poniedziałek, 3 marca 2014

Akcja szafa!

Zapraszam Was do Alutki, która już drugi raz organizuje w marcu fajną zabawę.
W ubiegłym roku była to niezapomniana AKCJA SUKIENKA, a w tym będzie to AKCJA SZAFA.

Całość można przeczytać tu: Akcja sukienka? Akcja szafa!


Ala napisała:

W tym roku wiosny nie musimy przywoływać.
Od wielu dni jest pięknie, słonecznie,
jednak wypadałoby ją zachęcić do pozostania na dobre.
Pokażmy zatem to, co mamy wiosennego.
W szafie, na szafie, obok szafy...
Gdziekolwiek.
Cokolwiek kojarzy Wam się z wiosną.
Sukienka, spódniczka, apaszka, zielona lekka bluzka...
A może coś zupełnie innego?


Bo dwa dni temu mój blog skończył 3 lata.

Pokażcie lub opiszcie!
Wszystkie zgłoszenia przesyłajcie na mojego mejla: aluucha@gmail.com do 19 marca do północy.
A podsumowanie zobaczycie 21 marca.

Gorąco zachęcam do udziału!

PODPIS

Dla Malusi być dobrze MUSI!

Pod niedawnym postem, gdzie dałam do zrozumienia, że ktoś się Malusią interesuje, napisała w komentarzu Hersylia: 
Gosianko! Osobny post dla Malusi i Mrumru musi być, bo pewnie jest więcej takich osób jak ja, co nie zawsze przez wszystkie komentarze u Ciebie zdołają się przedrzeć. Dziś mi się udało, a inni w tej nieświadomości wielkiego szczęścia Malusi tkwią, zamiast się z nami cieszyć. Co za osoba z tej Mrumru, co za ludzie wielkiego serca po tym świecie chodzą! 



I ja nie mogę uwierzyć! Co za ludzie wielkiego serca po tym świecie chodzą! Wyobraźcie sobie, że kiedy napisałam tu na blogu, że Malusia już szuka domu stałego, OD RAZU, natychmiast tego dnia znalazła się osoba, która o nią zaczęła pytać! Przecież ja sądziłam, że szukanie jej domu zajmie miesiące, a i to może nic nie dać. Bałam się, że ona już u mnie zostanie... Bałam się, bo tak jak już tu tłumaczyłam, mamy kłopot z Kajtkiem i każdy kolejny kot stały zamyka nam drogę do prowadzenia domu tymczasowego. 



Ważne, że taka osoba się znalazła i już mogę Wam ją przedstawić. Jest nią nasza blogowa koleżanka Mrumru. Młoda kobieta. Z kotem. :) Napisała "Kurczę... jak tak o niej czytam, to nawet mam myśli, że może u mnie by się dało, że by się odnalazła... Od początku marzy mi się towarzysz dla Cezarego, ale jednocześnie taki kotek, co by mu nie przeszkadzało, jak wyjdę na 12 godzin do pracy..."

Malusia potrzebuje spokoju, więc nie będzie jej to przeszkadzać. Wręcz jest to pożądane. Ona u mnie nie wychodzi z otwartego pokoju na strychu. Zaledwie kilka razy odważyła się wyjść na schody i zaraz wracała. Zaczęłyśmy z Mrumru korespondencję, w której, szczerze mówiąc, trochę ją zniechęcałam. Chciałam, aby miała pełną świadomość, jakiego kota bierze, opisałam wszystko jak na spowiedzi. Że kotka jest nadal zalękniona, że wciąż boi się nawet mnie, że potrafi na mnie syczeć, kiedy się do niej zbliżam, że czasy świetności przed nią, choć wygląda już rewelacyjne w porównaniu z tym, co było u Basi, a nawet u mnie na początku. Że potrzebuje niezwykle cierpliwego opiekuna i wiele, wiele czasu... 




Mrumru nie tylko się nie zniechęciła, ale zdecydowała się adoptować Malusię! Szczerze? Nie mogłam w to długo uwierzyć! Mrumru ma w domu kota Czarka, który jest spokojny i który na pewno tęskni za kocim towarzystwem. Malusia świetnie się dogaduje z innymi kotami, choć mogę się tego domyślać tylko po odgłosach zabawy, bo na mój widok kotka nadal sztywnieje ze strachu i zmyka do swojego pudełeczka.

Zależy mi, aby oddać kotkę zdrową i w jak najlepszej formie, więc już tydzień temu zabrałam ją na przegląd do mojej wetki. To był bardzo dobry pomysł. Kota miała pobraną krew, dostała smarowidło na nos (dlatego jest taki pomalowany), żeby wygoił się uparty strupek (to jest ciężkie do gojenia miejsce), dostała maść do uszek, bo coś za dużo w niej wydzieliny. Miałam jej też zmienić żywienie, bo chcąc jej dogodzić najlepszą wysokobiałkową karmą, zaszkodziłam jej i kotka ma minimalnie podwyższone wyniki nerkowe. Tak to jest, że jak kot głodował, to potem nie radzi sobie z dużą ilością białka. Wszystko powinno wrócić do normy w krótkim czasie. I jeśli tak się stanie (kontrola w następny piątek), Malusia już w przyszły bądź w jeszcze kolejny weekend zostanie kotem domowym, KOTEM ZE SWOIM DOMEM, ze swoją miseczką, ze swoją pańcią i ze swoim kolegą! 



To, co przeszła ta koteczka, nadaje się na niejedną opowieść. Jeśli ktoś nie pamięta, a chciałby sobie poczytać, to historia Malusi jest tu: Mam marzenie największe na świecie.





Mrumru, nie wiem, jak mam Ci dziękować za Twoje serce! Jeśli uda Ci się przekonać Mali (tak  Mrumru nazywa koteczkę w korespondencji ze mną), że ludzie są dobrzy, a ona może się odprężyć, to chyba wystawię Ci pomnik na środku miasta! 
Chciałabym, marzę, że spełni się to, co napisała w komentarzu Megi:

Jest zupełnie jak moja Ineska, nawet uszy i wyraz oczu mają podobne.
I to prawda, trochę to trwało - pół roku od kulenia się za meblami, przez kartonik (dwa miesiące w pudle!) do pierwszego przytulenia i pogłaskania.
Teraz, po prawie roku, Inez jest najsłodszym i najwdzięczniejszym kotem w domu. Nie ma tak, żeby ją dotknąć, pogłaskać, a ona się fochnie, jak domowce z urodzenia. Dotykanie jest wręcz niebezpieczne, bo I. odpowiada wdzięcznym purrr?, a później przykleja się całą sobą (coś jak Myszka). Bawi się sama godzinami, jest niezwykle empatyczna wobec innych kotów (jak coś marudzą, to podchodzi do nich, barankuje i pyta, co się stało), niewybredna w jedzeniu, sama ogarnęła kuwetę (tylko obserwując inne koty, nigdy nie była domowa, a ma już sporo powyżej 5 lat!), wychodzi na dwór i wraca. Po prostu jest bardzo inteligentna i doświadczona, inaczej nie przeżyłaby tyle lat w trudnym świecie.
I tak samo będzie z Malusią. Bierzcie ją, to prawdziwy skarb, na razie ukryty. Dla kogoś, kto będzie miał ją z wzajemnością na wyłączność - albo jako kolejny, bezproblemowy kot.
Poza tym czarno-białe są najbardziej proludzkie. :-)


Dziewczyny! Hura! Malusia ma dom! Czy możecie w to uwierzyć!? Cieszcie się razem ze mną, razem z Basią - pierwszą opiekunką koteczki. Cieszmy się! :)

Hura!

PODPIS

I jeszcze takie małe pytanko dla mojej ciekawości tylko i wyłącznie: co wolicie na jutro, post o nowych obrazach, czy nowej koteczce-bułeczce?



Sonda jest czynna do 19.00. Dziękuję. :)


niedziela, 2 marca 2014

Kicia i Kika - akcja działka

Dawno nie było kocich postów. Czas to nadrobić. Wciąż Za Moimi Drzwiami dzieje się coś ciekawego w tym temacie, mimo że ostatnimi czasy króluje tu sztuka. :) Sztuka amatorska i intuicyjna. Od niedawna jestem jej fanką. Dziś, w niedzielę, jesteśmy na ostatniej części warsztatu Vedic Art i moje twory będę Wam jeszcze pewnie pokazywać, bo fajnie jest mi się tu nimi dzielić. Jeśli będzie czym, oczywiście!

Wracając do kotów, to co dociekliwsze osoby mogły zauważyć, że w POKOJU PRZEMIAN pojawiły się dwie kolejne kotki: Kicia i Kika. Czas opowiedzieć ich historię. Wspominałam już o tym, że na działkach, gdzie już grasowałyśmy z Kasią, zostało ostatnie stado, które wymagało naszej pracy. Starsza pani, Zosia, opiekuje się tam z oddaniem od lat kotkami i w chwili zaczęcia naszej akcji było ich tam osiem sztuk. Dwie kotki i sześć kocurków. Oczywiście wszystkie niesterylizowane i niewykastrowane. Kotki rodziły przeciętnie 3 razy do roku, a kociaki pani Zosia... Ech, wolę tu o tym nie pisać...
W końcu dowiedziała się o nas od innej pani z działek i poprosiła o pomoc.


Wszystkie koty pani Zosi są grubiutkie, upasione i mają tam nieźle, choć oczywiście są zarobaczone i zapchlone. Jest wśród kocurków taka wyjątkowa para. Ach, jak one się kochają! Cały czas są razem, miziają się, całują, ocierają. Takie uczuciowe chłopaki z nich! Wyjątkowe, takie mieć w domu to marzenie... Zobaczcie!









Mistrzyni świata w kocim łapactwie podczas pierwszej łapanki ustanowiła nowy rekord i w ciągu niecałych 15 minut złapała w klatkę-łapkę trzy dzikie koty! Jedną kotę i dwa kocurki. 






Kocury pojechały od razu do weta na odjajecznienie, a koteczka  Kicia trafiła do mnie na noc, by następnego dnia wylądować na zabiegu. 

Jeden cwaniak jak tylko nas widział z daleka, od razu zwiewał. :)

I tu na scenie pojawia się kolejna osoba, która pomaga kotom we Wrocławiu. Nasza blogowa koleżanka Basia z Mozaiki Życia. Basik przechowuje u siebie kotki po zabiegach, opiekuje się nimi, dopóki nie dojdą do formy.
(Gdyby ktoś nie pamiętał, to od Basi trafiła do mnie Malusia.)


Basia wzięła do siebie kotkę Kicię zaraz po zabiegu i zaopiekowała się nią wspaniale, a miała z nią mnóstwo zmartwienia i kłopotu, bo koteczka nazwana przez nią Czarną Pięknością ze stresu nie jadła, nie piła i nie załatwiała się... Basia musiała miksować jej pokarm, gotować jej kaszę mannę (to właśnie kota lubi najbardziej na działce) i podawać jej to do pyszczka strzykawką. A ta kotka to całkowity dzikus, więc nie było to proste. Musiała też jeździć z nią do lekarza m.in. na wysikanie. Jestem Basi bardzo wdzięczna za pomoc.



Najważniejsze, że akcja się udała, po tygodniu kocica wróciła na swoje miejsce i czuje się bardzo dobrze. Przy okazji została oczywiście odrobaczona i odpchlona, a lekarz zrobił jej porządek w paszczy, czyli usunął kilka zepsutych zębów. To niesamowite, jak wszystkie te dzikie, "wolne i szczęśliwe" kotki tracą zęby - już w wieku 4-5 lat...


Piękna jest, prawda?


Za tydzień przyszła kolej na jej współmieszkankę Kikę. Tę koteczkę łatwiej było złapać, bo to jedyna koteczka, która daje się pani Zofii brać na ręce. Tego dnia został też złapany kolejny kocurek.


Kika spędziła okres rekonwalescencji u mnie i zniosła wszystko wspaniale, bo to kochana, spokojna koteczka. Kiedy jednak wróciła na swoją działkę, radości nie było końca: tarzała się w piasku na ścieżce, witała z Kicią i widać było, że bardzo się cieszy. Dla Kiki też zrobiłam, co można - odpchliłam, odrobaczyłam, poprosiłam o sprawdzenie uzębienia (większość tylnych zębów trzeba było usunąć).


Jeden z odłowionych kocurków okazał się młodziutki i bardzo, bardzo chory, więc zamiast pojechać na zabieg, znalazł się w innym DT, gdzie wciąż jest leczony. To bardzo sympatyczny szaraczek, którego ktoś podrzucił na działki do pani Zosi. Kiedy tam się znalazł, był tak słaby i chudy, że nie mógł nawet chodzić...
On już tam nie wróci. Będzie szukał domu. Nazywa się teraz Tymon.


Akcja działka nie jest zakończona, bo czekają na zabieg jeszcze dwa kocury, jednak trudno będzie je złapać. To stare wygi i niezłe cwaniaki. :)

Miłego dnia, lecę malować!


PODPIS

sobota, 1 marca 2014

Wiosna!

Wszyscy piszą, że wiosna, no to przyjrzałam się. I faktycznie jest. 
Listków jeszcze nie ma, ale zakwitła już pięknie pierwsza rękawiczka. 


U Was też jest wiosna?


PODPIS

PS. Od jutra znów będzie o kotach. Akcja działka, wspaniała nowina i świeża bułeczka. Oczywiście nie wszystko naraz! :)
   gify koty
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...