Czas na kocie wieści. Dawno ich u mnie nie było.
Babka i Matka o których pisałam TU, wróciły już na swoje stare śmieci.
Spędziły u mnie 10 dni i przypuszczam, że to było dla nich bardzo traumatyczne przeżycie.
Wprost z wiejskiej zagrody znalazły się najpierw na stole operacyjnym,
a potem na rekonwalescencji w mojej pralni.
Po pierwszym szoku, kiedy przyzwyczaiły się trochę do nowej sytuacji, zaczęło im się bardzo nudzić.
Każde moje odwiedziny były przez nie witane entuzjastycznie.
Obie biegły do mnie na wyścigi, łasiły się do nóg, przymilały.
Zmienialiśmy się z MójCiOnem, aby jak najczęściej dotrzymywać im towarzystwa,
a nawet nosiliśmy je na górę, żeby z bezpiecznej pozycji w kontenerkach
mogły się przyglądać życiu rodzinnemu,
a w szczególności życiu naszej bandy (w tej chwili) czworga.
Siedziały jak trusie bardzo z tego zadowolone. :)
W poprzedni czwartek nadszedł dzień uwolnienia (stąd ten dramatyczny tytuł, he, he).
Cała akcja sterylizacji udała się świetnie, ranki po zabiegu ładnie się zagoiły, szwy zostały zdjęte, kotki zabezpieczone przeciwpchłowo, po raz drugi odrobaczone i zapakowane na drogę do kontenerków.
Cała akcja sterylizacji udała się świetnie, ranki po zabiegu ładnie się zagoiły, szwy zostały zdjęte, kotki zabezpieczone przeciwpchłowo, po raz drugi odrobaczone i zapakowane na drogę do kontenerków.
O ile podróż w przeciwną stronę zniosły bez miauku skargi, to teraz było wręcz przeciwnie.
Od początku zaczęły się lamenty i awantury!
Trzymaniem palca przy kratce można było uzyskać chwilową ciszę. :)
Kiedy zbliżaliśmy się do ich rodzinnej wsi pod Sobótką,
w kontenerach odbywał się już "cyrk na kółkach"!
Babka darła japę wniebogłosy, a Matka wyczyniała ekwilibrystyczne figury
i w pewnym momencie wyglądała jak pijany menel,
leżąc kuprem do góry przywalona kocykiem (prawe górne zdjęcie).
Doczekały się! Nastąpił w końcu moment uwolnienia.
Czekała już na nie Dobra Gospodyni, a obie kocie panie przywitały się z nią wylewnie,
po czym z radością pomknęły na podwórko.
Miło mi było patrzeć, jak się cieszą ze swojego powrotu i jestem też pewna,
że będą miały bardzo dobrą opiekę.
Ta kobieta oswoiła je przed zabiegiem, a teraz będzie dokarmiać,
a nawet pozwalać im nocować w czasie mrozów w domu.
Ważne jest dla nich, że pozostaną w miejscu, gdzie od lat mieszkają.
Że będą miały dobrze pod skrzydłami Dobrej Gospodyni,
wystarczy spojrzeć na tego psiego przybłędę, który znalazł u Niej dom.
Zobaczcie, jaką ma wypasioną budę!
A obok... ruiny, syf, kiła, mogiła, rzeczywistość polskiej zaniedbanej wsi. Aż żal patrzeć.
Największy jednak żal, że pojawiły się tam dwie kolejne kotki, z czego jedna już nie ucieka na widok człowieka, a druga jest jeszcze całkiem dzika. Obie są w trakcie obłaskawiania przez Dobrą Gospodynię, a ja czekam na telefon od niej. Będzie powtórka. Chciałabym zdążyć...
Miłego dnia!
Miłego dnia!

.jpeg)