Doczekałam się, nie ma co! Mój własny blog stał się narzędziem do publikowania dla dwóch psich dziewczyneczek. A to Luna do Brzusi, a to Brzusia do Luny, a ja tu tylko jako marny narrator jestem. Jednak cóż zrobić, i Luna, i Brzusia mają wielki talent literacki. Gdzie mnie do nich! Luna pisze:
Dzień, w którym spełniły się dwa marzenia.
Środa. Leżę sobie przed drzwiami wejściowymi i rozmyślam, co to będzie. Jutro przed południem wraca Madzia. Nie mogę sobie wyobrazić, jak to będzie! Słyszałam, że z niej niezła rozrabiara, ale tym bardziej nie mogę doczekać się jutrzejszego dnia.
Czwartek. Wstałam dzisiaj przed 6. Załatwiłam swoje potrzeby na podwórku i czekałam na Madzię pierwszy raz sama w domu. Gdy drzwi się otworzyły, wybiegłam na podwórko i jak szalona biegłam w stronę auta, by w końcu poznać tę PEREŁKĘ - tak pieszczotliwie wołają na Madzię. Pierwsze wrażenie cudowne!!!!!! Zobaczyłam, że jest to dziewczynka dość duża, która oszalała na mój widok. :) Rzuciła torby i wzięła mnie na kolana. Byłam szczęśliwa! Obwąchiwałam ją i dawałam buziaki. Gdy przyglądałam się z bliska, zobaczyłam, że... dziewczynka miała łzy w oczach! Szeptała mi na ucho, że marzyła tylko o mnie i mnie kocha. :)
Byłam zdziwiona - jak to kocha tak od razu??? Chyba przez te jej kolorowe warkoczyki, które ma na głowie, coś się jej pokręciło. :-) Jednak z moją dużą Panią nie ma żartów. Powiedziała do Perełki: "chciałaś pieska - teraz są i obowiązki". Poszły do kuchni i moja Pani przekazała Madzi moją całą wyprawkę. A w tej wyprawce - zabaweczki, smakołyki, podkłady - niezbędne na moje posikiwanie, worki na moje grubsze sprawy - przecież teraz będzie sprzątać Madzia; transporter, bo jestem umówiona z weterynarzem (tym, co mi patrzył długo w oczy), nowe legowisko i miski ceramiczne - aby mi się nie ślizgały po podłodze, smycz, która przyda się w późniejszym czasie, oraz wór karmy z wagą do odmierzania codziennych porcji. Śmiałam się, bo kupili tyle tej karmy, jakby mieli wykarmić jakiegoś niedźwiedzia, a ja jestem zaledwie dwukilowym szczęściem.
Po południu poszłyśmy do ogrodu na materacyk, gdzie się bawiłyśmy. :) Pomyślałam sobie, że jeszcze Magdalena-Iskierka przy mnie nie piszczała i zaatakowałam... Tak! Zaatakowałam jej cudne kwieciste spodenki! Ale był pisk! Sąsiedzi od razu wiedzieli, że Madzia jest w domu. :-)
W ogrodzie jeszcze popróbowałam jeżyn - ale śmieszne te owoce, odskakują jak na sprężynce.
Przyznam się jeszcze, że przed domem już jest nie tylko jedna dziura, ale kilka! Największą Pan mi zastawił kostką brukową, ale dałam radę i kopałam obok. ;-)
Trzecie amciu dała mi Madzia. Jedzonko od niej smakuje wyjątkowo - bo Perełka czeka przy misce, aż skończę jeść. Pokazałam jej w nagrodę mój brzuszek. To taki słodki brzuszek-łakomczuszek. :)
Bardzo lubię poleżeć w ogrodzie po pysznym obiadku - do towarzystwa przyciągnęłam małpkę Madzi - uznałam, że teraz musi się ze mną dzielić.
Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń. Dobrze, że jesteśmy już razem. Powiem ci: bałam się, że jak Perełka zacznie mnie całować i głaskać, to zedrze mi futerko :-) ;-), ale wszystko jest OK. Zdradzę ci jeszcze jeden sekret - niedługo pójdę do szkoły! Madzia szeptała mi do uszka, że jak zacznie się szkoła, będzie mnie zabierać do szkoły zamiast książek, bo jestem taka słodka! ;-)
Teraz kończę, bo muszę się jeszcze poprzytulać i przygotować kolejne psikusy na jutrzejszy dzień. Napisz Brzusiu, jak sobie radzisz z Fiką i Miką i czy spodobała ci się twoja nowa rodzinka.
Twoja Luna
PS. Do mojego ANIOŁA: Dzięki Tobie ja mam kochającą rodzinę, a Madzi marzenie o własnym zwierzaku się spełniło. DZIĘKUJEMY i sto całusów ślemy. :)
Ja tam uważam, że Lunka i Brzusia to są dwa anioły, bo dają ludziom czystą radość, bezwarunkową i absolutną! Oczywiście Brzusia odpisze Lunce. :)
