czwartek, 10 grudnia 2015

Dionizos - dla przyjaciół Dyzio

 Kolekcjonuję dobre historie. Wbrew złemu światu. To kolejna z nich. 15 listopada napisała do mnie Ania - moja czytelniczka, z niesamowitymi nowinami. Przeczytajcie, pogrzejcie się, ucieszcie.

Gosianko, ja też właśnie adoptowałam kotka... Z Cypru. Przyjechałam tu na wypoczynek i trafił mnie grom z jasnego nieba. Zapewne jak w przypadku Ciebie, gdy zobaczyłaś Fikunię. Sama wiesz, wtedy nie liczy się nic. No więc Cypr słynie z tego, że jest generalnie kocią wyspą. I przychodził sobie taki bezdomny kiciuś, wskakiwał na kolanka, zasypiał, nie był nachalny - choć głodny, nie żebrał o jedzenie. Zakochałam się bez pamięci. Znalazłam weterynarza, który się nim zajął i pozwoli mieszkać u siebie przez 3 tygodnie, znalazłam też firmę - fundację, która zajmuje się eksportem zwierząt. Kotek przyleci do mnie 7 grudnia po kwarantannie związanej ze szczepieniem przeciw wściekliźnie. Płacę za weterynarza na wyspie (ogólnie kici zdrowe, grzybicę na nosku trzeba wyleczyć), płacę za jego noclegi u weta, płacę za jego bilet lotniczy (!), ale wiem, że to jest właśnie TEN kotek... I Tobie, Gosianko, życzę samych takich zwariowanych, szaleńczo zakochanych ludzi chcących adoptować kotki, którymi się opiekujesz.

Oto kotek, który rzucił czar na Anię - jak grom z jasnego nieba!



O tym wszystkim napisałam wtedy na fejsie i ogromnie się wszyscy cieszyliśmy. No i w końcu nadszedł ten wyczekany dzień i cypryjski kot przyleciał do Polski! Można? Można!


Gosianko, kotek doleciał w sobotę do Polski. Cały i zdrowy, nieco wystraszony.
Po odebraniu z cargo i rozbrojeniu transporterka z plastikowych opasek natychmiast wylądował w moich ramionach i na kolanach syna.
Przez całą podróż samochodem z Warszawy namiętnie ugniatał kocyk, który dostał na drogę od Krissy.



Ponieważ brak mi warunków, by odizolować koty, znając spokój mojego rezydenta Stefana, postanowiłam zapoznać koty bezpośrednio, od razu. I byłam wielce zaskoczona, bo Stefan przyjął nowego domownika nad wyraz gościnnie i spokojnie. Nie warknął, nie syknął ani razu. Obchodził go jedynie i obwąchiwal z ciekawością. Mały jedynie nieco się spinał, bo jednak Stefan waży 6.5 kg i jest duuuużym kocurkiem.
W niedzielę po południu można było zaobserwować już takie obrazki:







Wprawdzie Stefan jest jeszcze nieco zestresowany i zazdrosny, ale mały bardzo otwarcie i przyjaźnie zaprasza go do wspólnej zabawy. Mam nadzieję, że wkrótce będą bawić się i szaleć po mieszkaniu.
Mały na imię ma Dionizos, dla przyjaciół - Dyzio.
Niespożyty wulkan energii i nieprzeciętny pieszczoch. Mizianki obowiązkowe kilka razy dziennie.
Odwzajemnia się, robiąc niesamowicie profesjonalny masaż. ;)


Zdobył natychmiast serca całej rodziny i przyjaciół.
Już nigdy nie będzie nieszczęśliwy, głodny i nie będzie spał pod chmurką.
Bawi się wszystkim. Dosłownie wszystkim. Zabawkami, którymi wzgardziły moje koty (piszę koty, bo czasem na weekendy przyjeżdża mój syn z jego tajskim kocurkiem) - myszki, piłki, szczurki, wędki, którymi potrafi bawić się sam. Widok przekomiczny.
To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, by ściągnąć go tutaj. :D
Tak Dyziulek wygląda po zabawie:



Kocurek przyjechał zaszczepiony, odpchlony, odrobaczony, przetestowany na FIV, FELV i wszystko, co tylko możliwe. Kończy leczenie grzybicy. Podaję mu tabletki. Wiele rzeczy kochana pani weterynarz z Larnaki Anthi zrobiła na swój koszt (grzybek, odpchlanie, odrobaczanie).
Zaopiekowała się nim przez trzy tygodnie. Później, w ostatni dzień, po Dyzia przyjechała cudowna Krissy z firmy Easypet Exports. Wzięła go do domu, zrobiła zdjęcia, poprzytulała, wypieściła i o 23. odwiozła na lotnisko, zajmując się przy tym wszelkimi formalnościami. Wysłała też do mnie list w imieniu Dyzia ze zdjęciami 😄 zaczynający się słowami: Hello, Mummy. ❤️
Teraz czeka mnie już chyba tylko leczenie dziąsełek, które nie wyglądają za ciekawie jak na półrocznego kociaka. Pojadę z nim do kociego stomatologa do Warszawy. Bo wydaje mi się, że nasz wet nie bardzo wie, co ma z tym fantem zrobić.
Ale już jesteśmy razem i szczęśliwi wszyscy, bo to kot...ewenement. :D


Pozdrawiam, Gosianko, Ciebie, wszystkich Twoich bliskich i czytelniczki.
Dziękuję za miłe słowa i kibicowanie mojej decyzji. :)

Ania

Aniu, co ja mam napisać, żeby to skomentować? Po prostu dziękuję Ci za tę historię! Dyzio jest cudownym kotem i jestem pewna, że wynagrodzi Ci Twoje wielkie serce stokrotnie!

Uśmiechamy się wszyscy do Was!

PODPIS

49 komentarzy:

  1. Co za masażysta! Co za przylepa! Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo pokrzepiająca historia na ponury grudniowy poranek. Dionizos jest ślicznym kotkiem, Zachwycił mnie też Stefan, piękny.
    Niech się chowają zdrowo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała historia. I to zdjęcie kotów razem - coś niesamowitego 😊 Wszystkiego dobrego Dyziu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękujemy Wam wszystkim za miłe słowa. Dyzio juz oddaje całe swoje serduszko wszystkim wokół.
    Ogromną przyjemnością jest tez to, ze ten kot wogole nie wybrzydza przy jedzeniu. Smakuje mu dosłownie wszystko. Muszę go izolować jak przy misce jest Stefan, bo mały pcha mu pyszczek do miski a duży sie obraza i wcale nie chce pozniej jeść :) Dyzio zjada swoją porcję i kończy jedzenie po Stefanie. Staram sie juz teraz racjonować mu saszetki, do suchej karmy zaś ma dostęp cały czas i rownież to znika w mgnieniu oka. Jakbym pozwoliła mu tak jesc i jesc bez umiaru to chyba by pękł. No i te dziąsła. Nieciekawie to wygląda. W przyszłym tygodniu pojedziemy do stomatologa do Warszawy i zobaczymy co nam powie.
    Dyzio pracuje jako masażysta kilka razy dziennie. A wieczorne i poranne mizianki sa jego punktem obowiązkowym.
    To niesamowicie miła odmiana biorąc pod uwagę, ze Stefan od zawsze jest raczej niedotykalski. A na kolana zdarzyło mu sie wejść kilka razy w ciagu roku.

    Nie wiem czy da sie tu wstawić link do drugiego filmiku miziankowego ale próbuje :)

    http://youtu.be/ibOL_grCU30

    Dziękuje Wam wszystkim za miłe słowa. Bo szczerze powiedziawszy na poczatku miałam małe wyrzuty sumienia, ze u nas jest tyle kocich nieszczęść a ja ciągnę do domu bezdomniaczka z Cypru akurat.
    Ale...serce nie sługa :)

    Pozdrawiamy ciepło
    Ania & Dyzio & Stefcio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało mi się dodać filmik do posta.
      Aniu, niektórzy nic nie robią właśnie dlatego, że jest tak dużo kocich nieszczęść. Uważam, że jedyne co można to kropla po kropli, gasić ten pożar i robić to co się da.
      Mam fajną bajkę jako motto w Pokoju Przemian. :)
      Dyzio jest CUDOWNY!

      Usuń
    2. Na obu filmikach MIŁOŚĆ w najczystszej postaci :))

      Usuń
    3. Pani Anno, pozwolę sobie wysnuć wniosek, że tak bywa (jedzenie, mizianie, zabawki) z kotem, który pojawia się jako drugi. U nas niedawno adoptowana Shila wymiata z miseczek własne jedzenie, a później bierze się za porcję Ozzy'ego. Na kolanka pcha się do wszystkich, masuje i mruczy namiętnie, a Ozzy zawsze na dystans w tych sprawach.

      Panią podziwiam za determinację, a kotom zasyłam mizianie za uszkami :))

      Usuń
    4. Dziękuje Gosianko :)
      Pani Joanno, śledziłam historie Shili...tak, widocznie tak zachowują sie świeżo adoptowane kicie :)
      Teraz pozostaje tylko wyleczyć Stefana z permanentnego focha trwającego od piątku.
      Jest na nas wszystkich śmiertelnie obrażony.

      Usuń
  5. Przepiękna historia z happy endem dla Dyzia :)
    Bądź zdrowy i szczęśliwy cypryjski koteczku bo jesteś już w swoim własnym domku i masz kochaną Anię i Stefana na własność :-****

    OdpowiedzUsuń
  6. Miłość nie wybiera i fakt że zadałaś sobie tyle fatygi, żeby to wszystko zorganizować i opłacić najlepiej świadczy o tym jak silna była ta strzała amora kociego. Piękna historia i bardzo się cieszę, że szczęśliwie się układa. Życzę szybkiej diagnozy i wyleczenia dziąseł. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała i wzruszająca historia! Zdrowia dla Dyzia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, bardzo dziękuję, że podzieliłaś się z nami piękną i budującą historią Dyzia. szczególnie, że odczarowałaś nią pewne nieprzemyślane, lecz, niestety, głośno wykrzyczane opinie na temat adopcji równie uroczego kotka w podobnym stanie zdrowia. a że Dionizos jest właśnie tym JEDYNYM, to, jak widać, nawet Stefan nie ma wątpliwości :)
    wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania może służyć za wzór rozsądku, konsekwencji i właściwego postępowania, mimo, że na początku i potem kierowała się sercem.
      Pomyśleć, że ludzie pozbywają się kota z powodu przeprowadzki na inną ulicę, a ona zrobiła tak wiele, aby tego biedaka ściągnąć do Polski.
      Jestem pod wrażeniem.

      Usuń
  9. Dobra opowieść; takich nam trzeba :) I choć sama jestem zdania, że u nas też jest przecież mnóstwo kocich nieszczęść, to jednak, jakby nie liczyć, będzie na świecie o jedno kocie nieszczęście mniej :))) A koty piękne oba :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No to się popłakałam... :). Piękna historia! Piękny człowiek i piękny kot :D. A nawet dwa koty. A nawet więcej człowieków :)...! Gratuluję. I dziękuję za podzielenie się.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jaka piękna historia! Dziękuję!
    Zawsze tu ku pokrzepieniu serca wchodzę rano ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Stefan jest niesamowity :)) A Dyzio musi się teraz polskiego nauczyć ;)) Super historia♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Orozyme - Oral Hygiene Gel. Na usuwanie kamienia z kocich ząbków.
    Żel do higieny jamy ustnej Logic Orozyme zawiera opatentowaną formułę pięciu enzymów oddziałujących na obecność osadu oraz kamienia nazębnego ...
    https://animalia.pl/orozyme-zel-do-pielegnacji-jamy-ustnej-dla-psow-i-kotow-70g/szczegoly/15936/
    Na kocim forum czytałam co ludzie mają na ten temat do powiedzenia. Wszyscy chwalą a ja stosuję czasem bo to młode kocie nasze jeszcze.
    A kot z Cypru jest cudowny po prostu cudowny i sam wybrał i znalazł i MA. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna historia i kobieta z piękną duszą. Co tam kobieta, cała rodzina super. Zmieniony świat dla jednej potrzebującej istoty - to bardzo dużo. Moje dzieci we wrześniu były na Cyprze i właśnie o kotach odpowiadały najwięcej. Przez co postanowiłam oszczędzać jak się da i pojechać. Teraz nie wiem czy ryzykować wyjazd :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego nie pojadę na Cypr. :)

      Usuń
    2. Z tego wynika, że koty to najlepszy cypryjski towar eksportowy ;)

      Usuń
    3. Muszę być twarda, bo nie tylko na Cyprze kotow całe mnóstwo. Na Lanzarote rownież. A tam bywam często i regularnie ;)

      Usuń
  15. I tak o to powstało pierwsze TPPC (Towarzystwo Przyjaźni Polsko Cypryjskiej)

    Obydwa koty przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna historia i przepiękne koty!:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czyta się tę historię jak bajkę, tyle fajnych ludzi, tyle dobrej energii. No i te koty przecudnej urody! Stefan wspaniale się zachował a Dyzio do schrupania :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zalało mi oczy... i pokrzepiło serducho

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieje ze sie juz troche nauczyl mowic po polsku :-)
    Sliczny kicius, fajnie ze znalazl taka mame.
    Na pocieszenie powiem ze jestem pewna ze Dyzio wkrotce przestanie tak wszystko palaszowac, uspokoi sie tez nieco zapewne z zabawkami. To na razie dla niego wszystko nowosc, a tym wymiataniem z miski prawdopodobnie stara sie zapewnic sobie pozycje w stadzie. No i to tez dowod ze kiedys byl glodny.
    Trzymam kciuki za dziaselka. Byc moze lepsza karma i witaminki pomoga.

    OdpowiedzUsuń
  20. No nareszcie jest o Dyziu. Bałam się pytać, ale myślałam o nim ze strachem jak zniósł tą podróż. Niesamowity koteczek. On wyraźnie wszystko rozumie i jest szczęśliwy.
    Ma cudowną mamę i przepięknego braciszka.
    Historia jak z bajki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniale jest czytać takie historie.:)
    Niech się Dyzio zdrowo chowa!

    OdpowiedzUsuń
  22. Niezwykła historia! Koty cudowne, ale na największe uznanie zasługuje pani Anna!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Śliczna historia! Rozbroiła mnie wstrzęmięźliwa reakcja pięknego Stefana na przybycie kumpla... No właśnie, zupełnie nie rozumiem, dlaczego rudzielec nie ma na imię... Cyprian. Taki rym, byłby taki rym!
    Aniu, pogłaski i pozdrówka - mimo wszystko! ;)

    Idę oglądać filmiki, które sobie zostawiłam na deser.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, takie trochę perwersyjne te mizianki poranne. ;) Dyziek wymiata. A raczej... ugniata - rym być musi, jak nie tam, to tu. :D

      Usuń
  24. cóż,miłość nie zna granic:)
    piękna opowieść,wzruszyłam się,dziekuję
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  25. To kot znalazl sobie Anie, a nie odwrotnie. :)))

    OdpowiedzUsuń
  26. Przecudowna historia, a zdjecia wtulonego malego w tyleczek duzego rozwalilo mnie totalnie:):):)Dyzio piekny:):)

    OdpowiedzUsuń
  27. i takie historie podnosza na duchu...a jeszcze dzis dostalam paczuszke z pieknie pachnacymi i malymi dzielami sztuki-mydelkami...jeszcze raz bardzo,bardzo dziekuje...

    OdpowiedzUsuń
  28. Piękna historia, piękny kot i w ogóle... :)
    Na Cypr też nie pojadę. Mam 6. I serce miękkie. Dlatego nawet tymczasowo nie biorę, bo wiem, że pęknę i nie oddam. Dlatego podziwiam i zostawiam taką działalność innym - wspieram na bazarkach itd jak mogę. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Teraz to ja sie wzruszyłam czytając komentarze. Bardzo Wam wszystkim za nie serdecznie dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  30. cudna historia i przepiękne koty, że o ich "personelu" nie wspomnę :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Cudowna historia, to dopiero Odyseja ;) cudowni Ludzie i Koty. Co do dziąseł, specjalista konieczny. Widzę że coraz więcej kotów ma ten problem. Odnośnie ilości kociej biedy, wszędzie jej pełno. Moi zdystansowani znajomi i część rodziny mówią mi "przecież nie uratujesz wszystkich" a ja na to 'wszystkich nie, ale wszystkie które staną na mojej drodze" , na różne sposoby można pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie mogę się nasycić tą historią, pamiętam ją, ale ten ciąg dalszy! Zaczęłam od niej dzień i na niej skończę. Dyzio jest cudem. Nie spotkałam dotąd kota, który tak bardzo lgnie do człowieka. I upomina się o mizianie! Marzenie:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Jeśli chodzi o dziąsła, dowiedziałam się ostatnio, że koty często mają to samo, co moja kicia na ogonie właśnie w pyszczku. Polecam dermatologa cudowną i fachową p. Dr. Karaś-Tęczę - Dermawet (https://www.facebook.com/Dermawet/)

    OdpowiedzUsuń
  34. A historia sprawia, że serce rośnie. Też poznałam podobnego kociaka podczas tych wakacji w Bułgarii :), na szczęście tamten znalazł dom na miejscu. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Wzruszyłam się... Aniu, jesteś niesamowita! A Dyzio jest piękny, cudny, uśmiechnięty... ach ach ach!

    OdpowiedzUsuń
  36. Właśnie niedawno zastanawiałam się, co się dzieje z tym kotkiem, a tu taka wspaniała nowina! :) Pozdrawiam serdecznie ze słonecznego Cypru! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś go znała, Mario?
      Pozdrawiam z Wrocławia. :)

      Usuń
    2. Gosianko...nie osobiście. Maria była pierwszą osobą, którą znalazłam w sieci i jako rezydentke tej pięknej wyspy zasypalam pytaniami na temat możliwości ściągnięcia Dyzia do Polski. Obdzwoniła rodzinę i znajomych, podpowiedziała mi hotel dla zwierzaków, dała kontakt do weterynarza kompleksowo zajmującego sie taką opieką. Skorzystałam wprawdzie z innych - wynalezionych w necie firm ale tylko i wyłącznie ze względu na odległość jaka dzieli Limassol od Larnaki. Uznałam, ze bedzie taniej i wygodniej jeśli Dyziek znajdzie opiekę bliżej lotniska :)
      Dziękuje Mario za pomoc raz jeszcze :)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...