sobota, 8 września 2012

Kacperek w plamie słońca, a ja...



Rudzik się pięknie myje, a ja zostawiłam go (i bandę trojga) z MójCiOnem 
(dadzą sobie radę?) i wyjechałam na weekend. 
Na komentarze poodpowiadam, gdy wrócę. 
Miłego weekendu, budyniowy świecie!













piątek, 7 września 2012

Cipiptaszek w poszukiwaniu maleńkiego postumenciku

Narrator: Za górami, za lasami i za klamotami, żył sobie Cipiptaszek, który nie miał własnego miejsca. Pewnego razu przyśniła mu się dobra wróżka Aniakropkaemkropka i oświeciła go, że, aby zaistnieć w pełni, musi mieć maleńki postumencik. Postanowił więc wyruszyć na jego poszukiwanie. 


Cipiptaszek: Wyruszam więc na poszukiwania maleńkiego postumenciku. Jak mus, to mus.


Cipiptaszek: Witaj, Psie, wybieram się na poszukiwania maleńkiego postumenciku, wiesz gdzie może być?
Pies: Witaj, Cipiptaszku, eeee, nie wiem. Może Kot wie.


Pies: Kocie, czy wiesz gdzie jest maleńki postumencik dla Cipiptaszka?
Kot: A ki diabeł?
Pies: A bo to ja wiem? Wiesz, że Cipiptaszek ma nie po kolei!
Kot: Spytaj Wiewiórę, może ona czai bazę.


Pies: Cześć, Wiewióreczko, czy wiesz, gdzie może się znajdować maleńki postumencik dla Cipiptaszka?
Wiewióreczka: Maleńki co? Postumencik? Nieee, wiem tylko gdzie jest średni.
Pies: Aha. 


Cipiptaszek: I co, chłopaki, wiecie już, gdzie on jest?
Pies: Nie.
Kot: Nie.
Wiewióreczka: Nie jestem chłopakiem!


Cipiptaszek: O, słoń! Cześć, Słoniu! Zawieziesz mnie do maleńkiego postumenciku? 
Słoń: A co to ja taksówka jestem? Nie ma głupich!
Wiewióreczka: Ale mu powiedział!


Cipiptaszek: No weź, nie bądź świnia!
Kot: He he he!
Wiewióreczka: Ale mu powiedział!
Pies: Ja cię zawiozę, ja! Wybierz mnie! 


Cipiptaszek: No dobra, to już idę na piechotę.
Słoń: Idę z tobą.
Kot: Ale ubaw! Idę z wami, nie przepuszczę.


Cipiptaszek: To chodźcie, chłopaki!
Słoń: Chodźmy!
Pies: Chodźmy!
Kot: Chodźmy!
Wiewióreczka: Nie jestem chłopakiem!


Cipiptaszek: Cześć, Koniu! Idziemy na poszukiwania maleńkiego postumenciku. Kopniesz się z nami?
Słoń: No chodź, nie bądź wał!
Wiewióreczka: Ale mu powiedział!


Koń: Pójdę, a co mi tam. I tak nie ma co robić. Wsiadaj, Cipiptaszku! Pomkniemy jak wiatr!
Cipiptaszek: Dajesz, stary, dajesz!
Słoń: Patrzcie go, jaki chętny!


Cipiptaszek: Dalej, chłopaki!
Pies: Ahoj, przygodo!
Kot: Dalej!
Słoń: Dalej!
Wiewióreczka: Nie jestem chłopakiem!


Żaba: Stać! Kto idzie?
Cipiptaszek: A kto pyta?
Koń: Włacha! 
Pies: Ahoj, przygodo!


Żaba: Pocałuj mnie, Cipiptaszku, a się dowiesz.


Cipiptaszek: A co tam! I tak nie ma co robić. Cmok.
Żaba: Cmok.

Cipiptaszek: Ożeż kurna...


Książę: Cipiptaszku, zaryzykowałeś i oto jestem: to ja, Książę!


Cipiptaszek: Ożeż kurna...


Książę: W zamian za twoją odwagę zaprowadzę cię do maleńkiego postumenciku.
Cipiptaszek: Ożeż...
Kot: ... kurna.


Książę: Oto i on. 


Cipiptaszek: Ożeż kurna...


Książę: I jak chłopaki, zadowoleni?
Kot: Ja tak.
Pies: Tak.
Wiewióreczka: Nie jestem... Tak.
Cipiptaszek: Ożeż kurna...


Cipiptaszek: Ożeż kurna...



Narrator: Rozczarowany rozmiarem postumenciku oraz bezdenną głupotą Księcia (byłej Żaby), wciąż zszokowany, jak koncertowo dał się zrobić w trąbę, powtarzając w kółko "ożeż kurna...", Cipiptaszek udał się na dalsze poszukiwania swojego miejsca, po to, by zaistnieć w pełni.


cdn.

czwartek, 6 września 2012

Coś dobrego dla siebie - refleksoterapia twarzy

Dzień dobry!

Tak myślę, że jakoś mimochodem zapoczątkowałam tu kolejny cykl, który można nazwać: robienie dla siebie rzeczy dobrych i fajnych (bo jak nie teraz, to kiedy?). W ramach tego cyklu spotkałam się w czwartek z Anią, potem, w poniedziałek, z Agnieszką (będzie o tym notka, nie daruję, hi, hi. :) Można powiedzieć, że w jego ramach jadłam ostatnio, po raz pierwszy w życiu, homara, takiego z oczami! E tam, przereklamowany jak dla mnie.
Dziś o kolejnej dobroci dla siebie.
Otóż zapisałam się na refleksoterapię twarzy. Ktoś zna? Koleżanka zachwalała pod niebiosa i się skusiłam. Zabieg ten ma działanie lecznicze i kosmetyczne (ponoć!), ale dla mnie największa jego wartość polega na relaksie. Byłam już 4 razy i teraz mam odruch Pawłowa. Kładę się na łóżku, pani Jolanta przykrywa mnie kocykiem i jeszcze zanim dotknie mojej twarzy, ja już zaliczam odlot!
Potem spędzam w takiej malignie godzinę i budzę się jak po dobrze przespanej nocy. Oczywiście wydaje mi się, że tak do końca nie zasypiam, wszystko przecież czuję, ale założę się, że pani Jola ma inne spostrzeżenia. :)



Żeby jednak dotrzeć na ten zabieg, muszę zaparkować samochód w galerii handlowej. To dlatego ostatnio pojawiły się tu moje posty o płaszczach. Cały rok moja noga nie postała w takim miejscu, a teraz jestem tam co tydzień i niestety działa na mnie magia wystaw i pokusa nowych ciuchów...



Kiedy idę przez takie centrum handlowe, zewsząd krzyczą różne towary: kup mnie, kup mnie, potrzebujesz mnie.... 


Może buty? W końcu moje kozaki mają już ze dwa lata! Skandal! ;))) Wolałabym obcas, ale nie umiem w nim chodzić, koturn będzie wygodniejszy... Ach, jak mi wlazły w głowę te czarne kozaczki! Wygodne jak kapcie! Sio!


Najbardziej lubię, jak już na wystawie zauważę coś, co przypadnie mi do gustu.



Ten kożuszek wyszperałam jednak wśród wyprzedaży. Przeceniony z 3000 na 1200 zł. Kurczę, ale okazja! Tylko czemu znowu w brązie? Znowu będzie, że sraczkowaty, a poza tym przecież już postanowiłam, że nie kupuję w tym roku żadnych okryć wierzchnich! 
Sio, idź stąd, kobieto!


A może taki sweterek w jelenie? Jaki drogi! Hmm, to może chociaż berecik? To co, że prawie moherowy? To co? :) Sio!


Płaszczyk w stylu dzidzia-piernik-wielka dama, bluzeczka hippisowska, różne takie... Hm. Sio!


Czas nagli. Jeszcze tylko windą na górę, po strzałkach do celu, chwila w poczekalni (fajne te obrusy, takie wesołe) i masażowy odlot!



Na dworze już zapada zmierzch, a ta nowa JA, zrelaksowana, wypoczęta, z mniejszymi zmarszczkami, wyleczona ze wszystkich chorób (fakt, że o wiele mniej mnie boli zgaga w kolanie!) może udać się do domu, gdzie czekają na nią trzy koty i pies. :) 

Czego i Wam serdecznie życzę, tak jak i miłego dnia. :)

A Wy co dobrego zrobiliście ostatnio dla siebie?


środa, 5 września 2012

Pamiętacie kota Dziadka?

Witajcie. :)

Chcę zacząć od małego wyjaśnienia. 
W momencie, kiedy Kacperek przekroczył próg mojego domu, wzięłam za niego całkowitą odpowiedzialność i mogę obiecać, że zapewnię mu najlepsze warunki, jakie jestem w stanie. Jeśli nie znajdę mu wspaniałego domu, zostanie u mnie. Zgoda?
Nie chcę jednak zakocać mojego domu, bo to zamyka mi drogę do następnych działań.
Zresztą mam inne doświadczenia, np. gdybym nie oddała Minii, nie byłoby tamtego maila, gdybym zatrzymała Melę, nie otrzymałabym niedawno smsa: „jestem Pani tak bardzo wdzięczna, że ją mam” (napiszę o tym wkrótce), gdybym nie wypuściła z rąk Cruelli, nie znalazłaby ona domu, gdybym nie oddała Kamili Dziadka nie powstałby ten dzisiejszy post.
Mam co do Kacpra przeczucie. Ktoś na niego czeka. Ktoś za nim tęskni. Ktoś będzie się o niego bardzo starał.
Jeśli nie, Kacper zostanie z nami.   
I jeszcze jedno. Wiem i pamiętam o osobach, które NAPRAWDĘ pomagają zwierzętom. To właśnie robią „Sąsiadki” z Kociego podwórka. Wciąż mają pełne ręce roboty. Wciąż brak środków. Czy muszę przypominać w tym miejscu niezwykłą Ori? Im należą się słowa uznania.

Post o Dziadku przygotowałam już w zeszłym tygodniu, dziś jednak jest dopiero właściwy dzień na jego publikację. Oto on: 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pamiętacie kota Dziadka? Jeśli nie, to można o nim poczytać TU - początki, TU - łapanka i pierwsze chwile w nowym domu, TU - niezbyt dobre wieści i TU - dużo lepsze. 

Dostałam o nim nowe wieści i z radością przekazuję je dalej, żeby poszło w świat, jak kot i człowiek mogą  uszczęśliwić się wzajemnie. Dziadek to dziki kot z działek. Przez długi czas na widok człowieka uciekał w panice. A teraz?

Oto list od Kamili:

Przepraszam bardzo, że tak długo milczałam, ale trochę się pozmieniało w moim życiu.
(…) Pewnie jest Pani bardzo ciekawa co u naszego DZIADKA. :) 


Nie chciałam wcześniej się odzywać i wysyłać zdjęć, ponieważ kotek przechodził zły okres. Zanim się do nas wszystkich przyzwyczaił, przechodził straszny stres. Każda próba zapoznania go z Zorką nie kończyła się za dobrze. Chociaż tak naprawdę nie było tak strasznie, nie pogryzły się ani razu do krwi itp. Jednak schudł bardzo i z tego całego stresu wygryzł sobie sierść z tylnej łapki do krwi. :( 


Od około dwóch miesięcy jest zupełnie innym kotem. Przyzwyczaił się do wszystkich domowników, także do Michałka, mojego siostrzeńca. Z Zorką też już mają dobry kontakt, bawią się razem i wychodzą na noc. :) Dziadkowi zdarza się nocować na dworze. :)  


Jest strasznym głodomorem i pieszczochem. :) Łasi się do wszystkich, ale tak naprawdę to do mnie  strasznie się przyzwyczaił, chodzi za mną krok w krok. Jak wychodzę z domu, to chodzi po korytarzu i miauczy. Śpi ze mną prawie każdej nocy, ciągle się do mnie tuli i mruczy. Jest kochanym stworzeniem, nigdy nie miałam tak cudownego kota. Bardzo Pani dziękuję za to, że przywiozła mi go Pani i że przede wszystkim zaufała. (…)

Pozdrawiam serdecznie.
Kamila 

Szczęściarz! 
Kamilko, dziękuję za te dobre wieści. Mam nadzieję, że tych kilka trudnych miesięcy pójdzie niedługo w zapomnienie i będziecie cieszyć się jeszcze długie lata, tą niezwykłą przyjaźnią.

zdjęcia są autorstwa Kamili
-------------------------------------------------------------------------------

Ktoś mnie teraz rozumie?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...