Dedykowany Krzychowi ze
Świata od podszewki, który w komentarzu pod jednym z ostatnich postów napisał:
Nam w górach w całej Korei ZAWSZE trafiają się dzikie tłumy. W niektórych miejscach trzeba czekać na swoją kolej jak, nie przymierzając, na Trzy Korony czy Giewont. Może dlatego, że kiedy Małżonka ma wolne, cały kraj ma wolne, a oni lubią wędrówki.
Otóż, drogi kolego blogerze z małżonką ;), zobaczcie sobie choć na zdjęciach, jak wyglądają góry w Korei, w popularnym przecież, jak dobrze wiecie, obszarze Parku Narodowego Seoraksan, w dzień roboczy, dokładnie 28 kwietnia 2015 roku. Zobaczcie i zazdrośćcie, bo przez WIĘKSZOŚĆ czasu byliśmy na szlakach sami! Szwendaliśmy się dziś wprawdzie po terenach dolnych, nie wjeżdżaliśmy kolejką na górę (to mamy w planie jutro), odwiedziliśmy tylko świątynię buddyjską, przeszliśmy ścieżkę medytacyjną (taka pętla przy oczkach wodnych, które miały być, a ich nie było - susza) i zobaczyliśmy wodospady. Było bosko! Ach, jak tu cudownie!
Mała retrospekcja. Wczorajszy dzień raczej nas przygnębił i rozczarował z kilku powodów. Najpierw, gdy znaleźliśmy nasze nowe lokum, okazało się, że jest to z wyglądu sympatyczny domek (z "papierowymi" ścianami), ale w jego najbliższym otoczeniu sąsiedzi trzymają psy na łańcuchach. Serce pęka z powodu tych biedaków całymi dniami przykutych do bud, nie mówiąc już o tym, że one przez większość nocy szczekają. Też bym szczekała, a nawet wyła...
Potem poszliśmy nad morze, do portu i mieliśmy problem ze zjedzeniem kolacji - chyba z powodu małego ruchu większość lokali była zamknięta, reszta przerażająco pusta i kiedy w końcu trafiliśmy na knajpkę, gdzie stołowali się jacyś miejscowi, byliśmy już nieźle wyczerpani.
Za to dziś - bajka! Żadne zdjęcia tego nie oddadzą, ale może choć trochę przybliżą.
Wyczerpujące opisy, rzetelne sprawozdania i wykazywanie się wiedzą zostawiam MójCiOnemu, który
znów nadaje. Hura!
 |
Pogodę mamy przecudowną! Nie za gorąco, nie za zimno. 20 stopni, lekki wietrzyk.
Tylko chodzić i zwiedzać. :) |
 |
| Takie zdjęcia robiłam z myślą o Krzychu. Pusto! |
 |
Pięknie. Czas kwitnienia czegoś różowego trwa.
I najaktualniejsza aktualizacja: po licznych konsultacjach, w tym społecznych,
wyszło, że to jednak wiśnia, i to piłkowana. A dociekliwa Ninka zostaje nominowana do tytułu Nadwornego Cherloka Szolmsa. :) |
 |
| Wielki Budda nie ma nawet nad kim panować. Tylko jedna pani bije mu pokłony... |
 |
Żaba, która łyka każdą monetę, przyjęła też moją: 100 wonów = 34 gorsze.
Wypowiedziałam przy tym proste życzenia (zakładając, że tak to działa):
obyśmy cali i zdrowi wrócili do domu, gdzie będą czekać na nas nasi bliscy cali i zdrowi.
- I obyśmy nie mieli sraczki - dopowiedział MCO, mając w pamięci stan swojego żołądka po wczorajszej kolacji. :) |
 |
| Z żabą próbują też negocjacji kolejni turyści. |
 |
| Nawet na malowniczych mostkach tłumu nie ma. |
 |
| Trzeba uważać, żeby nie przestraszyć niedźwiedzi! |
 |
| Istna bajka! Woda jak kryształ. |
 |
| Zbliżamy się do świątyni buddyjskiej. |
 |
| Ten cudowny budyneczek na terenie przyświątynnym to... toaleta! |
 |
| Mieliśmy szczęście, bowiem w świątyni odbywał się właśnie jakiś rytuał buddyjski. |
 |
Wprawne oko dojrzy wśród tych kolorów ptaszka. Wije sobie gniazdko pod belkami.
Powodzenia, kruszynko! :) |
 |
| Kilku małych chłopców zostało pozbawionych swoich czupryn, ubranych w mnisie szaty |
 |
| i w asyście mnichów oraz przejętych rodziców, |
 |
| tudzież grona paparazzich, opuściło budynek świątyni. |
 |
| Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie... |
 |
| I przemarsz alejkami parku. |
 |
| Chłopcy byli bardzo przejęci tym, co ich spotyka. :) Wcale się nie dziwię. |
 |
| Ciekawi mnie, co za zioła zbierają te kobiety przy rzece... |
 |
Można powiedzieć, że od tego momentu zaczęliśmy swoją niemal samotną wycieczkę
w kierunku pobliskich wodospadów. |
 |
| Kolejką pojedziemy jutro. |
 |
| O! Właśnie takie zielone zbierały tamte kobiety! |
 |
| Urocze spotkanie z przyrodą ożywioną. |
 |
| I nieożywioną. Pstryknęłam dla sowolubnej Joli i Damykier. |
 |
Strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła... kwiecień.
Żałuję, że nie mogę pokazać ciszy i uroku tego miejsca. |
 |
| Wspinaliśmy się i wspinali w prześlicznych okolicznościach przyrody. |
 |
| Aż dotarliśmy |
 |
| na słynny wiszący most. |
 |
Most fajnie bujał się przy każdym kroku.
W drodze powrotnej na chwilę położyłam się na nim i zamknęłam oczy. Mmm...
Endorfiny! Szczęście! |
 |
| Byliśmy sami. No dobra, przeszły może z trzy osoby. :) |
 |
| Ostatnie 0,4 km MCO przebył sam. Wymiękłam na kolejnych schodach. :( |
 |
| I zejście; ostatni rzut oka na góry, |
 |
| kolacja na ławce przy porcie |
 |
| i powrót do domu przy słynnej kociej balustradzie, którą zauważyłam dzięki Waszym uważnym oczom. :) |
Jak widać, w góry w Korei należy jechać w dni powszednie. Jest naprawdę pięknie i nietłoczno. Czy
Świat od podszewki widzi? Wierzy? Nawet autobus, który wiózł nas do domu, był niemal pusty. Żyć - nie umierać, a podróżować po Sokcho!
Padam z nóg! Czas iść spać, bo jutro znów będzie się działo. Pozdrowienia dla wszystkich miłych czytaczy. Fajnie, że jesteście. Dobranoc. :)
Na Instagramie można śledzić nas na bieżąco.
LINK.