Dzień Jeża obchodzony był 10 listopada. Wszyscy już dawno o nim zapomnieli, a u mnie dopiero dziś krótka relacja z jednego tylko wykładu, na którym byliśmy z MójCiOnem. Wykład nosił tytuł "Kiedy i jak pomagać jeżom" i wiele się z niego dowiedziałam.
Swoją wiedzą, popartą praktyką, zaimponował mi prowadzący wykład Dawid Karaś z Ekostraży we Wrocławiu. Czy wiedzieliście, że:
- jeże nie jedzą jabłek! Odżywiają się głównie owadami i dlatego nie są w stanie w zimie się wyżywić (zapadają więc w sen zimowy). Oznacza to, że jeśli zobaczymy jeża, który nie śpi w zimie, czy późną jesienią, potrzebuje on naszej pomocy: pewnie jest chory lub ranny.
- Jeże zazwyczaj rozmnażają się dwa razy w roku i nie wiadomo czemu ich ostatni miot, późnoletni, jest właściwie skazany na zagładę (nie zdąży dorosnąć i nabrać wystarczającej masy przed zimową hibernacją). I znowu, jeśli jesienią, gdy temperatura nocą spada poniżej +9 stopni C, spotkamy samotnego jeża (wielkości cytryny), powinniśmy rozważyć pomoc jeżowi. W miarę możliwości należy zlokalizować gniazdo jeży i co wieczór dokarmiać jeże mokrą karmą Whiskas Junior oraz wystawić płaski talerzyk z wodą do picia. Najlepiej jednak jest powiadomić o tym odpowiednią organizację. We Wrocławiu jest nią Ekostraż.
- jeże nie są nosicielami wścieklizny, ani nie chorują na tę chorobę! Tego rodzaju zabobonom o wściekliźnie sprzyja fakt, że po kontakcie z niemal każdym nowym zapachem czy smakiem jeże na potęgę dokonują self-anointing (samonamaszczenia), co polega na wydzielaniu z pyska pienistej śliny i nanoszeniu jej językiem na igliwie. A w ramach ludowych „mądrości” pienista ślina kojarzy się ze wścieklizną, co w przypadku jeży jest bzdurą! Strach pomyśleć ilu tym sympatycznym zwierzakom odmówiono pomocy z obawy przed zarażeniem tą chorobą!
- jeża można przenieść, tak jak małego kota, za fałd skórny. Można to zrobić, jeśli zwierzak nie jest po jakimś urazie mechanicznym.
- jeże bardzo dobrze poddają się leczeniu neurologicznemu. Często zdarza się, że nawet wyglądające na beznadziejne przypadki da się wyprowadzić i ranne zwierzaki odzyskują sprawność umożliwiającą im normalne życie.
Przede wszystkim wrocławski Dzień Jeża, to było święto rodzinne, gdzie dorośli uczyli się i bawili wraz z dziećmi.
Dla dzieciaków to była frajda siedzieć na kolankach rodzica, czy mieć pomalowaną "na jeża" buźkę.
Na koniec zjedliśmy z MójCiOnem po kawałku murzynka, kupiliśmy koszulkę z napisem "antyfutro.pl" i poszliśmy sobie. :)
Po czasie okazało się, że kobieta, która siedziała obok i zaglądała mi w oczy (a ja jej), to Megi Moher, u której możecie poczytać o Dniu Jeża więcej, a także o tym, jak zbudować mu domek, aby mógł bezpiecznie przezimować w naszym ogrodzie.
![]() |
| zdjęcie ze strony FB |
Na FB znalazłam zdjęcie z tej imprezy, na którym zostałam uwieczniona. Ta kobieta po prawej, w głębi, w sweterku o kolorze bawarki, to ja. Ciekawostka: ktoś trzyma dłoń na moim ramieniu! Kto to może być? I z tym pytaniem, z tym niedosytem, zostawiam Was moi Mili Czytacze, życząc Wam wspaniałego dnia!:)
| zdjęcie znalezione w sieci |


