poniedziałek, 30 listopada 2015

Koci weekend

Tak wiele się działo podczas ostatnich dwóch dni! 
Spaliłam się niemal w mrowiu emocji, tych dobrych i tych złych, ale na koniec wszystko ułożyło się wyśmienicie i niech tak już zostanie! Nno!!

*****

Najpierw przyjechała z Krakowa Joanna. Przyjechała po swoją uszytą na miarę dziewczynę dla rezydenta o manierach łobuziaka - Ozzy'ego. To była przemiła wizyta. 
Joasia była tak przygotowana, że mucha nie siada! Miała ze sobą wszystko na każdą ewentualność! Poza tym przywiozła pełną torbę podarków. Dla nas, dla Fiki, dla rezydentów i dla tymczasków. Kochana dziewczyna pomyślała o wszystkim. Jak myślicie, jak ja się czuję, oddając kotka pod opiekę kogoś takiego? Taka Joasia to spełnienie moich marzeń. :)

Szczęśliwe dziewczyny dwie. Nareszcie razem. 
Dostałam ptaszka. Przecudowny!! Jak pasuje!
Tyyyle prezentów! 
Szaga (która szybko została księżniczką Shilą) wtopiła się w nasz dom jak w masło. Ze świecą szukać aż tak odważnego i bezproblemowego kota! Zostanie w naszej pamięci na zawsze jako cud nad cudy. Jej przyjaźń z Fiką była wprost niesamowita! Czy ktoś jeszcze nie widział tego?   


Jej losom przed przybyciem do mnie oraz po opuszczeniu naszego domu poświęcę jeszcze jeden dłuuuugi post. 

Teraz tylko wspomnę, że obawy Joasi, że Shila nie przeżyła konfrontacji z Fiką oraz jej kością, okazały się nieuzasadnione. :)


Shila zapakowała się do transporterka i dziewczyny pojechały...



To były same dobre, wspaniałe chwile. 
Podszyte wzruszeniem, trochę żalem, ale przede wszystkim radością. 
Bardzo dziękuję, Joanno!

Teraz trzymamy kciuki, aby gagatek Ozzy zaakceptował malutką księżniczkę. 
W końcu dla NiegoCiOna!

cdn.

*****
Kolejna weekendowa historia.
W piątek opublikowałam na fejsie post o treści:

Czy ktoś z Państwa myśli o kocie? Do adopcji jest dwuletnia kotka, po kastracji, domowa, spokojna i jak to kot, ciut niezależna (na kolanka przychodzi wtedy, gdy ona chce). Kotka jest bardzo ładna. Niestety musi znaleźć nowy dom. Sprawa pilna. Kotka szuka domu niewychodzącego, chętnie będzie chodzić na spacerki pod opieką kochającego właściciela. Najlepiej dom bez małych dzieci. Wrocław i nie tylko. Proszę o kontakt na priv.

Nie zareagował nikt. Gdyby wiedział... Celowo nie dałam zdjęcia, bo jestem pewna, że telefony by się urywały. A ja szukałam kogoś, kto ją pokocha pomimo...

Gdybym dała tę fotografię, wiecie, co by się działo?


Pewna pani napisała do schroniska, że musi oddać kota. Kiedy Aneta zobaczyła, co to za kot, zdębiała. Maine coon! Rudy! Przecudowny! Jak takiego kota dać do schroniska?! Przecież stamtąd może go zabrać każdy, bez sprawdzenia, bez gwarancji, że nie robi tego tylko dla urody, że nie po to, aby go zaraz sprzedać dalej! 
Anetka napisała do mnie, a ja zdecydowałam: biorę i znajdę tej piękności nowy dom!

Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego rodzina pozbyła się tej kotki. Jest zachwycająca, rasowa, młoda, zdrowa, po kastracji... Nie jestem w stanie zrozumieć, ale stało się. Kotka trafiła Za Moje Drzwi w sobotę po południu i została za nimi przy akompaniamencie płaczu swojej byłej pani...

Zabrałam ją do kociego pokoju. Była zaniepokojona, ale jeszcze chyba nie przeczuwała, co ją czeka...



Pogłaskałam aksamitne futerko, zachwyciłam się lwią głową i zostawiłam ją samą, aby poznała pokój. Kiedy przyszłam za jakiś czas, kotka była już przerażona. Wciśnięta w kąt, z rozbieganymi oczami, posykująca, trzęsąca się jak osika. Na ten widok łzy od razu stanęły mi w oczach. Kayronek, on pewnie też to przeżył... 

Jeszcze rano miała dom, miała rodzinę, dziewczynkę do towarzystwa, a teraz została oddana jak rzecz. W nieznane miejsce, nieprzyjazne i wrogie. Ja jawiłam się jej jako ta, która ją uwięziła. Patrzyła na mnie z nienawiścią w oczach. 


Już poprzedniego dnia uruchomiłam wszelkie możliwości, żeby znaleźć jej zaufany dom bez konieczności ogłaszania jej w internecie i przeżywania nawału chętnych jak w przypadku Raviego (kota tajskiego). Napisałam też Hanie o tej historii, ryzykując przerwanie jej czasu żałoby. 

I stało się coś niesamowitego. Kolejny raz! Znowu Za Moimi Drzwiami pod rękę z Pastelowym Kurnikiem takie czary i cuda!
Bardzo dobrze znani Hanie Maciek i Asia - kochani, cudowni ludzie z genialnymi warunkami dla kotów (dom z zabezpieczonym ogrodem - marzenie!), z jednym już kocurkiem maine coonem IDENTYCZNYM, też rudym, zaoferowali się dać dom tej biednej dziewczynie! Nie można było znaleźć lepszej opcji!

Namówiłam ich, aby przyjechali spod Poznania już dzisiaj. Widząc strach i przerażenie tej kotki, nie chciałam, aby przyzwyczajała się do mnie, a potem znowu musiała przechodzić kolejny raz rozstanie i szok.

Wczoraj rano było z nią fatalnie. Wcale się nie uspokoiła. Wręcz przeciwnie. Była jeszcze bardziej roztrzęsiona i agresywna. Bezustannie warczała i symulowała ataki na mnie. Nie mogłam nawet zbliżyć się na dwa metry. Natychmiast rzucała się w moją stronę. Nic nie zjadła, nie piła, nie załatwiła się. Całą dobę. Pękało mi serce. 

Czy to ślady po łzach? Na zdjęciu wyżej, z poprzedniego dnia, nie ma ich...
Maciek z Asią przyjechali w niedzielę w południe. Zamartwiałam się, jak ją wsadzimy do transportera. Rzeczywiście zajęło nam to sporo czasu i wymagało kombinacji, ale w końcu ci dobrzy i mądrzy ludzie pojechali ze swoją tak bardzo skrzywdzoną nową podopieczną do swojego, a teraz też już jej, domu. 




Ku naszej niesamowitej radości kotka po dojechaniu na miejsce napiła się, skorzystała z kuwety i otarła o nogi swojej nowej pani! Co za radość! 
Dziękuję Wam, kochani! Dawajcie znać, co z piękną kotą. Wierzę, że będzie już wkrótce szczęśliwa (klik). 

*****

I to jeszcze nie koniec. 
Jak może wiecie, mam teraz pod opieką trzy kocie bidy, a właściwie to już... dwie. :)



W piątek byli oglądać kota - na zdjęciu wyżej w środku - Dibusia (bo złapany na ulicy Dubois we Wrocławiu) młodzi ludzie. 


Okazali się bardzo fajni. Ciepli, mądrzy, kochający koty, no i zauroczeni tym kotkiem, mimo że on jeszcze potrzebuje sporo czasu do zaufania. Dogadaliśmy się i przyjechali po niego dzisiaj! 


Ufam, że kotek będzie miał u nich dobrze. Oczywiście będę raportować. :)

****

Przyjazd Joasi, jej wyjazd za kilka godzin z kochaną Shilą, potem przybycie ludzi z kotką maine coon, patrzenie na jej szok i ból, a kolejnego dnia oddanie jej Maćkowi i Asi, i znów kolejna adopcja Dibusia. W międzyczasie spacerki z Fiką, podawanie leków bidom i wizyta u mamy. Taki to był koci weekend. 

Teraz szukają domu tylko dwie bidy.

Słodka, grzeczna, miła dziewczynka (potrzebuje imienia).
Dzikowaty chłopczyk, który nie wie, że zaraz go udomowię. :)
Potrzebuje imienia. 
Pamiętajcie o nich, proszę. Strumień potrzebujących wciąż płynie...

Moje koty podróżują: do Krakowa, pod Poznań, do Wrocławia. A jak Wam minął weekend? :)

PODPIS

KUPUJĄC PRZEZ TEN BANER, POMAGASZ MI POMAGAĆ!


:)

***

Najnowsze wieści:
Jest fantastycznie! Niewiarygodnie!
Kocia jadła, piła, umyła się, zachowuje się jakby nigdy nic!
Dwa razy wskoczyła Asi na kolana! Mizia się, ociera i BAWI!!!
:)))))))))))))))

***

I jeszcze na koniec wieści od Zuzy o Milence:



Milenka wczoraj skończyła 5 miesięcy. 
Dziś byliśmy na wycieczce w parku w Powsinie. 
Niestety ciągle nie nadaje się na spuszczanie ze smyczy w miejscu nieogrodzonym. 
Wszystko ją interesuje. Chce się ze wszystkimi ludźmi i pieskami witać. 
Sheltie to pasterski pies. Goni wszystko co ucieka.
 Ostatnio ma manię gonienia samochodów.

97 komentarzy:

  1. "Kotka trafiła Za Moje Drzwi i została za nimi przy akompaniamencie płaczu swojej byłej pani..." czyli jednak wlascicielka najpierw oddała kotkę do schroniska, a następnie rozpaczała u Ciebie?
    Dobrze, że tak szybko znalazła nowych właścicieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciała oddać, ale Aneta zareagowała i kotka trafiła bezpośrednio do mnie. Pani łzy leciały gdy ją oddawała. Dobrze, że była u mnie tak krótko i już może dochodzić do siebie w swoim domu.

      Usuń
  2. Przepraszam, nie podpisałam się. I bez jednak miało być.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. To rzeczywiście miałaś koci weekend! Ale za to jaki dobry :)))
    Rudej kici tak bardzo mi żal... dobrze, że tak szybko znalazł się dla niej dom i że nie będzie już płakała, bidulka kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, to raczej trudna sprawa. Nie wiem jak dziś się zachowuje, bo w pierwszy dzień u mnie też ją głaskałam, a potem już było to nie możliwe. Była naprawdę przerażająca w tej swojej złości spowodowanej szokiem. Maciek i Asia mają dom, mogą ją izolować w osobnym pokoju, u ciebie byłoby trudno. Dobrze, że się nie zdecydowałaś.

      Usuń
    2. Gosiu, żal mi, że jej ciężko.:( Nie, że jej nie mam, choć wiadomo, że chciałabym.
      Mam nadzieję, że jednak szybko się zadomowi i przestanie czuć strach i żal.

      Usuń
    3. Ja wiem. :)
      Wieści są dziś zaskakująco dobre! Zobacz na końcu posta. :)

      Usuń
    4. :)))))))))))))) niech tak już zostanie i będzie tylko lepiej!

      Usuń
  4. Tyle emocji od rana. Dobrze, że ta piękna kotka znalazła dobrych ludzi. Bardzo jestem ciekawa jak poradzi sobie w nowym domu, a kicia u Joanny z łobuziakiem rezydentem.
    Pozostałe też pewnie niedługo znajdą dom.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle po weekendzie czytam posty z trzech ostatnich dni :) I zachwycam się Anią M., kotami (wszystkimi!)... Doszłam do wniosku, że nawet na przykładzie kota można udowodnić, jak bardzo w życiu pomaga uroda. Gdyby to był zwykły burasek, nikt by się aż tak nim nie przejął. Ale z drugiej strony ta sama uroda mogła się stać jej przekleństwem, bo nie wiadomo (jak napisałaś) na kogo by trafiła. Smutne to wszystko. Najgorzej chyba jednak mają króliki. Kota i psa, również konia, traktuje się jak rodzaj osoby, a królik nadal jest bardzo często wyłącznie żywą przytulanką. Piszę o tym, bo ostatnio usłyszałam sporo na temat złego traktowania królików.
    Ale tej huśtawki emocji, to Ci nie zazdroszczę; dobrze, że przeważały te lepsze, prawda?
    A kociaczki nie mają imion? Hmmm... A ja nie mam pomysłów... Szyszka (Szysia, Szyszunia) i Kamyk (Kamiś, Kamyczek)? Oj, chyba coś dziś ciężko myślę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szyszka może wyrosnąć na niezłą Szychę! :) Fajnie imiona, i co ja mam biedna począć??
      Szyszka mi się podoba, to następna będzie Szyszka. :)

      Usuń
  6. Gosiu, ten post uświadamia nam, jak wielką, cieżką pracę wykonujecie, w sensie ile zaangażowania czasu, emocji, logistyki itd. Ja miałam leniwy weekend, a u Ciebie widać, że praca wre! Szacuneczek:)
    I ta historia z main coonem.. ile to trzeba wiedzieć... nie wpadłabym, że strach go było ujawniać w sieci. Jednak ludzie nie przestaną mnie zaskakiwać:/ Tobie to się urlop należy jak !
    Dobrego tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chłopczyk może mógłby mieć na imię Krecik.
    No to rzeczywiście miałaś weekend pełen emocji. Jestem pełna dla Ciebie podziwu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przychylam się do Krecika. :) Szkoda, że płcie kotków nie są odwrotne, bo mogłyby być Kretka/Kredka i Ołówek. ;)

      Usuń
    2. Jolu, czytasz w moich myślach - albo ja w Twoich. Też myślałam o tym zestawie imion :)

      Usuń
    3. :) Ach, bratnie my, to jest, tfu! siostrzane dusze. ;)

      Usuń
  8. Ale mi się podoba zdjęcie nr 15! :)

    A Ty odwaliłaś roboty na co najmniej dwa weekendy! Natychmiast wnoszę o urlop dla Ciebie. Chociaż cztery godziny urlopu dla Gochy, Panie Losie, słyszysz?!

    Podoba mi się też fotka Shili w transporterze - jaki luz! To wyjątkowa kiciunia. I mam nadzieję, że tą wyjątkowością pozytywnie zawojuje Ozzy'ego i wszystkich domowników - choć Joasi to już chyba nie musi. ;)

    Co jeszcze, co jeszcze... Aha, Jej Piękność Rudość - oby i tej koteczce i jej personelowi złożyło się wszystko dobrze, skoro jak do tej pory mimo całego dramatu sytuacji jakoś to się udało sensownie rozwiązać (jakie szczęście, że czujna Aneta zareagowała! Taka osoba w schronie to skarb!).

    Jeju, jeju, dużo kciukasów za szczęśliwe zakończenia kocich historii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, i ten ceramiczny dudek - jaki uroczy! :)

      Usuń
    2. I jeszcze coś, proszę o sprawozdanie, jak smakuje kawa Dekadencja oraz herbata Salonowa z lawendą. Oesu, jakie frykasy! :) Zauważ, że o cukierki GPR już nie zapytowuję, oszczędzam Cię albowiem. :D

      PS. Joanna w całości (w czapce i bez) zachwycająca! :)

      PS 2. Nie moja wina, że post taki długi i wielowątkowy, że moich komciów wyszło prawie tyle co i tego wpisu. :]

      Usuń
    3. Ha, jeszcze coś mi umknęło! Mój weekend minął przeważnie pod znakiem termoforu przyklejonego do zbolałych pleców. :] By to, kurna! Ile to jeszcze ma zamiar mnie trzymać...

      Usuń
    4. Jolu, fajnie, że zauważasz rożne wątki. :))

      Usuń
    5. JolkoM, płonę rumieńcem i za komplementy dziękuję :)

      Usuń
    6. Niech Ci będą na zdrowie, i rumieniec, i...komplementy. ;)

      Usuń
  9. Gosiaczki trzymam kciuki za rudą panienkę-biduleczka:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. No to już wiem :)
    Niech się szczęści tym, co już w swoich domkach i tym, które czekają!

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś takiego! Ruda piękność najwyraźniej wiedziała, że u Ciebie tylko przesiadka w drodze do nowego domu i dlatego nie chciała się z Tobą zadawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)

      Zuza, napisz przy okazji, jak się miewa Milena. Już z pięć razy chciałam Cię o to zagadnąć, ale, wiesz, alzhajmeroza... ;)

      Usuń
    2. Jolu, dodaję dla Ciebie co dostałam od Zuzy. Nawet jej nie odpowiedziałam, z braku czasu, a potem zapomniałam. Wybacz, Zuza.
      Ten post jest tak długi, że jeszcze dwa zdjęcia mu nie zaszkodzą, he he :)

      Usuń
    3. Milenka miewa się znakomicie. Gosiance wysłałam zdjęcia w sobotę, ale pewnie jeszcze do nich się nie dokopała, bo jak widać ma zajęć bez liku.

      Usuń
    4. Zuza, przeczytaj co napisałam wyżej... I zobacz zdjecia w poście. :)

      Usuń
    5. :) Śliczności Milena! Wydoroślała. No i rozrabiaczka - jak to jednak dzieciak. Chciałaby poszaleć gdzieś na hali z łowieckami (akcent na "o"). ;)

      Pogłaski! :)

      Usuń
    6. Fajnie, że moją Milenkę dzięki Tobie Gosianko tylle osób poznało.
      Milenka często szaleje bez smyczy na działce. Zadziwia niesamowitą energią.
      Masz rację JolkoM. Te pieski na Szetlandach pasłły właśnie małe owieczki.
      Ostatnio Milenka ma zakaz wbiegania do pokoju papugowego. Najstarsza moja papuga musi być zamknięta w klatce / klatka wielkości szafy /. Ze wzgledu na zmiany w kościach spowodowane wiekiem 22 lata, nie może dobrze fruwać. Milenka nie może znieść, że jedna papuga jest oderwana od stada. Koniecznie chce ją zagonić do innych papug. Biega po pokoju i szczeka, denerwując ptaki.
      U papug jest w zwyczaju odganianie ze stada słabych i chorych osobników. Więc najstarsza papuga musi być odizolowana dla swojego bezpieczeństwa. A co najciekawsze ona to doskonale rozumie i jak na trochę ją wypuszczamy, sama wraca do klatki.

      Usuń
    7. Ach, Zuza, Ty papuzia mamo! :) Jesteś taka zaangażowana w to, żeby ptaszki miały jak najlepiej. Przy okazji dowiaduję się od Ciebie ciekawych rzeczy o tych niezwykłych ptaszkach. Przy czym informacja o izolowaniu starszych papug na pewno mi już z głowy nie uleci, gdyż zostanie skojarzona z zachowaniem Milenki-pasterki. ;)

      Usuń
    8. Zuza, kochane te papugi bardzo,własnie miałam pytac co u nich słychać i jak relacje z Milenką.Czytasz mi w myślach.
      Dlaczemuż to nie piszesz bloga! Oj dlaczemuż!

      Usuń
    9. Bardzo to ciekawe wszystko o tych papugach. :)

      Usuń
    10. Każda papuga ma inny charakter. Ta która w sklepie wpadła mi sama w ręce jest najmądrzejsza. Sama dobroć. Zaskoczyła nas wiele razy. Zawsze pocieszała owdowiałego ptaszka i broniła słabszego. Odwiedza tą najstarszą w klatce, umie śpiewać wszystkie jej "piosenki". Jak śpiewają chórem to samo w idealnym tempie jest to wręcz nieprawdopodobne.

      Usuń
    11. Zuza, jak to dobrze, że nam tu czasem trochę poopowiadasz o swoich ptasich doświadczeniach. :) Przez te wszystkie lata musiało Ci się nazbierać mnóstwo ciekawych obserwacji. Dawaj jeszcze! :)

      Pozdrówka! :)

      Usuń
  12. Kochana, widzę, że miałaś na prawdę ciężki weekend, emocjonalnie ciężki i wykańczający. Na szczęście w trzech na pięć przypadków zakończony sukcesem, a dwa to tylko kwestia czasu. Jakbym mogła to dałabym ci zapasową baterię, bo podejrzewam że przydałaby Ci się. Ponieważ sama ciągnę na 1/4 gwizdka ledwie, rozumiem jak ważne są pokłady energii psychicznej i fizycznej do działania. Ale wierzę, że jesteś dzielna dziewczyna i dasz radę. I uważam, że bardzo rozsądną podjęłaś decyzję o Rudej panience, mogła skończyć bardzo nieciekawie jako tak piękne zwierzątko. Trzymam kciuki za dwa maluchy. Krecik jako imię mi się podoba bardzo. Może do kompletu niech panienka będzie Myszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja jestem za, ale nie wiem czy mnie dziewczyny nie wydziedziczo...
      Buuuuuuuuu!

      Usuń
  13. Ojej, ojej, ale się działo....
    A może dla koteczków imiona: Słodka i Dziki - jak w podpisach pod zdjęciami-portretami ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czy ktoś odważy się adaptować czarnego kocurka o imieniu Dziki?
      Trzeba imieniem zaczarować dla niego dom. :)

      Na razie u mnie wygrywa Krecik i Myszka. :)

      Usuń
    2. No tak, no tak, zaczarować :-)

      Usuń
  14. Oj ale szał. A ja zrobiłam zakupy przez banner wiec coś wpadnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniałe wieści, rzeczywiście weekend pełen emocji. I dzisiejsze nowiny bardzo cieszą.
    Podoba mi się imię Krecik dla czarnulka a dla szarej dziewczynki może Myszka? Pewnie już było, ale...

    OdpowiedzUsuń
  16. To zdjęcie Shilii czekającej na odjazd w otwartym transporterku jest rozbrajające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jest to zdjęcie urocze. Znaczy się, koteczka jest urocza! :)

      Usuń
    2. Co to za kotka to naprawdę ze świecą szukać. Idealna do ludzi i zwierząt!

      Usuń
  17. Jak dobrze, że wszystko się udało :))) Dobrze, że wielu osobom los zwierząt lezy na sercu, nie są dla nich - nas zabawkami, tylko żywymi stworzeniami.
    Z radością czyta się takie posty. Tak, jak dzisiaj na fejsie o pieskach z naszego schroniska, które pojechały do swoich domów. I byłam z koleżanką u weta - z jej kotem, ja jako kierowca, a tam czekała pani z psicą a la labrador, ktorą niedawno ze schronu wzięła. Tzn. jej mała córeczka tę psicę wybrała. A potem rozmowa z panem, który ma 16-letniego pieska, którego jeden z wetów skazał już - idiota, a ten nasz leczy, nie patrząc na wiek. Czy też próbuje poprawić komfort życia, bo pies ma problemy ze stawami ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze są tacy weci. Szkoda, ze są ci drudzy. :(

      Usuń
  18. Same pozytywne wieści.I dla pozostałych kociaków życzę tak wspaniałego zakończenia i kochających domów! Mnie też imiona Krecik i Myszka się podobają:)
    Rudzieńka maine coonka przecudna!

    ....
    Milenka wyrosła sporo ,tak mi się wydaje i jaki piękny kołnierz ma.Młody piesek,to nie ma co się dziwić, że energia rozpiera.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dałaś dziś swoim postem i dużą ilością zdjęć trochę słoneczka.Tyle radości w komentarzach więc i ja się dołączam,chyląc kapelusza:)))
    Wszystkiego pomyślnego dla kociaków i ich nowych właścicieli:)
    Milena przecudnej urody:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak dobrze, że choć pracowity i bardzo emocjonalny, to bardzo pozytywny weekend, oby ta passa nowych, dobrych domów utrzymała sie:)
    Uściski przesylam Gosianko i życzę chwili relaksu przy lawendowej herbatce:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo mnie wzruszyła historia tej rudej kici main coon. Bardzo jej współczułam i niesamowicie się ucieszyłam, że tak szybko znalazła SWÓJ DOM.
    Uściski!
    A ten malutki czarny tak paatrzy jakby też już widzał swoją przyszłość.
    Cudownie, że te zwierzaki mają Ciebie!
    Uściski Gosianko :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Znów pozytywne wieści, kotki znalazły wspaniałe domy ;) To była dobra decyzja, że w ogłoszeniu nie dałaś zdjęcia, ludzie czasami chcą jedynie ładną ozdóbkę w mieszkaniu w postaci pięknego kota a tak kicia trafiła do odpowiedniego domu. Aż mi się przypomniało jak rok temu adoptowałam swoją kotkę, wtedy dwuletnią. Przy ogłoszeniu było tylko małe zdjęcie samego pyszczka i byłam święcie przekonana że jadę odebrać pręgowanego dachowca. Jakie było moje zaskoczenie gdy okazało się, że kotka to jakiś miks chyba z norweskim leśnym, z pięknym szaro-beżowym pręgowanym futerkiem i wielkim puszystym ogonem ;) Ale nawet gdyby nie była taka piękna i tak kochałabym ją tak samo. Do tego okazało się, że była w ciąży więc teraz mam również jej śliczną czarną córkę (oczywiście obie są już wysterylizowane).

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojej, mozna sie zmeczyc czytajac, a co dopiero Wy, jak to wszystko przezyliscie....Shila sobie poradzi....Ruda kotka jest przepiekna, jezeli jej pani plakala oddajac ja, musialy zajsc jakies bardzo powazne powody, ja nie lubie oceniac ludzi w takich przypadkach, bo czasami naprawde zycie zmusza ..... Milenka cudna, i Twoje nowe kociaczki tez:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja staram się nie oceniać. To nie było dla niej łatwe.

      Usuń
  24. Wspaniałe wieści Gosianko - wspaniałe.
    Kiedy szukałam do adopcji kocurka, popatrzyła na mnie z monitora - dziewczynka. Boszszsz, co to było za spojrzenie, za raz po nią pojechałam.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja chyba nie skończę dziś gadać, ale olśniło mnie. Już wiem! Fika może obgryzała swoją kość, przytrzymując ją łapkami i Szaga/Shila dopadła potem tę pachnącą łapeczkę. :) Rozgryzłam zagadkę, ale jestem!
    Tak czy siak i bez względu na moją... bezwzględną inteligencję scenka jest rewelacyjna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wcale, że nie! Kość była na następny dzień po filmie. :) Po prostu Shila całuje Fikunię po nóżkach bo ją kocha. :)

      Usuń
    2. To może pachniała jej jakaś wcześniejsza. Zresztą wszyscy wiedzą, że Ci się czasem myli sobota z niedzielą, więc i kości mogły Ci się pofyrtać. :P

      Usuń
  26. Dopiero teraz udało mi się filmik obejrzeć. (świruje mi fb okrutnie)
    No cudnie to wyglądało,a najlepiej jak Fika drugą łapką jeszcze kicię w czółko dotykała;))))

    Jolko,pewnie masz rację z tą pachnącą kością łapką.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czekam z niecierpliwością na wieści, jak tam Szaga z Ozzy'm. Czy dom rozniosą od razu czy chwilkę poczekają.

    No ale ruch u Ciebie, jak na kocim dworcu! Przecież Ty tylko niemal za odźwiernego robisz, jedną ręką wydając kontenerki, a drugą przyjmując! ;)

    Kocurek czarny jakoś mi tak tanecznie się kojarzy - Czardasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może kocurek - Czar, a koteczka - Dasza. I od razu mam hasło do ogłoszenia: Kto adoptuje CzarDasza? ;)

      Usuń
    2. Hmmmmmmmmmm....
      A mnie się Myszka bardzo podoba. Jest sympatyczne i miłe. Pozwólcie, dziewczyny, buuuuuuuuuu!

      Usuń
    3. Ja tam pozwalam, Pani Generało. :D Ewentualnie, żeby trochę zakamuflować tę myszkę, to może Myszella. Albo Myszeria, Myszelia, Myszysława, Myszenia, Myszanna, Myszanta, Myszyna, Myszanda, Myszenira, Myszomiła itede itepe wymieniać dalej? :)

      Usuń
    4. Już wystarczy. Żebyś była taka aktywna przy pisaniu postów! :))))))))))))

      Usuń
    5. Pff, dziś jestem bardzo aktywna - w pisaniu komciów. To już coś! :P

      Usuń
    6. Masza :-)
      A historie ach i och! Cudne i krzepiące. I w ogóle, ludzie kochający zwierzęta są jacyś tacy znacznie bardziej :-)
      Dobrego dnia!

      Usuń
  28. Uprzejmie donoszę, że dzieciarnia rozrabia. W spokoju na odległość, z syczeniem w bliskości. Nie jest źle, ale łobuz mógłby być bardziej gościnny. Shila udaje, że ma Go w nosie, ale czasami przed Nim zmyka. Ozzy obserwuje, jak Ona bawi się piłeczkami, myszkami, ale się nie przyłącza. Mam nadzieję, że jeszcze do tego dojdzie. Trzymajcie kciuki, proszę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ciekawe, jak to się poukłada. Wierzę, że dobrze, ale nie miałabym nic przeciwko w miarę możliwości zapisywaniu (dla nas oczywiście!) przez Ciebie, Joasiu, przełomowych momentów. Przy takich charakterkach to może być bardzo interesujące. Mocno trzymam kciuki! :)

      Usuń
    2. To dopiero drugi ich dzień razem. Jeszcze 100 razy im się odmieni w tę i w tamtą. :)
      W każdym razie Ozzy się nie nudzi, co? :)

      Usuń
    3. Dzielna Shila. No proszę - już się bawi. Na pewno cały czas obserwuje ukradkiem Ozzyego.
      Bardzo ciekawe co będzie w następnych dniach.

      Usuń
  29. Ach i jeszcze jedno, wydaję mi się, że nadać kotu imię "Myszka", to dla Niego zniewaga. Proponuję Dasza lub Zojka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, to jakieś zabobony z tą Twoją zniewagą. ;) Jest tu jedna taka odwiedzająca ZMD Ewa, która swoją koteczkę nazywa pieszczotliwie Myszeczką. I co? I nic, koteczce najwyraźniej wcale to nie przeszkadza. :) Ale Dasza i Zojka to ładne imiona, owszem. Zoya (w takiej właśnie pisowni) już u Gosi gościła, piękna trikolorka, mamusia jedynego ocalałego z miotu chłopaczka odchowanego przez brytyjską mamkę, gdy Zoya straciła pokarm... Ciężki to był czas i bardzo trudne dla Gosi doświadczenie, mimo wszystko zakończone szczęśliwie, bo Vito wyrósł na pięknego kota. :)
      Ale się rozgadałam...

      Usuń
    2. Wiem, wiem, ale jakoś to mi nie pasuje. Co innego nazywać pieszczotliwie, a co innego nadać takie imię. Sama mówię do Shili czasami, moja Ty Mała Kochana Myszeńko, ale pomyśl, co czułby np. koń, gdyby nazwać go Pudelek albo Słoń? A tak na marginesie, mojemu synowi Shila kojarzy się z myszoskoczkiem, ze względu na dłuuugiii cienki ogonek :))

      Usuń
    3. :)

      Ekhm, się spytam jutro lub w piątek któregoś z koni o tego pudelka/słonia...;)

      Usuń
    4. Joasiu, ale wybaczysz mi jak kotka zostanie Myszką? Pasuje do niej, naprawdę. :) Jest bardzo słodziutka. :)

      Usuń
    5. Ja tam do swojej Owczarki też mówię Myszko a jak mnie wnerwi to Myszo:)

      Usuń
  30. Śliczna kicia- śliczne kicie, jak sliczne dziewczyny, szybko znajdują amatorów. Ale bidy też ładne, a czarny nie mógły być Bonifacym?

    OdpowiedzUsuń
  31. Trochę racja , ale to tak jest czasami z imionami, że i tak do zwierzak mówi się pieszczotliwie,wcale nie po imieniu,tylko na wiele sposobów:)) moje koty są niuniusiami, koteczkami, słoneczkami i co tam mi do głowy czasami przyjdzie:)))

    OdpowiedzUsuń
  32. O jakie dobre wieści,kotki wszystkie piękne a ruda kicia mniam mniiam.U mnie łykend ,pracująco-relaksacyjno-pomagający.W sobotę byłam w pracy,w niedzielę we Wrocławiu na medytacji grupowej a dziś pilnowałam prawie wnusię [mojego siostrzeńca córeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  33. Piękne te rude kocię. Ja miałam ostatnio taką przykrą przygodę, gdzie pewnie zupełnie niechcący... ale stało się. Tam, gdzie tankuję samochód, jest dom i koty (jak to na wsi). I wychodzę z samochodu razem z Danielkiem, a tu przychodzi do nas jeden z kotów (właśnie taki piękny, a nawet ośmielę się stwierdzić, że piękniejszy niż ta ruda piękność z Twojego postu). Oczywiście, że sam podszedł to Danielek go głaszcze, bo to mięciutki, puchaty i na to się odzywa właściciel: jak chcesz to ja ci go dam! Na to Danielek z radością: mogę? (Ja w głowie milion scenariuszy co zrobić), a na to właściciel: żartuję! Ale jak będą małe kotki to się zobaczy.

    Zirytowałam się. Daniel jest mądry, łykał mi po drodze łzy, tłumaczyłam mu, że mamy w domu Julkę i wcale nie jest proste wziąć drugiego kota. A ja się zastanawiam, po co ludzie robią takie żarty. Mój syn kocha strasznie wszystkie koty i wszystkie chciałby mieć w domu. Z przedszkola pojechali do schroniska na wycieczkę ostatnio to po powrocie płakał jak bóbr, bo był jakiś mały kotek w klatce i pani mu nie pozwoliła zabrać.

    Rozpisałam, ale to poniekąd w kocim klimacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ludzie robią takie żarty bez namysłu, czasem z braku wrażliwości albo nieznajomości dziecięcej psychiki. Można by rzec, że z głupoty. Na pewno wytłumaczysz swojemu synkowi, że nie możecie mieć tego czy innego kotka i uspokoisz jego serduszko, i on to zrozumie. Dzieciaczki narażone są czasem na doświadczanie przykrości z naszej, dorosłych, strony... Ciągle trzeba się uczyć, jak im tego oszczędzić i jak łagodzić skutki bezmyślnych zachowań.
      Uściskaj swojego maluszka od ciotki z dalekiej północy. ;) Pozdrówka dla Ciebie i ukłony dla Mamy. :)

      Usuń
  34. Nawet jesli czlek mial dzien do doopy, to po przeczytaniu tego posta dziob mu sie smieje.
    Kasia Alzacka
    Tylko tez nie wiem, jak mozna takiego kota porzucici.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz jak można inaczej ten sam post odebrać! Mnie też on poprawia humor. W końcu wszystko dobrze się skończyło. :)

      Usuń
  35. Nie przeczytałam całego postu... nie mogę, nawet nie chcę się zastanawiać dlaczego ktoś chce oddawać swoje ukochane zwierzęta do schroniska... mam cichą nadzieję, że to poważne i tylko poważne przyczyny zmuszają do tego ludzi... oj, naiwna chyba nadal jestem....

    A czarny kocurek ma ślipka jak mój Tolcio... ja penie dałabym tak mu na imię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post jest pozytywny i pełen dobrych zdarzeń. Nie ma się czego bać.

      Usuń
  36. bardzo lubię takie szczęśliwe zakończenia :) i bardzo lubię późniejsze wieści i meldunki z nowych domów :) a wiesz, że ostatnio z córką Vitusia wspominałyśmy i wszystkie jego zdjęcia oglądałyśmy ze wzruszeniem?
    piękna ta ruda księżniczka, ale i bidy niczego sobie, ślicznoty rosną :)) a Fikusia to sunia dla Was "szyta na miarę", wyjątkowa!

    OdpowiedzUsuń
  37. Piękne te koty, ale strazniczka kości wymiata! :)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...