środa, 6 stycznia 2016

Bonus - Król Dżungli Pierwszy Jedyny i Ostatni

Kochane mamy, babcie, ciotki, nianie i sąsiadki,
czy już czytałyście Waszym małym podopiecznym 

Bajeczki powstają na podstawie rysunków do kalendarza Biała Kura 2016,
a te z kolei narysowała Hana do prawdziwych historii zwierzaków, 
które dzięki naszym blogom i naszemu blogowemu 
mikroświatkowi życzliwych ludzi znalazły swoje stałe domy. 

Każdy miesiąc ma swojego bohatera, a w styczniu jest nim Bonus, 
przygarnięty w potrzebie przez Lidkę i jej Chłopa (sama go tak nazywa!) 
czarny, piękny kot, który odmienił ich życie.
Na plus oczywiście.

Jak to się stało, że znalazł się u Lidki, ona sama opisała w pierwszej bajce,
którą można poczytać TU, TU i TU,
a dziś kolejna Bonusowa historia.

Czekamy na reakcje dzieci, 
nie dajcie się prosić!

STYCZEŃ 2016



Bonus - Król Dżungli Pierwszy Jedyny i Ostatni

O tej godzinie mrok panował jeszcze nieprzenikniony. Z oddali słychać było tylko szum wiatru i powarkiwania dzikich zwierząt przemykających z rzadka pod oknami: bruuum, brrrum. Nasz bohater obudził się parę minut wcześniej. Poczuł jakże znajomą, okrutną pustość w swoim brzuchu, zaczął więc szykować się do pierwszego tego dnia polowania. Wiedział, że o tej porze jego ofiary głęboko śpią. Słyszał wyraźnie ich spokojne, niespodziewające się niczego oddechy. Młody, zwinny i gibki łowca przybrał pozycję ninja, prawie wtopił się w podłoże i począł bezszelestnie sunąć krok za krokiem w kierunku swoich zdobyczy. W ciemności morderczo lśniły tylko jego zielone oczy. Drapieżnik wciągnął nosem charakterystyczny zapach swoich przyszłych trofeów. Niedługo już pożegnają się ze swoim spokojnym snem. Przebudzenie będzie dotkliwe. Ha, ha, nie mają szans z tym właściwym im mizernym słuchem, śladowym węchem i nieumiejętnością maskowania zapachu. Wtem całkiem niespodziewanie jedna z ofiar poruszyła się! Myśliwy zastygł w pół kroku i z brzuchem przyklejonym do ziemi nasłuchiwał. Tuż przed nim trwało widowisko złożone z sapnięć i szelestów, jakiś cień przemieścił się na drugi bok, chrapnął, sapnął i znowu zamarł w bezruchu, oddychając miarowo. I wtedy targany głodem drapieżca zobaczył to! Wystawało spod płachty, pod którą schowały się jego ofiary. Było przerażające! Miało pięć małych trąb i jakby silną szczękę! W ciemności świeciło jakąś upiorną, bladą aurą. Zwinna czarna pantera - myśliwy, na którego inni wołali Bonus, ale on myślał o sobie tylko jak o Królu Dżungli Pierwszym Jedynym i Ostatnim, czując jak mu z głodu kiszki marsza grają (nie jadł bowiem już od pięciu godzin!), podjął odważną decyzję. Właśnie teraz zaatakuje pięciotrąbego potwora! Nie przerazi go ta blada szczęka lśniąca demonicznie w ciemności! Starannie przymierzył się do skoku i jednym idealnie pięknym wybiciem uniósł się w powietrze, by za ułamek sekundy osiągnąć swój cel i wbić ostre pazury w jedną z trąb!

Rysunek autorstwa Ewy. :) Dziękuję.
Potwór wierzgnął jak oparzony, szybko spróbował ukryć się pod powierzchnią płachty, ale Król Dżungli Pierwszy Jedyny i Ostatni nie dał za wygraną. Zanurkował za nim z wyszczerzonymi, gotowymi do zanurzenia się w świeżym mięsie zębami i już, już miał zadać śmiertelny cios, gdy nagle...

- Rany boskie! - zawołał Chłop. - Lidka, zrób coś w końcu z tym kotem, przecież jest czwarta w nocy!

- Jeszcze się nie przyzwyczaiłeś? - wymruczała niemal przez sen Lidka. - Koteczek jest po prostu głodny - odwróciła się na drugi bok.

- Głodny, głodny, wciąż głodny! On nas kiedyś zje z tego urojonego głodu - pomstował Chłop, zwlekając się niechętnie z łóżka. Ciężko człapiąc, powędrował do kuchni, by napełnić miskę Bonusa.

Jestem wielki! - myślał Król Dżungli Pierwszy Jedyny i Ostatni, pałaszując swoją zdobycz. - Zawsze osiągam swój cel. Każde moje polowanie kończy się sukcesem. Jutro znów wytropię pięciotrąbego potwora, ale tym razem zakradnę się od zawietrznej i skoczę bardziej od góry, z większym impetem - w ten sposób odetnę mu drogę ucieczki! He, he, ale będzie piszczał - jak zarzynane zwierzę! A potem... hmmm, mniam, mniam...

I tak snując plany, Bonus wskoczył na łóżko, zwinął się w kłębek na kołdrze pomiędzy Lidką a Chłopem i zapadł w dobry, spełniony sen. Najedzony i szczęśliwy władca swojego królestwa. Bonus - Król Dżungli Pierwszy Jedyny i Ostatni.

PODPIS

PS. Może ktoś jeszcze narysuje obrazek do dzisiejszej bajeczki? Zapraszam, zaraz dodam go do posta. :)

wtorek, 5 stycznia 2016







Wieści, wieściunieczki, wieściska

Zgodnie z celną zasadą, że dobre wieści nie są złe, napawajmy się dziś nimi do woli. O kotkach Zza Moich Drzwi w swoich stałych domach. Same pozytywne, budujące i uskrzydlające! Oby takich jak najwięcej, bo te złe też przyjdą, czy chcemy, czy nie. Ech, życie...

Shila i Ozzy - lubię to zdjęcie. :)
Chcę podkreślić, że osiągnęłam przy Waszej pomocy pierwszy sukces jako kocia behawiorystka! Dziewczyna dla Ozzy'ego - Shila, okazała się idealnie dobrana. Poczytajcie, co pisze Joasia z Krakowa:

Ja na punkcie swoich zwariowałam kompletnie. Shila jest niczym ukochana córeczka. Odmieniła Ozzy'ego i nasze życie. Ozzy wydoroślał i stał się statecznym kotem, który mimo odwagi (często pozornej) i zwariowanych pomysłów jest bardzo wrażliwym kotem. Dał pierwszeństwo Shili i choć czasem widać, że ta mała łobuzica go wkurza, to opiekuje się nią i o nią dba. Shila traktuje go jak starszego brata i mentora, ale nadal jego ogon jest najlepszą zabawką. :))
Ozzy sylwestra i sylwestrową noc przesiedział pod łóżkiem, natomiast Shila siedziała o północy na parapecie i oglądała fajerwerki. Takiego kota jeszcze nie mieliśmy. :)
Poza tym je za trzech i robi się coraz piękniejsza.

Mam nadzieję, że wybaczysz mi inwazję kolejnych fotek; niestety wszystkie robione telefonem, ale ukazują fajne scenki. Nasze koty mają stałe miejsca drzemek w zależności od pory dnia. Późne popołudnie i wieczór spędzają w sypialni. Na zdjęciach z 19 XII widać różne etapy i pozycje odpoczynku. Miłego oglądania. :))

Pozdrawiam serdecznie, Joanna









Joasiu, kocham Was za te wieści!

***

A co u Kremówki - maine coonki, którą oddano, choć z płaczem, niczym niepotrzebną rzecz. PrezesKura Hana miała okazję odwiedzić niedawno Freyę w jej nowym domu. To jest coś niesamowitego, jak wspaniale trafiła ta kotka! Hana pisze:

(...) wszystko jest w porządku, byli u weta na przeglądzie. Ma pod oczami ciemniejszą sierść, a lampa zaostrza. Przyglądałam się jej z bliska. Koty nie wychodzo jeszcze na dwór, trzeba zabezpieczyć płot od dołu. Amon się tam nie mieści, ale ona tak (Maciek ją mierzył, hrehre). Siatka już kupiona, zresztą nie spieszą się z tym, i dobrze. Niech ona porządnie okrzepnie. Apetyt ma jak koń, oba koty dostają wypasioną karmę. Już przytyła, bo była chudziutka. Nie pamiętam, czy mówiłam, że ona jest odważna i ciekawska, a jeśli czegoś się boi, to facetów. Pewnie zaliczyła to i owo, nie bez powodu ją oddali.

Freyę głaskałam, a jakże! Bardzo jest chętna i otwarta, mimo 12 osób, które tam były. Nic sobie z tego nie robiła, w przeciwieństwie do Amona, który przesiedział pół wieczoru pod łóżkiem. Nie mam wielu zdjęć, bo tłok tam był, a Freya przeważnie się myła. :) Dałam Frei myszkę od Opakowanej, bawiła się, jakby nigdy nic. Nie warczą na siebie, trochę się zaczepiają - raczej zabawowo, leżą sobie boczek w boczek, chociaż na razie bez zażyłości. Ale w masie są śliczne do obłędu.






Hana, uwielbiam Cię za ten przekaz! :)

***

Jeśli jeszcze nie jesteście napawnięci tym dobrem, to mam coś superowego w zanadrzu.

Kto pamięta Janka? Kotek został znaleziony podczas wielkiej akcji poszukiwań zaginionego Kayronka. Niestety jego właściciel się nie znalazł, sądząc jednak ze stanu zaniedbania kota w momencie znalezienia, jakiś czas - nie wiadomo jaki - był on bezdomny. Janek to cudowny kocurek, bardzo piękny i miły. Po różnych perypetiach, w tym nieudanej adopcji (okropność), okazało się, że Janek może być zaginionym dwa miesiące wcześniej Mańkiem! Kotek wrócił do swojej rodziny koło Lubania. Magiczna historia!
Daria pisze:

Podsyłam parę zdjęć księciunia Mańka. :) Kawał kota z niego jest, i sierściuch straszny.


Nadal uwielbia być brany na ręce i się przytulać, to już taki rytuał, że bierze się go na ręce, a on łapkami obejmuje za szyję. 


Ma ulubione miejsce - parapet.



 W sumie nie ma się co dziwić, że pańcio duży, jak je swoje i jeszcze psu podkrada, a pies ciapa go nie pogoni.


Aż trudno uwierzyć, że z tego kota (to zdjęcie Zza Moich Drzwi)


jest taki kudłacz.


A co do jego charakteru - jest w pełni już zresocjalizowany i uspołeczniony, wcale już się nie chowa, nie ma już dla niego sytuacji stresowych, nawet w sylwestra bez większych problemów sam witał się z gośćmi. Zawsze przychodzi wołany, jest po prostu wspaniały.

Maniek jest naprawdę świetnym kotem. Do tego strasznie rozgadanym, zwlaszcza gdy mama szykuje obiad - wtedy miauczy niemiłosiernie. Uwielbia surowe mięsko. :))

Daria, wielkie dzięki! Pomyśleć, że to jest ten kot, z którym musiałam jeździć na kontrole, czy nie jest wściekły! Co znaczy odpowiednia osoba. :)

Miłego dnia życzę. :)

PODPIS

Będzie druga część Relax posta! Proszę o słanie do mnie zdjęć kociastych na relax drapaku. Już kilka mam. :)

***

Przed chwilą dostałam wieści od Dibusia-Alfreda:


Tu Alfred! Coraz bardziej mi się podoba u moich Ludzi. Muszę trochę jeszcze nad nimi popracować, bo nie pozwalają mi drapać mebli i wchodzić  na stół w kuchni, ale to jest kwestia czasu, bo jestem bardzo, bardzo uparty. Uwielbiam biegać po calutkim mieszkaniu, szczególnie z moją Rybką. Jest taka fajna, mieści mi się w buzi, kiedy chcę poaportować z moimi Ludźmi. 
Moim hobby jest jedzenie! Uwielbiam jeść! Kocia karma smakuje mi najbardziej, ale chętnie próbuję nowych smaków - moi Ludzie co prawda niechętnie mi dają swoje jedzenie, ale kiedy nie patrzą, a coś nieopatrznie zostawią na stole, to po cichu to ściągam łapką i próbuję. Czasem mi smakuje, a czasem nie. :)
Kocham się przytulać z Nimi, Pan czesze za uszkiem najlepiej, a Pani jest najprzytulniejsza, lubię sobie czasem wtulić się w Nią i z Nią sobie pospać. :)

Poprosiłem Moją Panią, by wysłała parę zdjęć, do których dzielnie pozowałem.
Pozdrawiam ciepło,

Alfred z Ludźmi






Ogromnie dziękuję ci, Alfredzie. Jesteś piękny!

niedziela, 3 stycznia 2016

Nie płacz, Ewka!

Opowiem Wam dzisiaj, a nawet zacytuję, jak na tem świecie (niekiedy zdającym się całkiem do de.) ludziska potrafią się cieszyć, za przeproszeniem, z byle czego. :)
A było to tak, że postanowienie miałam - wcale nie noworoczne - żeby w tym, czyli w tamtym, roku "uhonorować" kilka osób, które z rozlicznych przyczyn  szczególnie zalazły w mą białą głowę. Realizacja tego postanowienia zajęła mi kilka miesięcy. Ale nie że było to AŻ TAKIE przedsięwzięcie, lecz dlatego, że taka to ze mnie Osobowość Przesadnie Długo Podejmująca Kroki Tudzież Działanie, w skrócie (ha, ha) OPeDePeKaTeDe (spytajcie Gochę, ile presji przyszło jej zużyć dla nakłonienia mnie, bym wreszcie coś tu nabazgrała).
Niemal pierwsza w kolejce do otrzymania hołdów od OPeDePeKaTeDe była Ewa, do której w grudniu wysłałam przesyłkę, co poskutkowało tym, że za kilka dni dostałam mejl, podczas czytania którego zwijałam się ze śmiechu, wyobrażając sobie scenki, które się rozegrały w lokalu mieszkalnym wyżej wzmiankowanej Ewy. Uprosiłam WWE, żeby pozwoliła się podzielić nimi z narodem, któren najprawdopodobniej nie samym chlebem żyjąc, namiastką igrzysk nie pogardzi, tem bardziej w karnawale. A zatem, narodzie, nie żałuj sobie, czytaj, co napisała, może i nazbyt entuzjastycznie, Ewa, ale jak tym entuzjazmem podbudowując ego moje nieco podupadłe z przyczyn różniastych! Czytaj, narodzie, a ja się będę napawać (mam nadzieję) życzliwą i uśmiechliwą narodu reakcją. 

Cytuję:

JolkoM najmilejsza! Nie wiem, co rzec w pierwszych słowach mego listu. :) Zez zachwytu! Ależ mi niespodziankę cudną zrobiłaś! 
Latam ci ja po mieszkaniu w amoku, bo do alergologa na wizytę się śpieszę. Latajo za mną w nie mniejszym amoku dwa maluchy: A., lat dwa i pół, i Be., lat cztery i pół, a tu nagle pukanie, więc pies też lata w amoku, bo pukajo! Kot w nerwach (z tego pukania i latania wszystkich w amoku) nawiał do swej budki. Otwieram drzwi, a we drzwiach obcy facet, a nie ojciec dzieciom, którego to się akurat nerwowo lada moment spodziewałam. A do tego jeszcze dochodzi historia z oczekiwaniem na kuriera z karmą z Zooplusa dla Kajci (którego przekierowałam na sąsiadkę niżej do odebrania - bo alergolog przecież). 
No więc stoję z głupkowatym uśmiechem we drzwiach, patrząc na tego pana i mówię: 
- To było otwarte na dole? Przecież miało mnie nie być w domu o piętnastej! Kim pan jest? Karma w takiej małej paczce?! 
Oczy u faceta ewidentnie się powiększyły, a kształt zbliżył się do okrągłego. I odzywa się do mnie przytomnie w te słowa: 
- Czy pani Ewa eL.? 
Odpowiadam zgodnie z prawdą, że tak! On na to, że ma dla mnie paczkę z Wu.! Ja do niego, że nie zamawiałam niczego we Wu. 
On do mnie: 
- Od pani Jolanty eM. 
I tu zaczęła do mnie dochodzić świadomość. Czułam fizycznie, jak mi się zwoje skręcają i rozkręcają wew mojej głowie. 
I krzykłam: 
- OJEEEEEJ,  z Wu.!!! JOLKAM. KOCHANA! 
Grzecznie podpisałam, przyjęłam, drzwi zamkłam, paczuszkę na stoliku postawiłam i stoję. I patrzę. 
A maluchy: 
- Babciu, babciu, to chyba od mikołaja! Otwieraj! 
No i otworzyłam. I łzy jak groch pociekły mi z oczów!* Joluś kochana, dawno mnie nikt tak nie wzruszył. :) Poziomeczki i czereśnie stoją w kuchni na honorowym miejscu! A choineczka jest prześliczna, PRZEŚLICZNA! I też będzie honorową, główną dekoracją świąteczną! Życie jest piękne! (...)

Koniec cytatu. 
* Pogrubienie moje.

I co, zazdrościcie? :P
Tak naprawdę to nie ma czego, gdyż nie wysłałam Ewie milijona ani nawet jego połowy, ale skądinąd wiem, jak to działa, gdy zapuka do drzwi pan listopaczkonosz i niespodziewanie wręczy choćby najmniejszą przesyłkę (nie wspominając o wielkiej pace ledwo mieszczącej się w drzwiach, co nie, Gocha?). Jeju, jakby kto człeka na sto koni wsadził. Ale żeby aż płakać! Jednakowoż z Ewą inaczej być nie może, bo to przecież TA Ewa, która zawsze płacze - płacze nawet gdy Gosia swoje tymczaski oddaje w najlepsze ręce. Oraz w tym podobnych okolicznościach sprzyjających, np. podczas oglądania, wyjątkowych co prawda, kalendarzy, jak to opisała pod TYM postem - koniecznie poszukajcie komcia Ewy, nie pożałujecie!

Ale co, że tak bez adekwatnego zdjęcia? W ogóle bez zdjęcia?! E, nie, zdjęć ci u mnie dostatek. Było o choince - niech będzie choinka. 


I konik.

Albo więcej choinek.

I jeszcze więcej choinek.

I więcej konika.

I jeszcze ciut konika...

A na deser kocinka.

 Uaaaaa! Pożeram!

Żartowałam...

 I jeszcze Majtek udrapowany,

 Majtek doparowany,

 Majtek prawie zapakowany.

Komu przesyłkę Majteczną?!


Poniekąd z niebytu znów wyłoniłam się ja, JolkaM.
Niniejszym pozdrawiam! :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...