje serce zostało na wiosce za Zgierzem, gdzie pojechałyśmy z Kasią i dziewczynkami, bo coś miałyśmy kupić z ogłoszenia na tablica.pl. To coś nie było nawet takie złe, ale zły był człowiek, który to chciał nam sprzedać i nie dlatego, że cena nijak miała się do rzeczywistej wartości przedmiotu, tylko dlatego, że był "opiekunem" zabiedzonej, wygłodniałej, pozbawionej wody suczki uwięzionej na krótkim, ciężkim łańcuchu. W misce zamiast wody była jakaś resztka cieczy pełna zielonych glonów, miska na  żarcie dawno go nie widziała, a boczki psa były przyssane do kręgosłupa. Suczka jest śliczna i łagodna, łasiła się do dziewczynek, ale chowała do budy, wykonanej z wielkiej plastikowej butli po czymś tam, na widok opiekuna, który jest tam stróżem jakiejś podejrzanej firmy. Miałyśmy bochenek chleba, który nieboga połknęła w 3 minutki, a sk...el tłumaczył nam, że ona ma 5 kg karmy, ale w domu,  i  jest przecież  solidnie karmiona. Chciałyśmy psa wziąć od niego, ale się nie zgodził.  Przedmiotu nie kupiłyśmy nie tylko dlatego, że był zbyt drogi, bo nawet się nie chciałyśmy z nim targować, po prostu nie wzięłybyśmy od niego nic. Dla zasady!
Jutro z rana będę dzwonić do TOZ i może coś się uda zadziałać i zabrać tę sunię. Jak nie, to zostaje policja i w dupie mam, że on zna mój numer. W sumie pojechałabym i wykradła tego psa, ale jest tam mnóstwo kamer i nic dobrego by z tego nie wynikło.
Ech, płakać mi się chce na myśl o tej ślicznej psinie, za to Mysza zasnęła spłakana jak mops. :(

12.06.2013 cd.
Skontaktowałam się dzisiaj ze schroniskiem MEDOR. Bardzo miła i kompetentna osoba umówiła się ze mną, że jutro pojadę wraz z  dwójką wolontariuszy mających odpowiednie uprawnienia, by zabrać tę bidulę. Kasia przywiezie mi dzisiaj smyczkę i miski dla suni, a w schronisku odrobaczą mi ją i w razie potrzeby wysterylizują. :)
Trochę się boję tej jutrzejszej akcji oraz tego, jak Szercia zareaguje na gościa.
Wiem, że ja tego psa nie mogę wziąć do siebie na stałe, więc już składam na Wasze ręce prośbę o rozglądanie się wśród znajomych, czy ktoś może nie będzie potrzebował psa. Oczywiście wrzucę zdjęcia, ale już dzisiaj mogę powiedzieć, że sunia jest biała w czarne łaty, wielkości dalmatyńczyka, piękny pyszczek i jest bardzo przyjacielska i łagodna.
Trzymajcie kciuki, by się udało.

13.06.2013
Po niemałym fortelu, udając kolejnych klientów na ten zajebiaszczyj stolik pana "opiekuna", udało się nam dostać na posesję. Pan nie chciał otworzyć, wymigiwał się, że to teren prywatny (dwa dni temu nie miał tego problemu) i po telefonie do właściciela posesji w końcu weszliśmy. Sunia nie miała wody, a upał dzisiaj niewąski, o żarciu nawet nie wspominając. Pan się tłumaczył, że rano miała wodę, ale ona ciągle ją wylewa, a on mimo że cały dzień był w domu, jakoś nie pomyślał, by tę wodę uzupełnić. Po chwili przyniósł karmę, która nie wiem czym była - albo to był śrut, albo jakaś karma dla gryzoni, bo na oczy ani ja, ani przedstawiciele schroniska nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy. Karty szczepień też nie miał. Na nasz argument, że albo oddaje psa, albo zaczynamy procedurę i grzywnę w wysokości 500 zł na początek i dalej zawiadomienie policji, pan potulnie psa oddał.  Właściciel posesji w rozmowie telefonicznej stwierdził, że zwracał uwagę temu człowiekowi, że pies nie powinien być na łańcuchu, ale sam rzadko tam bywa, a jego cztery mają cudowne życie. Myślę, że to całkiem możliwe, ale poprosiłam go, by mi tak honorowo obiecał, że jeśli pojawi się kolejny pies tego stróża, to on będzie zwracać uwagę co się tam dzieje, a ja ze swojej strony czasem zrobię tam nalot.
Psinka najpierw pojechała z nami do schroniska MEDEOR w Zgierzu i w drodze ze strachu bardzo się zabrudziła.
Na miejscu wczepiono jej chip,  a potem razem z Justyną i Wojtkiem wykąpaliśmy psiurka.
Do domu jechałyśmy już tylko we dwie. Troszkę się bała i piszczała, ale najgorsze było wyjście z auta. Zapierała się ze strachu i odcinek 50 m był dla niej dużym wyzwaniem. :/
Pod bramą czekały już na nas dziewczynki z Szercią i psy się obwąchiwały, ale obie były tak zestresowane, że trzęsły się jak dwie galaretki. Niestety po schodach musiałyśmy ją wnieść, bo była przerażona.
Pomysł zaznajomienia psów na dworze był trafiony, bo Szercia już w domu nie chowała się, ale z ciekawością, acz wielką rezerwą, obchodziła nowego gościa.
Lula - tak ją nazwała już dwa dni temu Amelka, dostała troszkę karmy, ale wody nie chciała pić. Cały czas siedzi w salonie i boi się poruszać po mieszkaniu, za to łasi się i domaga pieszczot. Głaszczemy więc na zmianę jedną i drugą sunię, ale obie trochę na to krzywo patrzą. :)
Czeka mnie niezła jazda w najbliższych dniach. :)
Ale jestem happy, bo tym razem trzynastka okazała się szczęśliwa!
Zresztą dla mnie trzynasty zawsze jest albo superfajny, albo strasznie pechowy.
Tym razem na pewno szczęście uśmiechnęło się do Luli.

Może powinna wabić się Lucky?



Lula jest bardzo łagodnym pieskiem, ma około 8 miesięcy i będzie cudowną przyjaciółką. 
Komu, komu, kto chce ją mieć w domu?

PS. Jestem3XL albo ktoś, kto umie, proszony jest o zrobienie banerka, który będziemy mogli umieścić u siebie na blogu i na FB. Dziękuję!
Banerek (autorstwa Jestem3XL) do umieszczenia na blogach.
Polecam!

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...