wtorek, 9 lutego 2016

wezmem dwa

Tytułu posta proszę nie poprawiać, zaraz się wszystko wyjaśni.

Małe kotki, urocze, zdrowe, śliczne i kochane Białaski Alba i Albus nadal są u mnie.
Nie do wiary!

Zobaczcie, jakie to cuda. Najpierw galeria.

Alba.
Albus.













Albus uwielbia Fikunię!

Taka jedna na "f" załatwiła mi stół i krzesła. Maupa!
Alba jest taka śliczna...

Zaczynam tracić nadzieję, że jest tym szkrabom pisany jakiś godny zaufania człowiek. Maluchy cieszą się popularnością, miałam już kilkanaście propozycji, ale wszystkie one były nie do przyjęcia.
Dzwonią ludzie, którzy nie mają pojęcia o kotach, o procesie adopcyjnym. Którzy demaskują się w różny sposób podczas rozmowy wstępnej, bądź nie oddzwaniają mimo obietnic, nie przychodzą mimo umówienia się - sami się eliminują. Naprawdę nie przesadzam. 

Zaczynam, zdaje się, przy okazji tej adopcji pracować na złą opinię, jaką mają ludzie zajmujący się zwierzętami - zwierzooszołomy. Tyle się o tym słyszy, że adoptować kota to gorzej niż dziecko! Tyle pytań, tyle wymagań! I pytanie o to, czy mieli kiedyś koty, czy mają teraz jakieś zwierzęta; o to, czy mieszkają w mieszkaniu - i czy mają siatkę w choć jednym oknie; a może w domku - czy nie blisko ruchliwej ulicy. A może wynajmują mieszkanie - co ze zgodą właściciela, jest? Czy wiedzą, że kotki należy jeszcze zaszczepić, odrobaczyć, a potem wykastrować (nie, kociąt w wieku 2 miesięcy się nie kastruje!). Że to są realne koszty. Czy zdają sobie sprawę, że koty żyją naście lat? Czy wiedzą, jak należy je karmić (nie, ziemniakami nie wolno!). Czy mają małe dzieci, a jeśli tak, to w jakim wieku?

Przecież ja jako osoba, która chce się pozbyć kotów, powinnam brać jak leci i po rękach całować, a na pewno powinnam już po pierwszym słowie wiedzieć, że dzwonią "dobrzy ludzie", a przede wszystkim powinnam się "nie martwić". Jasnowidzem powinnam być i tyle.

Zazwyczaj pierwsze pytanie osoby dzwoniącej brzmi: w jakim wieku są koty, jakiej płci i czy się coś za nie płaci. Takie pytanie mnie zjeża, bo oni dzwonią w reakcji na ogłoszenie "Alba i Albus, 4,5 mies, za darmo". W treści jest napisane o nich wszystko, o tym, że to jeszcze dzikuski, że potrzebują czasu, o tym, jakiego człowieka szukają. Jeśli komuś nawet nie chce się przeczytać ogłoszenia, to świadczy moim zdaniem o nim. Niestety.

Czasem już bardzo bym chciała wziąć za dobrą monetę zapewnienia w rodzaju "niech się pani nie martwi, ja się znam na kotach, będą u mnie miały dobrze", ale niestety zakończenie rozmowy "to ja jutro przyjadę po nie, ale tramwajem, bo nie mam samochodu, no i nie mam transportera, to nie szkodzi, niech się pani nie martwi, przewiozę je pod kurtką" rozwiewa moje złudzenia, że ta osoba wie, co to znaczy "dzikuski". Zresztą nawet oswojonych Pączków nie dałabym w ten sposób przewieźć.

Nie dalej jak wczoraj dzwoni pewna dziewczyna i mówi, że "jej chłopak coś kombinuje, że ona nic nie wie, ale ma się dowiedzieć, czy się płaci, no i jakie to są kotki". Oddzwania za minutę, że jej chłopak chce oba i zaraz może po nie przyjechać (jest 21. w niedzielę), ale nie ma transportera... - i tu jej przerywam: to wykluczone, ja nie chcę się tych kotków pozbyć, ja chcę im znaleźć dobre domy i odpowiedzialnych ludzi. I odkładam słuchawkę. To jakaś paranoja.

Albo państwo, którzy nie chcą rozmawiać przez telefon, bo co to za rozmowa, umawiają się na 18., a kiedy nauczona doświadczaniem dzwonię do nich dziesięć po, oznajmiają, że "blablala - dlatego nie przyjadą", i czy można się umówić na jutro. Jakoś nie mam ochoty umawiać się z kimś, kto nawet nie odwołał przyjazdu. Tłumaczę więc przez telefon, niemal zmuszając do tej rozmowy panią, że odradzam jej te kotki przy dwójce malutkich dzieci. Chodzi o ich bezpieczeństwo.

Są tak kuriozalne przypadki, że to trudno uwierzyć. Przychodzi np. wiadomość na mój telefon, że otrzymałam odpowiedź na moje ogłoszenie "Alba i Albus, 4,5 mies." Ta wiadomość brzmi tak, że najpierw chciałam odpowiedzieć z sarkastycznym entuzjazmem "Hura, dziękuję! To gdzie dostarczyć koty wraz z kwiatami jako podziękowaniem za to cudowne zainteresowanie?!". Odpowiedziałam jednak inaczej i moglibyśmy sobie korespondować do lata. To nie była poważna propozycja. 


Jednak przebojem, absolutnym przebojem, jest ta odpowiedź. Wyobraźcie sobie, czekacie na to, że pojawi się odpowiednia osoba. Przychodzi wiadomość, że jest odpowiedź na ogłoszenie. Otwieracie ją, a tam:



O, nie! Nie wezmem, bo nie dam. Mowy nie ma!

:)

Kotki mogą być rozdzielone, ale fajnie, jakby miały w nowych domach kocie towarzystwo.
No i mądrych ludzi. Z sercem.

To co, ktoś wezmywuje??


PODPIS

Dwa śliczne kotki, nie całkiem białe,
jeszcze ciut dzikie, troszkę nieśmiałe,
jeszcze się ludzi troszeczkę boją,
lecz grzbiet już prężą pod dłonią twoją,
kiedy ci się je pogłaskać uda.
I nie myśl, że to jakieś są cuda!
Kotki pokochać kogoś gotowe,
kogoś, kto chce się podzielić domem,
kto o nie zadba, opiekę da im,
że będą wreszcie szczęśliwe, sprawi,
a wtedy oba, braciszek z siostrą,
dużo mu szczęścia w życiu przyniosą.

Wierszyk dla Białasów od Ninki.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Top stycznia

Pewnie tematem mojego projektu Was w tym roku nieco zmęczę, 
ale przecież muszę ogłosić wyniki.

Najwięcej głosów zostało oddanych w sondzie na zdjęcie z 19 stycznia. 
Zagłosowało na nie 40% osób.

1. miejsce.
Na drugim miejscu jest zdjęcie z 8 stycznia. Otrzymało 25%  głosów.

2. miejsce.
Na trzecim wylądowało to z 26 stycznia - 23% głosów.

3. miejsce.
Dziękuję Wam pięknie za losowanie, za pomoc w wybieraniu najlepszych. 
Urodzi się z tego większy projekt, i to jest piękne!

A tak dla ciekawości, w tych dniach zrobiłam jeszcze fotki z innych ujęć. Zobaczcie:

19 stycznia:




8 stycznia:








26 stycznia.

Ciekawe, czy gdybyście wcześniej zobaczyli te obrazki i widzieli, jak magiczny to był poranek,
to czy to zdjęcie by nie zwyciężyło... 












Dziękuję raz jeszcze. Miłego poniedziałku!

PODPIS

https://www.facebook.com/events/1641376079430927/
LINK



niedziela, 7 lutego 2016

Stempelek numer dwa

Coś Wam pokażę. Proszę, nie dopisujmy tej historii mistycyzmu. Ja go w każdym razie nie widzę. To tylko moja interpretacja, tylko przypadek, a może zwyczajne potwierdzenie znanej prawdy, że kto szuka, ten znajdzie. A ja szukałam. Tym razem szukałam, przyznaję się. 
Rufiego na szlabanie, dzień po jego śmierci, dostrzegłam przypadkiem - podczas naszego pierwszego porannego  spaceru bez niego. Po prostu zatrzymałam się w tym miejscu i na złuszczonym starym szlabanie dostrzegłam sylwetkę psa z farby i rdzy. Sama dla siebie uznałam, że to Rufi, W jakiś sposób mnie to pocieszyło. Odwiedzam go niemal każdego dnia, ale nie idę tam specjalnie - to nasza trasa spacerowa z Fikunią. W jakiś sposób to też jest dla mnie dobre. Czuję się trochę tak, jakby to Rufi zadbał o moje dobre samopoczucie. Widocznie chcę się tak czuć, i tyle.

Teraz gdy odeszła Amisia, świadomie jej tam poszukałam, choć na luzie, bez wiary w znalezienie czegokolwiek. Potraktowałam to zupełnie lekko, z lekkim wstydem. Nic nie znalazłam i wcale mnie to nie zdziwiło. Przecież to już głupota...  


Dopiero wczoraj rano, gdy zaszłam ten szlaban z drugiej strony...

Widzicie?


Oba stempelki są tuż obok siebie. 
Tak jak i w życiu było.


Z jednej strony.
A teraz z drugiej...
Ciężko je dostrzec, ale są...
I tak to jeden stuknie się w głowę, a drugi zobaczy w tym stempelku kształt dużego kota z puchatym ogonem. A dla mnie? Dla mnie to Amisia. Jakie to dziwne i fajne jednocześnie. :)

Widzicie to, co ja, czy muszę iść do... okulisty. A może do innego specjalisty? :)

PODPIS



sobota, 6 lutego 2016

Precz z butami!



Ja tam nie wiem, czy ona słusznie się skarży, skarżypyta jedna!

PODPIS

Polecam oglądać na YT (klik), w większym formacie.
Miłego wieczoru.  (♥ ͟ل͜♥)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...