czwartek, 6 grudnia 2012

U Poznańskiego, ciasto i odpowiedzi część 2.

Dzień dobry! :)

W sobotę znów byłam w Poznaniu u syna. Nie przepadam za jazdą samochodem na trasie, tym razem jednak jechało mi się świetnie. Towarzyszyła mi radiowa Trójka, odkrywana na nowo dzięki dobrej wróżce, którą spotkałam na swojej drodze, a lekka mgiełka wyczarowywała na polach bajkowe obrazki.




Nie mogłam jechać oczywiście z pustymi rękami, więc oprócz różnych wiktuałów miałam w torbie Torta crema e amarena, czyli półkruchy placek z kremem budyniowym i wiśniami w syropie - mówię Wam, jakie to dobre! Polecam ten przepis z Kuchni pod Wulkanem.


W Poznaniu czas minął stanowczo za szybko (dlatego, Miśko, nawet nie myślałam o jakimś blogowym spotkaniu).


Udało nam się tylko skorzystać z promocji w Jysku na firaneczki makarony i zaliczyć w kinie "Atlas chmur" (filmu nie polecam, firaneczki wyglądają super) i trzeba było wracać.





W domku obowiązki głównego kociego personelu wziął na siebie MójCiOn, który świetnie dał sobie radę jako wydawacz kotów do nowych domów (Filonka) oraz kocia niańka i zabawiacz łaciatki. Ta koteczka jest już u mnie tak długo, że trzeba jej będzie wymyślić robocze imię...  Odpowiedniego domku jak na razie brak, choć coś się rysuje na horyzoncie...



*********************************************************************************

Kolejna seria odpowiedzi. Tym razem od Viki, która poszła po bandzie. Jej pytania mają swój ciężar, oj mają!

1. Jakie jest Twoje największe marzenie? 
Constans. Niech będzie, jak jest. Niemożliwe? Cóż. To w końcu tylko marzenie.
2. Co lubisz w sobie najbardziej?
Że po wielu, wielu latach już choć trochę się lubię.
3. Jaki owoc ma dla Ciebie podtekst erotyczny?
Gruszka. Kojarzy mi się z kobiecymi kształtami :)
4. Jakie by było Twoje ostatnie życzenie, gdybyś je usłyszała właśnie teraz?
Zobaczyć morze – to moja pierwsza myśl. :)
5. Jakie jest Twoje popisowe danie?
Myślałam nad tym pytaniem cały dzień! Jak to, nie mam popisowego dania? Doszłam do wniosku, że sprawia mi największą radość i satysfakcję improwizacja w kuchni, jak coś wymyślę, zamieszam, tworzę, czaruję i potem jest zachwyt mojej rodziny. To moje popisowe danie. :)
6. Z czego jesteś dumna?
Z wielu rzeczy, najbardziej jednak z moich synów i z MójCiJego, jak np. napisze recenzję albo jak mnie wesprze tak, jak zrobił to ostatnio. :-)
7. Ilu masz przyjaciół takich na śmierć i życie?
Na śmierć i życie? Nie, nie chciałabym się o tym przekonać! Wiesz, boleśnie doświadczyłam, jak niewiele znaczą takie deklaracje. Na śmierć i życie to tylko ja sama jestem swoim przyjacielem (jak uda mi się spacyfikować wroga we mnie! :-))
8. W jakim kraju chciałabyś zamieszkać?
W Polsce, a jeśli ma to być obcy kraj, to we Włoszech.
9. Wolisz książki czy filmy?
Książki, choć niełatwo mi się już zachwycić, wymagająca się zrobiłam na stare lata. Filmy też bardzo lubię, cieszę się z każdego znalezionego wartościowego, przesyconego emocjami obrazu jak ze skarbu. :)
10. Wierzysz w duchy?
Nie.

Co sądzicie o tej przyjaźni na śmierć i życie? Istnieje?

PODPIS

środa, 5 grudnia 2012

Pytania i odpowiedzi, część 1.

Witajcie!

Przyszła kryska i na mnie. Zdecydowałam się w końcu odpowiedzieć na pytania, które dostałam od różnych blogowiczek w zabawach blogowych mających, jak rozumiem, za zadanie wyrażanie sobie swojej wzajemnej sympatii oraz poznawanie się nawzajem.
Dziś dwa zestawy. Pierwszy przyleciał do mnie "zza gór i lasów" od Magdy Kordel. Jest mi niezwykle miło, Magdo, że mnie odwiedzasz, czytujesz i wyróżniłaś w ten sposób.  Pytania są bardzo ciekawe!

1. Gdybyś mogła podróżować w czasie, w jaki wiek byś się przeniosła?
Nie uważam się za osobę odważną. Myślę, że fakt, iż mieszkam od urodzenia w tym samym miejscu, świadczy jednak o moim  ostrożnym podejściu do zmian, kiedy więc zastanawiam się, w jaki wiek bym się przeniosła, odpowiadam, że w... żaden. Chciałabym pozostać w moich czasach, które uważam za spokojne i szczęśliwe. Oczywiście mam na myśli Polskę z jej współczesną historią dziejącą się za mojego życia. Kiedy słucham opowieści mojej Mamy, która miała 4 latka, gdy wybuchła wojna i która przeżyła wywózkę swojej mamy na roboty do Niemiec, a potem, kiedy pod koniec wojny Jej mamie udało się ją w końcu do siebie ściągnąć, przeżyła dramatyczny, kilkutygodniowy powrót do kraju, to doceniam czas, w którym żyję. Myślę, że to wielkie szczęście żyć w czasach pokoju, powszechnej dostępności jedzenia, leczenia, szkolnictwa i pracy. Dodatkowo, jako bonus, z możliwością zwiedzania świata.


2. Masz możliwość zwiedzenia Francji, wybierasz prowincję czy Paryż?
Tu mój wybór jest prosty, bo nie cierpię Paryża. Kiedy myślę „Paryż”, widzę siebie idącą ulicą, skuloną od wiejącego zimnego wiatru i zmoczoną mżawką. Widzę jeszcze inne obrazki i są one na tyle dla mnie przykre, że aż nie znoszę miasta, w którym się dzieją.

Tu z mamą, dawne dzieje, wtedy jeszcze lubiłam Paryż.
3. 5 rzeczy, które pragniesz zobaczyć.
Nie jestem maniaczką zwiedzania świata, raczej należę do tych wygodnych, dla których ważna jest klima i łazienka, ale zachwyca mnie od zawsze i wprawia w podziw piękno przyrody. Gdybym mogła zobaczyć Niagarę z jej potęgą, Wielki Kanion, zorzę polarną, czy wspomnianą wyżej francuską prowincję, byłabym wdzięczna losowi. Najbardziej jednak chciałabym zobaczyć szczęśliwe życie moich dzieci i to, że sobie radzą, że pokonują swoje życiowe zakręty z rozsądkiem, że są spełniającymi się, realizującymi się ludźmi.


4. Gdybyś miała być kwiatem, wybrałabyś... (nazwa).
Fiołkiem. Fiołek to radość, że przyszła wiosna, to zerwanie go (z pewnym żalem, ale rośnie tak nisko), zaciągnięcie się jego słodkim zapachem wraz z przymknięciem z rozkoszy oczu, zachwyt nad kolorem, delikatnością, siłą tkwiącą w tych malutkich płatkach. Tak, chciałabym być fiołkiem. Może ktoś ucieszyłby się na mój widok tak, jak ja się cieszę nim każdego roku.


5. W domu antyki czy nowoczesność?
I to, i to, a co se będę żałować!


6. Masz w domu przede wszystkim pomidory, co zrobisz na obiad?
Pomidorową wg mojego przepisu, który bardzo lubię, bo ta zupa kojarzy mi się z „samym zdrowiem”, praktycznie pomidory w płynie.


7. Kuchnia włoska, polska czy francuska? Dlaczego?
Włoska, bo kocham Włochy ślepą miłością, a ślepa miłość nie wymaga uzasadnienia!


8. Z czym kojarzą ci się wakacje?
Przyznam, że zawiesiłam się na tym prostym pytaniu. Przebiegłam w myślach swoje dzieciństwo - z obozami harcerskimi, koloniami, dzieciństwo swoich dzieci - z brakiem konieczności zrywania ich rano do szkoły i popołudniowego odrabiania lekcji, a także z corocznymi wyjazdami na Hel, na camping, z przyczepą „zapiekanką”, w której mieszkaliśmy w czwórkę, w której gotowałam obiady, z cudownymi plażami, z opalonymi pleckami moich chłopców, z szumem fal i dzikimi różami. Tak, wakacje kojarzą mi się z campingiem na Helu.


9. Herbata czarna, zielona, czerwona czy może biała?
Każda, choć białą najmniej chętnie. Bardzo lubię herbatę. Częstujcie się!


10. Ktoś ofiarowuje ci 1000 złotych, ale możesz wydać je tylko na rzeczy z jednej kategorii. Wydajesz na ciuchy czy książki?
Ponieważ nieprzeczytane książki piętrzą mi się na szafce nocnej, na półkach w bibliotece i ponieważ mam męża maniaka książkowego, to z chęcią wydam je na ciuchy.


Ten strój nie jest w moim guście, ale popatrzeć na wystawie (we włoskim Bolzano) można. :)
11. Gdybyś mogła powołać do życia postać z jednej z bajek, którą byś ożywiła?
To jest dopiero pytanie! Czy Mały Książę jest postacią bajkową? Jeśli tak, to chętnie uczyłabym się od niego. Pamiętam swój zachwyt, graniczący ze wstrząsem, jaki przeżyłam po lekturze tej książeczki. Nareszcie wiedziałam, jak żyć i co jest w życiu ważne! Jeśli nie on, to Calineczkę poproszę! Jako dziewczynka marzyłam o tym, że ją mam, dbam o nią, rozmawiam z nią… To taka żywa śliczna laleczka w miniaturze.
Z braku zdjęcia Calineczki... :)

********************************************************************************

Kolejny zestaw pytań. Krysia obdarowała mnie wyróżnieniem (dziękuję), które przyszło do niej od Megi Moher:
Wymień 10 rzeczy które lubisz. W sobie, na świecie, w ogóle. Może być nawet 10 roślin :-DDD
A pytanie jedenaste brzmi: 
11. Na hasło "tajemniczy ogród"- co sobie myślisz?

Kolejność nieprzemyślana. Jest tych rzeczy o wiele, wiele więcej.

1. Mój dom, moje miasto, mój kraj.
2. Włochy. Zwiedzać. Przyrodę. Góry.
3. Koty, psy, ptaki, zwierzęta w ogóle.
4. Lody, piec, gotować.
5. Uczyć się, rozwijać, psychologię.
6. Książki, filmy, blogi.
7. Pisać, robić zdjęcia, tworzyć.
8. Spać, moje poduszeczki, moje jasieczki, mój pokój, przedmioty „po Babci”.
9. Szczere, autentyczne kontakty. Prostych, niemanipulujących, pogodnych, niewywyższających się ludzi. Wrażliwych.
10. Marzyć. Obdarowywać. Przytulać się.
11. „Tajemniczy ogród” to tytuł książki, która pobudzała moją wyobraźnie w dzieciństwie, to także mój ogród na wsi zasnuty mgłą. To siedzenie przy ognisku, patrzenie w ogień, zamyślenie, spokój. "Tajemniczy ogród" to także piękne zestawienie dwóch słów. Rozważam zmianę nicku. Zamiast Anka Wrocławianka będę tajemniczym ogrodem... Hmmm... :)))

Przy następnych postach odpowiem na pytania które dostałam od Viki, Oliwki, Kontrowersyjnej i Theroad (nie obiecuję, że będzie to odpowiedź ze zdjęciami).
Więcej osób, które mnie nominowały, nie pamiętam (przepraszam), więc jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony, to proszę walić z reklamacją jak w dym!
Będę wdzięczna jednak za niedokładanie mi nowych tych zaszczytów!

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, a zamiast kolejnych nominacji odpowiedzcie proszę w komentarzu na pytanie nr 11 od Magdy lub od Jasnej.

  •  Gdybyś mogła powołać do życia postać z jednej z bajek, którą byś ożywiła? 
  •  Na hasło "tajemniczy ogród"- co sobie myślisz? 

Jestem bardzo ciekawa!

PODPIS

wtorek, 4 grudnia 2012

Czego nie wiedziałam o jeżach

Dzień dobry :)

Dzień Jeża obchodzony był 10 listopada. Wszyscy już dawno o nim zapomnieli, a u mnie dopiero dziś krótka relacja z jednego tylko wykładu, na którym byliśmy z MójCiOnem. Wykład nosił tytuł "Kiedy i jak pomagać jeżom" i wiele się z niego dowiedziałam.


Swoją wiedzą, popartą praktyką, zaimponował mi prowadzący wykład Dawid Karaś z Ekostraży we Wrocławiu. Czy wiedzieliście, że:
- jeże nie jedzą jabłek! Odżywiają się głównie owadami i dlatego nie są w stanie w zimie się wyżywić (zapadają więc w sen zimowy). Oznacza to, że jeśli zobaczymy jeża, który nie śpi w zimie, czy późną jesienią, potrzebuje on naszej pomocy: pewnie jest chory lub ranny.
 - Jeże zazwyczaj rozmnażają się dwa razy w roku i nie wiadomo czemu ich ostatni miot, późnoletni, jest właściwie skazany na zagładę (nie zdąży dorosnąć i nabrać wystarczającej masy przed zimową hibernacją). I znowu, jeśli jesienią, gdy temperatura nocą spada poniżej +9 stopni C, spotkamy samotnego jeża (wielkości cytryny), powinniśmy rozważyć pomoc jeżowi. W miarę możliwości należy zlokalizować gniazdo jeży i co wieczór dokarmiać jeże mokrą karmą Whiskas Junior oraz wystawić płaski talerzyk z wodą do picia. Najlepiej jednak jest powiadomić o tym odpowiednią organizację. We Wrocławiu jest nią Ekostraż.


- jeże nie są nosicielami wścieklizny, ani nie chorują na tę chorobę! Tego rodzaju zabobonom o wściekliźnie sprzyja fakt, że po kontakcie z niemal każdym nowym zapachem czy smakiem jeże na potęgę dokonują self-anointing (samonamaszczenia), co polega na wydzielaniu z pyska pienistej śliny i nanoszeniu jej językiem na igliwie. A w ramach ludowych „mądrości” pienista ślina kojarzy się ze wścieklizną, co w przypadku jeży jest bzdurą! Strach pomyśleć ilu tym sympatycznym zwierzakom odmówiono pomocy z obawy przed zarażeniem tą chorobą!


- jeża można przenieść, tak jak małego kota, za fałd skórny. Można to zrobić, jeśli zwierzak nie jest po jakimś urazie mechanicznym.
- jeże bardzo dobrze poddają się leczeniu neurologicznemu. Często zdarza się, że nawet wyglądające na beznadziejne przypadki da się wyprowadzić i ranne zwierzaki odzyskują sprawność umożliwiającą im normalne życie.


Przede wszystkim wrocławski Dzień Jeża, to było święto rodzinne, gdzie dorośli uczyli się i bawili wraz z dziećmi.


Dla dzieciaków to była frajda siedzieć na kolankach rodzica, czy mieć pomalowaną "na jeża" buźkę.




Na koniec zjedliśmy z MójCiOnem po kawałku murzynka, kupiliśmy koszulkę z napisem "antyfutro.pl" i poszliśmy sobie. :)


Po czasie okazało się, że kobieta, która siedziała obok i zaglądała mi w oczy (a ja jej), to Megi Moher, u której możecie poczytać o Dniu Jeża więcej, a także o tym, jak zbudować mu domek, aby mógł bezpiecznie przezimować w naszym ogrodzie.

zdjęcie ze strony FB 
Na FB znalazłam zdjęcie z tej imprezy, na którym zostałam uwieczniona. Ta kobieta po prawej, w głębi, w sweterku o kolorze bawarki, to ja. Ciekawostka: ktoś trzyma dłoń na moim ramieniu! Kto to może być? I z tym pytaniem, z tym niedosytem, zostawiam Was moi Mili Czytacze, życząc Wam wspaniałego dnia!:)
zdjęcie znalezione w sieci

PODPIS

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Jak to z Filonką było...

Witajcie Mili Czytacze! :)

Odpoczęłam przez weekend bardzo fajnie. Niestety nie udało mi się nadrobić czytania wszystkich wpisów, które sobie zaplanowałam. Strumień postów płynie jak rzeka i nie da się go zatrzymać, ani za nim nadążyć...
Zaczynam ten tydzień na blogu znowu od kotów. Monotematyczna się zrobiłam, wiem. :)
Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której zacząć? 
Zacznę od dobrej, a nawet wspaniałej. Czarno-biała koteczka o imieniu Filonka jest już domownikiem naszej blogowej koleżanki Basi i Jej rodziny. Z nowego domu płyną świetne wieści! Filonka czuje się dobrze, jest wyluzowana, wesoła i bardzo towarzyska. O tym wszystkim możecie przeczytać na blogu Basi, a ja wrócę jeszcze do wizyty przedadopcyjnej, u mnie w domu. 


Kiedy Basia zdecydowała się na drugiego kota (w czym pewnie pomogliście Jej swoimi komentarzami), napisała do mnie, że marzy o szylkretce i że ze względu na rezydentkę Bunię, chciałaby, aby była to spokojna, wyważona kociczka.


Wiedziałam, że zaraz nadarzy mi się okazja do spełnienia tych marzeń, ale żeby nie było za pięknie trafiły do mnie dwie kotki, które dopiero w sumie spełniały te wymagania,


ponieważ jedna była szylkretką, a druga była spokojna.:)


Serca jednak nie da się oszukać, możemy marzyć o księciu z bajki, a ukradnie je poczciwy hultaj z krzywym nosem. :) Serce rządzi się swoimi prawami i kiedy Basia zobaczyła obie kotki jej serce zabiło żywiej na widok tej spokojnej, czarno-białej! To była miłość od pierwszego wejrzenia! Mało tego, kiedy kotki zobaczył mąż Basi, Jego serce też natychmiast wybrało. "Wiem, że chciałabyś szylkretkę, ale mnie się podoba ta czarna..."- powiedział do żony.


Po tak zgodnym wyborze pozostało jeszcze tylko przekonać się, czy na żywo też zaiskrzy.


Tak się stało. U mnie dla Basi i W. istniała tylko czarnulka, a jej siostra, mimo że odważna, zabawowa, dająca się pogłaskać bez problemu, nie miała szans.


Mała czarnulka, kiedy już udało się ją wywabić spod łóżka i wziąć na ręce, natychmiast odwzajemniła uczucie swojego nowego personelu. To niesamowite, ale ta ostrożna koteczka uspokoiła się i spokojnie przytuliła do Basi. To było wzruszające. Myślę, że w tej właśnie chwili oddała jej swoje serce.


Wzięta na ręce przez W. rozsiadła się wygodnie i swoimi wielkimi zdziwionymi oczkami zdawała się pytać "czy to życie nie jest wspaniałe?", "co się dzieje, że tak mi dobrze?", "dlaczego moje serduszko bije tak szybko?".


To wielkie szczęście dla mnie oddawać kotka w tak doskonałe ręce. Basia jest wymarzoną kocią mamą: odpowiedzialna, zorganizowana, otwarta na wiedzę, rozsądna i chętna do poświęcenia swojego czasu na aklimatyzację małej w nowym domu, a nade wszystko... zakochana w swojej nowej kociej córeczce! :)


Malutka swoje imię zawdzięcza wielkim oczętom na pół pyszczka, w których widnieje wciąż ogromny znak zapytania. :) Więcej o tym jest u Basi, a ja tylko dodam, że już nie wyobrażam sobie, aby mała mogła się nazywać inaczej! Pasuje jak ulał. :)


Filonka sprawdziła jeszcze, czy nie pomyliłam się, wpisując jej dane do książeczki zdrowia i już spokojnie czekała, aż jej nowa Mama przygotuje wszystko jak należy na przyjazd swojej królewny. :)
Do nieprzygotowanego domu przecież jechać nie będzie!


W sobotę Filonkę wydał nowym rodzicom MójCiOn, ponieważ nie było mnie w domu i po pierwsze spisał się świetnie, a po drugie podkreślił mi, jak mu się nowi rodzice z ich podejściem podobają. :)

A teraz ta zła wiadomość (która po tych dobrych wieściach już nie jest taka zła jak przed nimi :)): malutka szylkretka nadal jest u mnie. Adopcja nie doszła do skutku. Niczyja wina, a jeśli już, to Wasza. Tak, tak! Prosiłam, aby mnie od wspaniałych nie wyzywać? Prosiłam. A Wy? A Wy nic! Musiałam nawet wydziedziczyć kilka osób!
(Nawet nie wiecie, jaka to była trudna dla mnie decyzja, w końcu wiązałam z nimi wielkie nadzieje!)
Nie posłuchaliście i zapeszyliście! To teraz to odkręćcie. Czekam z niecierpliwością! Niech ta malutka już znajdzie swoje stałe miejsce na ziemi, bo znowu zaczynamy się przywiązywać i znowu będzie bardzo bolało... Odkręćcie więc szybciutko, plisss...


PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...