Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Werter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Werter. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Bracia Działkulińscy

Od jakiegoś czasu przebąkuję, że mam jakąś tajemnicę, którą zamierzam Wam ujawnić, choć powodu do chwalenia się nie ma. Chodzi oczywiście o koty. :) Dziś kolejny, bardzo długi post dla kociarzy. To ostrzeżenia dla tych, których pisanie o kotach nudzi. Podobno tacy istnieją, wyobrażacie sobie? Szok. :)) Mam nadzieję, że Star tego nie przeczyta. Star, buziaczki! :)

Dlaczego trzymam tę tajemnicę już trzy tygodnie? Z kilku powodów. Uważam, że prowadząc dom tymczasowy, trzeba kierować się rozsądkiem i nie przyjmować za dużej ilości zwierzaków naraz (dla jednego to będą dwa koty, a dla drugiego 100, sprawa względna), bo to grozi dezorganizacją swojego życia osobistego i życia rodziny, bo to generuje koszty, które trzeba ogarnąć, a przede wszystkim takie postępowanie grozi epidemią, w której mogą ucierpieć wszystkie zwierzaki, również rezydenci.

A jednak mając pod opieką trójkę zasmarkańców, wszystkie chore i, jak wiecie, leczone intensywnie wzięłam pod swój dach kolejne dwa maluchy. Nie miałam jednak wyjścia!


Ta akcja miała miejsce 7.09.2013. Na działce u jednej pani okociła się szara kotka i urodziła 8 małych. 7 burasków i jednego czarnuszka. Ta pani poprosiła mnie o pomoc przy sterylizacji kotki i zadeklarowała chęć wzięcia jednej szarej kotki do siebie. Koniecznie kotki. Koniecznie szarej.
Poszłyśmy z Kasią zobaczyć, jak się sprawy mają, a Kasia, jak to ona, zabrała ze sobą klatkę-łapkę. Zanim zajmiemy się matką, trzeba zabezpieczyć byt kociętom, a na nie miejsca nie miałam, więc Kasia spróbowała złapać dla pani wymarzoną kotkę.


Już po chwili do zastawionej pułapki złapał się kto? Jedyny czarny kotek! Czy to nie pech? Kasia spróbowała raz jeszcze i niedługo na jedzonko w klatce skusił się kotek szary. Uff. :) Pani była przekonana, że to malutkie szare, takie śliczne, to kociczka i już chciała ją brać, gdy Kasia zobaczyła, jak bardzo zapchlone są maluszki i postanowiła najpierw jechać z nimi do weta. Wcześniej umówiłyśmy się z panią, że zabierze na jakiś czas również czarnuszka, dopóki u mnie nie zwolni się miejsce po zasmarkańcach. Nie miałam wtedy pojęcia, że leczenie zasmarkańców potrwa jeszcze miesiąc.


Kasia pojechała do weta, a tam okazało się, że obaj to chłopcy. Zadzwoniła z tą wieścią do pani. 
"To ja ich nie chcę" - usłyszała. Te słowa wciąż brzmią jej w uszach...


Jeszcze przez tydzień znalazło się dla nich miejsce w innym DT, bo przecież nie sposób było wypuścic ich na działkę, skoro już złapane, a zima idzie, ale potem kotki, jako zdobyte niejako z mojej inicjatywy, musiały trafić do mnie. Wtedy kiedy to się stało, a więc 15.09.2013, kociaki były jeszcze zdrowe.


Kasia obcięła im pazurki. Fajnie jest mieć taką pomocnicę. Coś wspaniałego!


Mój zachwyt, z racji chwilowego przesycenia czarnuszkami, wzbudził ten burasek.






Z tyłu wygląda jak warchlaczek! :))


Z drugiej strony czarny chłopaczek też jest niczegowaty. Zupełnie inny niż Tutli i Putli oraz ich brat Hokus Pokus (aktualnie posiadacz wyników w NORMIE!).






Ma taką szeroką buźkę - jak lew jakiś. Cudności oczywiście.


Bracia razem prezentują się naprawdę uroczo, sami przyznajcie.


Niestety radość ze zdrowych kotów nie trwała długo, już na trzeci dzień zaczęły się przeboje. Mimo że były odizolowane od chorych zasmarkańców, to musieliśmy przenieść wirusy na nie podczas codziennej pielęgnacji. Do weta pojechaliśmy wiec nie z trójką, a z piątką kotów... To właśnie ta odpowiedzialność, o której pisałam wyżej... Nie przyznawałam się do tego, bo nie chciałam się dorobić przydomku druga Villas.

Tymczasem zaczęło się zwykłe badanie.




Podczas niego burasek wyglądał jak siedem nieszczęść. "Cierpienia młodego Wertera" - zażartowałam, i  w ten oto sposób mały otrzymał swoje imię: Werter. :) Werter Działkuliński. 





Czarnuszek za to dzięki swojej szerokiej buziuni dorobił się cudownego imienia: Leonardo!
Działkuliński oczywiście.

Kociaki cudownie razem się czuły, choć to dzikuski, szybko zaaklimatyzowały się w domu, ale nie mogłam im poświęcać za dużo czasu, więc do ich całkowitego oswojenia jeszcze im trochę brakuje.


Po jakimś czasie Werterek i Leo zostali w końcu wyleczeni (lekko przeszły to zarażenie), zaszczepione i nadszedł czas na umieszczenie ogłoszenia. Ukazało się ono w poprzedni piątek. Cytuję je tu dla porządku, dla pamięci, dla siebie, bo zawsze tak robię i mam w ten sposób kronikę adopcji moich tymczasków.



Leonardo to ok 2,5-miesięczny kocurek urodzony na działkach. Udało się go odłowić przed zimą. Leo będzie dużym, dorodnym kotem jak lew, stąd jego imię. Ma piękną budowę pysia. Jest kotkiem, który dopiero pokaże, na co go stać, na razie jest dzikuskiem, choć robi wielkie postępy. Fajnie by było, aby pokochał od razu właściwą osobę, która otoczy go miłością i opieką. To wyjątkowo słodki, kilogramowy na dziś, maluch. Pięknie się bawi ze swoim braciszkiem Werterem, jest bardzo ugodowy i opiekuńczy. Będzie dla kogoś wielką pociechą. 
Leonardo jest zdrowy, odrobaczony, odpchlony, zaszczepiony. Był krótko przeleczony z powodu lekkiego przeziębienia. 
Koteczek chętnie znajdzie dom ze swoim braciszkiem Werterem, z którym żyje we wspaniałej przyjaźni, jednak doskonale poradzi sobie sam.
Czekam na telefon od osoby, której na jego widok zabiło serce.



Werti to ok 2,5-miesięczny kocurek urodzony na działkach. Udało się go odłowić przed zimą. Jest wyjątkowo ciekawie umaszczony, ma podłużne prążki na grzbiecie trochę jak warchlaczek. :)
Jest kotkiem odważnym i bojowym (potrafi śmiesznie syczeć na człowieka), a jednocześnie bardzo szybko się godzącym z losem (czyli z głaszczącą ręką) i mruczącym wtedy ze szczęścia jak traktor. :)
Werterek wymaga jeszcze oswojenia, jest to kotek, który czeka, aby oddać swoje serce TEMU właśnie człowiekowi. Werter jest zdrowy, odrobaczony, odpchlony. Był krótko przeleczony z powodu lekkiego przeziębienia. Kotek jest przesłodki, wzruszający i przyjemnością będzie go uczyć obcowania z człowiekiem. Kotek waży na dziś równo kilogram! :)
Imię jest oczywiście tymczasowe.
Koteczek chętnie znajdzie dom ze swoim braciszkiem Leo, z którym żyje we wspaniałej komitywie, jednak doskonale poradzi sobie sam.
Czekam na telefon od osoby, której na jego widok zabiło serce.


Telefonów było sporo, głównie po Werterka, ale mnie się marzyło, że bracia będą razem, więc płakałam w sercu, gdy pojawiała się okazja dla jednego kotka. I jakoś tak nie chciałam, aby poszyły do bloku bez możliwości wychodzenia... Mimo to pojechaliśmy na wizytę przedadopcyjną do dwóch dziewczyn, do kamienicy. Myślę, że one przeżyły szok. Nie sądziły, że można mieć tyle wymagań. I zabezpieczone okno, i drapak, i porządną karmę, i szczepienia, odrobaczenia, kastracje... To była dobra wizyta, bo dziewczyny przemyślały sprawę, chociażby kosztów, i zrezygnowały. Powiem Wam, że kamień spadł mi z serca. :)


I wtedy zadzwoniła pani L. i zaoferowała obu koteczkom...


domek z ogrodem w... Polanicy Zdroju! :)) Absolutnie wspaniała oferta. Pani chętna do uczenia się, do przyjmowania rad, już wprowadzająca je w życie. To będą pierwsze jej i jej rodziny kotki. Chłopaki jadą już jutro! :)


Dopiero poznaliście się z Werterem i Leonardem, a już musicie się żegnać. :))
Możecie mi jednak wierzyć, że to słodkie jak miód kotusie.

Miłego dnia. :)

PODPIS

A rok temu Za Moimi Drzwiami Należę do wielkiej blogowej rodziny zwierzolubnych (klik). To moje kredo. :) Wciąż aktualne.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...