wtorek, 6 września 2016

Pierwsze chwile Śliweczki i jej synków

Są! Już mam je pod swoją opieką!


Przywiozła je pani Agata (to ona uratowała psią rodzinkę ze wsi) wraz z panią Kasią (która dała pieskom gościnę, mimo małego metrażu mieszkania, dwójki dzieci i staruszka - ślepego psa rezydenta). Tak to wszystko, co dobre, dzieje się: dzięki niezwykłym ludziom. Pani Agata patrzyła na niedolę suni od dwóch lat i pomagała jej, jak mogła, głównie ją dokarmiając. Właściciel przykuł znajdę do budy, gdy miała kilka miesięcy. Trzymał ją tam bez jedzenia, wody i pod gołym niebem. Na noc spuszczał i wtedy suczka musiała się wykarmić. Czasem jadła nawet suche zboże... Leciała na wieś plądrować śmietniki, a w ostatnim okresie musiała przecież wykarmić swoje dzieci, aż piątkę! Nie znam oczywiście całej historii, więc to tylko taki zarys.

Teraz (myślę, że mogę to powiedzieć wprost) na szczęście ten człowiek zmarł i to dało możliwość pani Agacie, by zabrać stamtąd suczkę z dziećmi. 
Pod swój dach we Wrocławiu przyjęła ją pani Kasia, a ona, jak pisałam wyżej, nie ma do tego warunków. To nie jest przeszkoda dla człowieka z sercem, ale z powodu tych warunków cała szóstka nie mogła u niej zostać. Znalazły się dwie osoby chętne na szczeniaki. Jedna nawet przyjechała z Warszawy i w ten sposób dwie maleńkie suczki pojechały już do nowych domów. Za wcześnie, ale cóż, lepsze to niż schronisko, gdzie groził pobyt wszystkim pieskom. 
A gdzie tu ja? W największym skrócie: Pies we Wrocławiu w porozumieniu z Psem w swetrze podrzuciły mi jakiś czas temu zdjęcia tych psinek. Wtedy się nie zdecydowałam, bałam się, ale kiedy wczoraj je zobaczyłam, to serce mi strasznie do nich zabiło. No i są! 

Co już wiem?
Mama, którą nazwałam Śliweczką, to miła, wdzięczna suczka. Jest przeraźliwie chuda, głaszcze się ją po kościach - nieprzyjemne uczucie. Pyszczek na śliczny, kolor sierści oryginalny, budowę proporcjonalną. Wierne, mądre oczy, długie uszka cocker spaniela. Ma wielką potrzebę ruchu, cieszy się, chodząc na smyczy, zaczęła nawet bawić się piłeczką! Przy tej okazji zawarczała na swojego synka, bo on za bardzo się zbliżył do piłki. Śliweczka jest wiecznie głodna, pożera wszystko, jakby nie jadła rok, a nawet odgania od amciu własne dzieci. Piersi ma wypełnione mlekiem, jednak karmi niechętnie, trzeba ją do tego troszkę przymusić. Dziś udało nam się już dwa razy, a zaraz idę to robić trzeci! Najpierw najadła się Śliweczka pysznym kurczakiem z ryżem, potem dzieci popijały z cyca, no i trzeba je było wynieść do ogrodu. Tam wszystkie piesy, ta duża i te maleńkie, robią na komendę siusiu. :)




























Obawiam się, że może być kłopot z zapoznaniem Śliweczki z FikąMiką. Mogą być konflikty. Ech, jakoś trzeba będzie to rozpracować i ułożyć. Kciuki potrzebne.


Co jeszcze wiem?
Maluszki to najsłodsze, najcudniejsze, najmilsze pieski na świecie! :) Nie zdziwicie się, gdy powiem, że je kocham? :)




Śliweczka ma teraz trzech synków. Jak ich nazwiemy? Może jesiennymi imionami? Myślcie, moi drodzy blogowianie! :)

Na razie zdjęcia jakie są, takie są. Będzie więcej. Zapraszam!

PODPIS

Przy okazji bardzo dziękuję Fundacji Węgielek za wsparcie karmą dla piesków, no i pani Agacie i Kasi za podkłady i puchy dla piesów.
Na razie jedzą ugotowane przeze mnie mięsko z ryżem. Pałaszują, aż miło. :)

To ja idę do nich, a Wy czytajcie i pytajcie, no i imiona proponujcie, pliiiss!


poniedziałek, 5 września 2016

Będziecie kibicować?

Zmiana planów! Tak się porobiło, że nie będę domem tymczasowym dla Chapiego,
o którym pisałam ostatnio. Piesek znalazł inny DT.


 Natomiast od jutra zawita do mnie młoda, dwuletnia suczka - prawie cocker spaniel


wraz ze swoimi dziećmi, już tylko trójką, bo dwa maluchy są już w swoich domach. 


Domy znalazły dziewczynki, a u mnie będzie trzech chłopców. :)

Mama spędziła życie przy budzie, na metrowym łańcuchu, karmiona bądź nie, najczęściej nie.
Jest łagodną, zastraszoną suczką, którą trzeba wszystkiego nauczyć, a przede wszystkim pokazać jej, że życie nie polega na cierpieniu, strachu i głodzie.

Będziecie kibicować?
Liczę na Wasze wsparcie, jak zawsze. :)
Trochę mam tremę, czy to tałatajstwo kocie i psie ogarnę...

PODPIS




niedziela, 4 września 2016

Koktajl śniadaniowy Małgorzaty Foremniak, a teraz także mój

Pewnego dnia oglądnęłam ten filmik:


I mimo że codziennie coś oglądam, a zalew informacji płynących zewsząd jest nie od ogarnięcia, 
to jakimś trafem wzięłam sobie do serca ten przepis. 
Widocznie byłam na niego gotowa, a on odpowiedział na tę gotowość.





Od tego dnia, a było to z 2 miesiące temu, każdy dzień zaczynam od Szefirka,
a świadomość, że odżywiam wszystkie swoje komórki, mile łechce tę część mnie, 
która od zawsze pragnęła zdrowo jeść, tylko jej nie wychodziło. :)

Oto podstawowy przepis, na bazie którego można potem szaleć, dodając różne dodatki.

Przygotuj:

• szklankę mleka orzechowego
• łyżkę miodu
• łyżkę oleju kokosowego
• łyżeczkę lecytyny
• glony w formie galaretki lub pokrojone w kostki mango
• szczyptę soli
• kroplę ekstraktu waniliowego
• truskawki, jagody, poziomki lub banany
• opcjonalnie: łyżeczkę kakao.

1. Do blendera wlej szklankę mleka orzechowego. Można je przygotować samodzielnie, wystarczy tylko zmielić orzechy i wodę.
2. Dodaj łyżkę miodu, łyżkę oleju kokosowego i łyżeczkę lecytyny. Lecytyna wiąże olej z mlekiem i korzystnie wpływa na działanie mózgu, poprawiając pamięć i koncentrację.
3. Dodaj glony lub pokrojone w kostki mango. Glony są bogatym źródłem żelaza, wapnia, magnezu i potasu oraz witamin A, B, C i D. Docenią je również osoby aktywne fizycznie, gdyż zawierają duże ilości białka.
4. Przypraw szczyptą soli.
5. Dodaj odrobinę ekstraktu waniliowego.
6. Do tak przygotowanej bazy dodaj owoce. Zimą doskonale sprawdzi się koktajl na bazie bananów z odrobiną kakao.

Gotowe!


Do mojego koktajlu dodatkowo dodawałam* sproszkowane algi - chlorellę i spirulinę. 

Mikroalga chlorella jest jednokomórkowym zielonym glonem, rosnącym w najbardziej nasłonecznionych częściach zbiorników słodkowodnych. 
Jest jednym z najstarszych organizmów żywych na Ziemi 
i stanowiła źródło pożywienia przez tysiące lat.

Chlorella jest bardzo bogata w składniki odżywcze. 
Zawiera duże stężenia witamin i minerałów oraz wszystkie aminokwasy egzogenne.

Ale chlorella to przede wszystkim zbawienny dla nas chlorofil.

Czy jest jakiś pokarm, który jedzony codziennie jedynie w ilości 5 gramów po paru miesiącach jest w stanie oczyścić ciało oraz dowartościować pozostałe pożywienie? - pyta PepsiEliot.
Tak, to chlorella - odpowiada. 


Spirulina, jako  bardzo silny konglomerat przeciwutleniaczy, chroni przed rakiem, infekcjami, stanami zapalnymi, cukrzycą i chorobami serca.

Ma również właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, niszczące bakterie i wirusy, takie jak HIV-1, enterowirus, wirus cytomegalii, odry, świnki, grypy A i herpes simplex. 

Może wzmocnić układ odpornościowy organizmu, przez co produkować więcej monocytów, komórek NK i makrofagów. Monocyty, komórki NK i makrofagi potrafią niszczyć inwazję patogenów w organizmie.

Wpływa na czyszczenie krwi i transport tlenu do komórek. Za pomocą biodostępnego białka buduje masę mięśniową, a pozwala na pozbywanie się masy tłuszczowej.

Posiada wysoki poziom L-tryptofanu, aminokwasu wytwarzającego w mózgu neuroprzekaźniki w postaci serotoniny i melatoniny, przez co jest bezprecedensowym stabilizatorem chemii mózgu, poprawia nastrój, poprawia pamięć, daje uczucie spokoju i szczęścia.

Pielęgnuje skórę i włosy, zapobiega utracie włosów i skutkom starzenia, 
odmładzając organizm od wewnątrz.

Detoksykuje organizm i oczyszcza z metali ciężkich. 
Wnika w głąb i wiele innych rzeczy świetnych potrafi zrobić dla naszych organizmów.









Koktajl zawiera też lecytynę:
Lecytyna to superpożywienie, bo buduje wszystkie komórki naszego ciała. 
Zażywana lecytyna wpływa na układ nerwowy, hormonalny i ruchowy. 
Dlatego jej oddziaływanie jest także bardzo szerokie:

  • zwiększa pamięć i koncentrację
  • zmniejsza napięcie nerwowe
  • wspiera przemianę materii
  • zwiększa wydolność mięśni i przyspiesza regenerację
  • opóźnia procesy starzenia
  • ochrania wątrobę
  • obniża poziom cholesterolu
  • rozrzedza krew, zapobiegając tym samym miażdżycy i zawałowi
  • wpływa na seksualność mężczyzn
  • buduje odporność
  • walczy z toksynami

Jest w nim także miód i olej kokosowy, których to właściwości prozdrowotne są ogólnie znane.


* Napisałam wyżej: Do mojego koktajlu dodawałam sproszkowane algi - chlorellę i spirulinę. 
Już tego nie robię, bowiem one barwiły mi zęby na ciemnozielono... :)
Teraz kupiłam oba te glony w tabletkach i łykam je przed wypiciem koktajlu. 


Bardzo lubię mój poranny koktajlowy rytuał, bawię się smakami i kolorami. To moje pierwsze śniadanie. Jestem najedzona do ok. 12.
A te kolory! Bomba!

Polecam!

PODPIS




czwartek, 1 września 2016

Badanie krwi na obecność antygenu retrowirusa kociej białaczki (FeLV)

Kolejny z serii postów edukacyjnych, który zawdzięczam Beacie R. Dziękuję!

***

Organizm kota zainfekowanego wirusem wytworzył antygen, czyli białko, które zmusza układ immunologiczny do wytwarzania przeciwciał i równocześnie białko to potrafi łączyć się ze specyficznymi przeciwciałami, specyficznymi – tzn. że nie z dowolnymi. I ta ostatnia cecha jest wykorzystywana do wykrywania antygenu konkretnego wirusa.


Metoda pierwsza – zwykle stosowana jako pierwsza, bo najprostsza:
test immunochromatograficzny (to nie jest ELISA !)

Pasek papieru, zwany membraną, służy do przemieszczania płynnego materiału próbki (do rozpływu krwi wzdłuż niego, zjawisko kapilarne). Wcześniej membrana została nasączona specyficznymi dwoma przeciwciałami (jednym unieruchomionym na powierzchni membrany w miejscu, gdzie może wystąpić kolorowe zabarwienie, oraz drugim ruchomym przeciwciałem oznakowanym złotem). Poszukiwany w próbce krwi antygen potrafi łączyć się z obydwoma przeciwciałami, ale same przeciwciała (bez antygenu) nie połączą się ze sobą. Najpierw antygeny obecne we krwi łączą się z przeciwciałem oznakowanym złotem i płyną w kierunku kreski, gdzie naniesione są te drugie nieruchome przeciwciała. „Ozłocony antygen” przyłącza się do nieruchomych przeciwciał, tworząc kompleks, który ma konkretny kolor (czerwony). Gdyby antygenu nie było, kompleks by nie powstał i nie zaczerwienił. Druga kreska – kontrolna zrobi się czerwona, jak tylko wilgoć próbki dotrze do niej. Mówi to o prawidłowym rozpływie materiału próbki i o prawidłowej jej ilości.

Wady: Wynik jest jakościowy, a nie ilościowy. Wynik fałszywie pozytywny, gdy podobne białko do poszukiwanego antygenu zwiąże się z przeciwciałami, a nie jest antygenem białaczki (około 50 % przypadków). Wynik fałszywie negatywny, gdy wirus jest w fazie latencji (jest, ale ukrywa się i nie prowokuje powstawania antygenów). Wynik jest fałszywie negatywny, gdy z jakichś powodów pato-immunologicznych nie wykształciły się antygeny, choć wirus jest obecny (a tylko antygeny są namierzane, nie wirusy). Wynik jest fałszywie negatywny, gdy stężenie antygenu (mówiące jednak o obecności wirusa) jest za małe, by zobaczyć zakolorowanie (potrzebna czulsza metoda). I wreszcie wynik jest fałszywie negatywny, gdy na skutek statystycznego odchylenia od wzorca (różnorodność natury i jej dewiacji) poszukiwany antygen ma nieco inną specyficzność i ze wzorcowymi przeciwciałami nie zwiąże się, a jest antygenem białaczki (ok. 10 % przypadków fałszywie negatywnych).

źródło procentów: strona 9:
https://www.idexx.com/files/small-animal-health/products-and-services/snap-products/snap-triple/aafp-feline-retrovirus-management-guidelines.pdf


Metoda druga – łatwo dostępna:
ELISA - test immunoenzymosorpcyjny (enzyme-linked immunosorbent assay)
Jest wiele odmian. Ale ogólna zasada jest wspólna. Na podłożu (denko mikroprobówki) jest umieszczone specyficzne przeciwciało, które przywiera do podłoża (nadmiar, który nie przywiera, jest wypłukany). Na podłoże podaje się badaną próbkę. Jeżeli próbka zawierała poszukiwany antygen, to białka te połączą się ze swoimi specyficznymi przeciwciałami na podłożu. Po przepłukaniu mikropróbówki zostają tylko przeciwciała i ich antygeny, o ile były obecne w próbce. Tylko, że tego nie widać gołym okiem. Dlatego dodaje się kolejne przeciwciała, znakowane enzymem, które łączą się z inną częścią antygenu, nie przeszkadzając w poprzednim połączeniu. I kolejne płukanie. Jeżeli antygenu nie było (brak nosicielstwa), nie pozostaną żadne przeciwciała, znakowane enzymem. Jeżeli był, to jest on spułapkowany między warstwą pierwszego specyficznego przeciwciała i drugiego specyficznego przeciwciała. Teraz wystarczy wyzwolić reakcję enzymatyczną (czyli wzmacnianą (!) udziałem enzymów), dającą w efekcie zakolorowanie. Intensywność koloru mierzy się metodami prześwietleniowymi lub odbiciowymi i określa ilościowy wynik (korzystając z krzywej kalibracji uzyskanej dla znanych stężeń). Dzięki wykorzystaniu enzymów uzyskano większą czułość, lepszą wykrywalność małych stężeń, w stosunku do metody immunochromatograficznej i do tego wynik ilościowy, a nie jakościowy. Natomiast wady nie zmieniły się.


Wady: Wynik fałszywie pozytywny, gdy podobne białko do poszukiwanego antygenu zwiąże się z przeciwciałami, a nie jest antygenem białaczki (około 50 % przypadków). Wynik fałszywie negatywny przy latencji wirusa lub gdy na skutek statystycznego odchylenia od wzorca poszukiwany antygen ma nieco inną specyficzność i ze wzorcowymi przeciwciałami nie zwiąże się, a jest antygenem białaczki (ok. 10 % przypadków).


Metoda trzecia – namierza wroga, nie jego ślady:
PCR - Reakcja łańcuchowa polimerazy (polymerase chain reaction)

W warunkach laboratoryjnych, posiadając fragment wzorcowy poszukiwanego DNA (np. fragment DNA konkretnego wirusa), doprowadza się do powielenia DNA w próbce, zgodnych z zadanym fragmentem. W procesie powielania DNA wykorzystuje się polimerazę wyizolowaną z bakterii (takie małe, a tyle potrafi!!!). Jako że powielanie, to wzrost wykładniczy, metoda jest bardzo czuła. Pozwala na wykrycie nawet pojedynczej cząsteczki DNA. Do tego jest to metoda specyficzna – przy doborze odpowiednich fragmentów wzorcowych, powielaniu ulega tylko jeden odcinek DNA, ten poszukiwany. Metoda potrafi stwierdzić obecność wirusa z bardzo dużą czułością. Nawiasem mówiąc, nagroda Nobla z 1993 roku. Czy metoda ma wady? Retrowirusy szybko mutują, razem ze swoim DNA. Dla najnowszych mocno przekształconych mutacji nie będzie wzorców gotowych do użycia. Czyli wynik może być fałszywie negatywny, choć zdarzyć się może niezwykle rzadko (0,2%). Natomiast wynik pozytywny – to pewność na obecność wirusa.


PODPIS



Nie oczekuję tu żadnych komentarzy, oczywiście. To opracowanie może przyda się komuś, kto znajdzie się w podobnej sytuacji jak ja.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...