wtorek, 29 listopada 2016

Rocznica pewnego związku lub o tym jak można kochać swojego kota

Pamiętacie Szagę/Shilę? Dziewczynę dla Ozzie'go? Dobieraliśmy mu towarzyszkę życia z wielkim zaangażowaniem, no i jak na zamówienie zjawiła się ona - piękna i przebojowa.
U mnie cudownie przyjaźniła się z Fikunią,


a potem szybko pojechała do Krakowa.

Joasia pisze do mnie cudowne listy - warte pokazania, poza tym dziś jest wyjątkowy dzień. Rocznica! Poczytajcie, warto!

Gosiu,

28 listopada, czyli dziś mija rok od chwili, 
gdy pojechałam do Ciebie po Shilę, wtedy jeszcze Szagę.
  Pamiętam dyskusję na Twoim blogu i rady Czytelniczek, dotyczące poskromienia Ozzy'ego. 
Poskramiaczką okazała się mała szara pręgowana koteczka,
zwana Księżycową Księżniczką - z powodu urody,
Sikoreczką - bo czasami siknie na fotel, na szczęście plastikowy,
Wszędobyłką - bo wszędzie jej pełno,
Marudą - bo skutecznie i głośno dopomina się codziennej porcji zabaw wędką,
Łakomczuszkiem - bo nadal o 3. w nocy budzi mnie na karmienie,
Trzpiotką - bo rozrabia z ogromnym wdziękiem.

To kotka, która sprawiła, że Ozzy wydoroślał, 
stał się rozważnym, dostojnym i spokojnym kotem. 
Za to ona broi za dwoje i jest prowodyrką wspólnych wybryków.
Rządzi Ozzy'm i nami, a mną szczególnie.
Owinęła nas wszystkich wokół swoich ślicznych łapek.

Przesyłam migawki z ich współbytowania. Myślę, że udanego. :))
Pozdrawiamy serdecznie!
Joanna i Jej Skarbeńki, czyli Shila i Ozzy.​












Gosiu,
jak już pisałam dawno temu, Shilencja to kotka, która zrewolucjonizowała moje życie. 
Dotychczasowe kocurki były statecznymi (poza Ozzy'm w czasach niemowlęctwa),
 spolegliwymi, grzecznymi pieszczochami, 
które nie skakały po blatach, stołach, lodówkach, nie tarmosiły firanek, obrusów, serwetek, 
nie "gadały" jak najęte, nie budziły mnie o trzeciej  w nocy z powodu pustego brzuszka, 
nie gryzły w łydki, gdy za wolno nakładałam karmę, nie jadły tylko mokrej karmy, 
uważając suchą za największe obrzydlistwo świata, nie właziły do wanny, 
nie wyciągały mi ze szlufek paska od szlafroka, 
nie kradły ołówków, nie próbowały wyciągać papieru w czasie drukowania,
 nie domagały się wyjścia na balkon w czasie największej ulewy i zimna, 
gryząc klamkę albo szarpiąc łańcuszek od rolety, nie "pomagały" mi gotować, 
myć naczyń i nie podbierały truskawek itd., 

ale też nie mruczały tak pięknie z donośnym wibrato, nie spały na mnie, 
nie wtulały pyszczka pod policzek, i nie smyrały ogonem po twarzy, gdy próbowałam zasnąć. 
To wszystko i jeszcze wiele innych rzeczy, robi Shila. 
( Piszemy jej imię przez jedno l, tak samo, jak wiele jest wersji zapisu imienia Wioleta, Wioletta, Violeta, Violetta, tak nasza Shila to po prostu Shila). 
Robi to z rozbrajającą minką i błyskiem w oczach. 
To łobuzica nad łobuzice, ale dużo w tym mojej winy. Nie potrafię jej niczego zakazać. 
Zresztą Ozzy'm też rządzi. On zrobi wszystko, co ona zechce. 
Jest większy i silniejszy, więc to on przesuwa drzwi w szafie, on przegryza torebki z bułkami, 
by później wspólnie je lizać i podgryzać, to on wyciąga zabezpieczenie z labiryntu z piłeczką, 
by Shila mogła pobawić się po jedzeniu około 3:15.

Oczywiście, w nocy mam okład z kotów. 
Jeden śpi za plecami, drugi obok brzucha lub na mojej klatce piersiowej. 
Ozzy preferuje plecy, Shila brzuch, ale jak sobie wymyśli, że chce odwrotnie, 
to pierze Ozzy'ego i on jej ustępuje. 
Na lodówkę Ozzy nie wchodził dopóki mu Shila nie pokazała, że tak można. 
Teraz mam dwóch kontrolerów w czasie prac kuchennych.
Kiełbaska na podłodze obok miseczki z wodą na zdjęciu to też chyba jej sprawka. 
Ukradła z talerza i próbowała zjeść.

Shila jest najbardziej bystrym i słodkim kotkiem na świecie, 
bo te wszystkie szelmostwa robi z miną niewiniątka. 
Na dodatek jest bardzo przytulaśna i towarzyska. 

Przy niej Ozzy zmiękł i wydoroślał. Tworzą duet doskonały.

Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz bardzo dziękuję, za Shilę. 
Bez niej nasze (Ozzy'ego i ludków) domowe życie byłoby przewidywalne i nudne.

Robota Shili!




Ta Joasi miłość do kici nie jest pozbawiona niepokoju... To wcześniejszy mejl zawiadamiający mnie o chorobie Shili.


Nie chciałam pisać wcześniej, ale Shila ma wadę serca. Potwierdzoną przez dwóch weterynarzy. 
Już, jak była maleńka, niepokoiło mnie, że tak dyszy, gdy chwilę pobiega z Ozzy,m, 
albo pobawi się wędką Wtedy weterynarz mnie zapewniał, że młode zwierzęta tak mają, 
ale będziemy obserwować. W czerwcu zrobiliśmy Jej usg serca, echo i rtg,
 i już wtedy było widać rozrost komór i duże serce. 
Dziś miała kolejne badania i ma jak nic kardiomiopatię rozstrzeniową.
 Może to być powikłanie po kocim katarze albo wada wrodzona. 
Serducho ma wielkie, uciska przeponę i opiera się na mostku. (...)

Wydaję mi się, że zwierzaki wyczuwają takie rzeczy (słabość współtowarzysza) 
i Ozzy zabijaka od razu spotulniał i oddał Jej pierwsze skrzypce
Teraz to Ona pierze Go po mordce, nie zawsze pozwala spać ze z mną, 
a jak Ozzy położy się na Jej miejscówkę na szafie, to zabija nas wzrokiem, 
a Jego wypycha łapami (dosłownie spycha Go z miejsca, na szczęście nie z szafy). 
Włazi wszędzie, nawet do mnie pod kołdrę i na dodatek, jak tylko ruszę nogą, to mam pobudkę. 
Moja poduszka też czasami  jest Jej. Uwielbia balkon. 
Nie wiem, co to będzie jesienią i zimą, ale od wiosny, to Shila popołudnia spędza  właśnie tam. 
Nadal na dźwięk domofonu albo dzwonka do drzwi ucieka i się chowa w najmniejszy kąt. 
Uwielbia wiertarki, robot kuchenny, warczące motocykle, ale boi się odkurzacza. 
Ozzy ma zupełnie odwrotnie. Robot w użyciu - Ozzy pod łóżkiem, odkurzacz - Ozzy siada na nim, 
albo zaczepia szczotkę. Ozzy otwiera Jej przesuwne drzwi do szafy, 
ona zrzuca Mu chrupki, bo potrafi się wszędzie wcisnąć. 
Jak zamknęłam ją kiedyś, niechcący, w łazience, to Ozzy niemal klamkę urwał tak skakał.

Stanowią fajną parę przyjaciół, ale na ściśle określonych warunkach, 
ale warunki dyktuje Shila. 
No może czasami Ozzy Jej przyłoży, jak nie chce Mu się dać wylizać, 
albo za bardzo Go zaczepia do zabawy, gdy On nie ma na to ochoty.













Na szczęście mimo wady serca Shila przeszła kastrację koncertowo i dalej może obdarzać miłością swoich ludzi i brać pod pantofel Ozzie'go. A potrafi to, potrafi! Sami czytaliście!

Joasiu, wielkie dzięki za tak dobre wieści! Co to znaczy kochać swoje zwierzę! Można o nim opowiadać godzinami!

PODPIS

PS. Pani Ania z Ekostraży pojechała wczoraj do gminnej przechowalni w Lubinie po przestraszonego psiaka, któremu groziło schronisko, a już dziś psiak ma wizytę przedadopcyjną! Cuda się dzieją!
Gacek.


33 komentarze:

  1. Piękna historia :)
    (Maszowa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak czytam zawsze historię Shili z wielką radością.

      Usuń
  2. Jak dobrze wiedzieć że są tacy Ludzie. Serca na dłoni mają. Bez zwierząt świat jest niewiele wart.
    Gosiu jest ciekawa książką wiem że lubisz taką wiedzę to polecam http://cs4friends.eu/pliki/mn-wd.pdf ja wolę papierowe bo czytam powoli i robię notatki ale możesz książki tego autora sobie zamówić.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu, zapisałam sobie do poczytania. Zrobię to w wolnej chwili, ale nie wiem kiedy ona będzie, bo zapowiada się u mnie niezły Tłok.

      Usuń
  3. Cudowna Shila, która ujarzmiła Ozziego, a sama jest jeszcze większym rozrabiakiem...
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby zebrać te piękne opowieści, byłaby niezła książka! Shila to wypisz-wymaluj Czajnik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że Czajnik jest Czajnikiem, bo jakiś taki bojaźliwy i ze strachu się czai. Pozory mylą :))

      Usuń
    2. No właśnie! Dlaczego Czajnik jest Czajnikiem, bo już nie pamiętam...

      Usuń
  5. Bardzo przyjemny post i cudne zdjęcia :)))
    Niezła psotnica z tej Shili!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie aktualnie mnie mieszka Hela? Czy nie jest już taką Łobuzicą?

      Usuń
  6. Shila śliczna, ale i Ozzy przepiękny. A jak się kogoś kocha, to mu się wybacza wiele, nawet powiem, że baaardzo wiele:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale o tym wiem, przecież mam Ptysię, a wcześniej miałam Hokusa !

      Usuń
  7. Lubię opowieści o adoptowanych kotkach, tak dobrze jest przeczytać jak się mają, jak są kochane mimo psot. Dziękuję za taką miłą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za miły komentarz, jak zwykle, Ewo!

      Usuń
  8. Bardzo dziękuję za podziw dla moich Kitulów :)) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my dziękujemy, że możemy o nich poczytać. Są fantastyczni! Jakie to szczęście, że serduszko shli daje radę.

      Usuń
  9. Wspaniała opowieść. Wiem jak można długo, długo opowiadać o swoich pupilach.
    Bezowa

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniały dom! Miło czytać,a dla Shili jak najwięcej zdrowia,pod tak dobrą opieką mam nadzieję,że serduszko pozwoli jej żyć jeszcze długie lata.

    Za pieska trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i twoje trzymanie przyniosła dobry skutek! Brawo!

      Usuń
  11. Piękne wieści..., choć strach z tym serduchem... Zdjęcia rozbrajające... ale te brzuszki naj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie nauka, bo już tutaj u mnie widziałam to nadmierne dyszenie kotki. Nie pomyślałam, że to serce...

      Usuń
  12. Dokładnie przed chwilą rozmawiałam z córką o ludziach, którzy bardzo bardzo... intensywnie kochają swoje zwierzęta :-) Córka miała oczywiście na myśli mnie i mojego męża. I proszę, następna dobra ludzia :-D
    Piękny list.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, żeby ta miłość do zwierząt nie wystawiała nas na próbę...

      Usuń
    2. Każda na jakieś próby wystawia :-*

      Usuń
  13. bardzo radykalną kurację zafundowaliście wspólnie Ozziemu ;) powiedziałabym, że kurację wstrząsową ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wyrosła na śliczną kocicę :) A jak sobie przypomnę, jak to w pudle wiozłam takie zabiedzone, zapchlone... za to ze ślicznym, długaśnym ogonem :)
    Chyba wszystkie popowickie kocice takie charakterne - Mamba, Jupi, Maskotka Shila, nawet Groszek - taka widać tutaj pula genetyczna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy ten śliczny, długaśny ogon jest uniesiony do góry i zawinięty na kształt pastorału, to Shila przypomina pewnego lemura, króla ;)

      Usuń
  15. Serducho po kastracji kotki nieco się uspokoiło. Pewnie burza hormonów nasilała objawy. W styczniu zrobimy kolejne badania, ale póki co nie jest źle. Oby tak, jak najdłużej!!!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...