niedziela, 17 marca 2019

Bellissimo Belmondo/Belluś/Belli

Trudno w to uwierzyć, a jednak trzeba: tak piękny, rasowy kot (syberyjski - neva masquarade) jak Belmondo (przechrzczony potem przez moją wnusię na Bellusia) został najprawdopodobniej po prostu porzucony! Jak inaczej tłumaczyć fakt, że nikt go nie szukał? Czy można sobie wyobrazić, że kochający kot stałby się tak bardzo zaniedbany, a czuły opiekun nic by z tym nie zrobił? Historia, jaką opowiedział mi Belluś, jest smutna: ktoś go wykorzystywał jako reproduktora, zarobił na nim,  dopuścił, by wypadł z dużej wysokości, nie wyleczył, nie pomógł i kiedy kot zaczął sprawiać problemy, wyrzucił za drzwi.

Nie wiem, czy będzie ciekawe czytanie o tym, ile pracy i zabiegów wymagało doprowadzenie go do sprawności i formy, ale cóż - taka jest rzeczywistość.



Belluś został zauważony przez sąsiadów w jednej z wrocławskich dzielnic. Kot kręcił się po ogrodach w poszukiwaniu jedzenia; ludzi się bał, ale gołym okiem widać było, że jest z nim nie halo. Sąsiedzi skrzyknęli się więc, klatkę-łapkę ode mnie pożyczyli i kota upolowali. :)
Szybko okazało się kilka rzeczy. Po pierwsze, że to niekastrowany kocur, który lubi sobie w domu siknąć. Po drugie, że nie toleruje innych kotów i bez ostrzeżenia od razu je atakuje. Po trzecie, że zamiast sierści ma jedną wielką dredową skorupę, oko zaropiałe i zaklejone. Po czwarte zaś, że jest po prostu przemiły!
O pomoc w ogarnięciu go poprosiła mnie przyjaciółka ZMD Marysia - to u niej kot spędził pierwszy tydzień  - i tak oto 27.01.19 r. Za Moimi Drzwiami znalazło się to cudo. To był obraz nędzy i rozpaczy, mimo że na zdjęciach słabo to widać. Gruba sierść maskowała chudość kota i ogólne zaniedbanie. Z obu stron szyi paprzące się rany - stare ropnie, podrapana głowa w strupach, sierść makabrycznie zmechacona, oko zapadnięte i zaropiałe, zęby jakieś takie dziwne...




 Od razu pognaliśmy do weta i do fryzjera!


Dredy, pod którymi kot miał odparzoną skórę; musiał bardzo cierpieć. 



Moja pani wet od razu skierowała nas na dalsze konsultacje w sprawie oka i zębów - i słusznie, bo jak się potem okazało, obie te sprawy wymagały specjalistów. Zaczęliśmy wędrówkę po wetach i konsultacjach, którą skrócę tu do kilkunastu punktów. Tego cudownego kota czekało:

- pierwsze badania kompleksowe krwi (w tym testy FiV, FelV - ujemne)
- kastracja 
- drugie, doprecyzowujące badania krwi (wyniki OK)
- fryzjer, gdzie trzeba było wygolić go do skóry
- pierwsza konsultacja okulistyczna (należy nieczynne oko usunąć)
- druga konsultacja okulistyczna (należy wykonać plastykę powiek)
- konsultacja behawiorystyczna*
- trzecia konsultacja okulistyczna (poczekać z decyzją miesiąc)
- konsultacja stomatologiczna.

Tu zatrzymam się na chwilę, bo warto podkreślić, że urazy jakich nabawił się Belli, były już zadawnione i bardzo poważne. Lewe oczko nie działało wcale, zapadło się, rzęsy drażniły rogówkę, a to powodowało okropny ból. Ropa się lała... Dlaczego oko się zepsuło? Pewnie z powodu walk, jakie musiał staczać jako kocur niewykastrowany i wychodzący - dostał pazurem po oku, nikt tego nie leczył... Niestety również prawe oko nie pracowało do końca sprawnie, ale to z powodu wady wrodzonej brodawki nerwu wzrokowego - ten fakt miał dla mnie duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji, jak z nim postąpić. 
No a zęby... Tragedia! Zęby okazały się w większości połamane, miazga na wierzchu, żuchwa pęknięta - to dopiero musiało go boleć! Typowe obrażenia dla kota, który wypadł z okna, z balkonu, z dużej wysokości (błagam - siatkujcie!!).
Wracam do mojej listy:

- pierwsza operacja stomatologiczna, podczas której zrobiono RTG czaszki i usunięto osiem połamanych zębów, w tym wszystkie kły...
- wizyta domowa wetki: podawanie kroplówki, żeby kotka przepłukać po zabiegu (dalsze robiłam sama).

Belli po operacji...
I znowu muszę zrobić bardzo ważną dygresję, ponieważ to istotne dla historii Belmonda. Kiedy kotek zjawił się u mnie, był z nim olbrzymi kłopot. Kot załatwiał się poza kuwetą, co brzmi może nie tak groźnie, ale gdy napiszę wprost, że zasikał mi cały koci pokój tak, że nie nadążałam z czyszczeniem, praniem, wywabianiem, wyrzucaniem i odsmradzaniem - będzie łatwiej sobie wyobrazić, jak to wyglądało.
Poza tym kot był strasznie niespokojny; gdy zostawał sam, chodził po kocim pokoju jak lew po klatce, wył, płakał i nic go nie mogło ukoić. Ach, byłam nim załamana po stokroć! Debatowałyśmy z Marysią i Ewą, co tu zrobić z takim osobnikiem. Wezwałam nawet behawiorystkę*, która jednak wysoko oceniła warunki, w jakich kot przebywa: liczba kuwet, miejsc do schowania, miejsc wypoczynku - zasobów dostępnych dla kota. Piszę o tym, bo to niesamowite, że po operacji usunięcia połamanych, bolących zębów... wszystko się zmieniło! Kot przestał sikać poza kuwetą!! To było jak cud! Dla mnie to był jednoznaczny dowód na ból, jaki musiał mu towarzyszyć. Ból to stres, więc radził sobie jak umiał.

Belli szybko dochodził do siebie po operacji, czuł się wyraźnie lepiej. Uspokoił się, wyciszył i pokazał, jak cudownym, miłym i oddanym jest kotem. Ech, o tym jeszcze napiszę. Skończmy listę. :)


Belli kocha słoneczko i wyglądanie przez okno. 


Przez czas dochodzenia do siebie po drugiej operacji (pierwsza to kastracja) kotek sprawował się cudnie.

Gadułka prosi o napełnienie miseczki. :)

Dalsze działania to:
- kompleksowe badania krwi, kału w kierunku pasożytów, moczu - przed kolejną operacją
- USG brzucha
- ostatnia konsultacja okulistyczna z ostateczną decyzją, że zrobimy mu plastykę powiek, żeby oszczędzać kąt widzenia w drugim oku (po usunięciu gałki ocznej w drugim oku kot traci 30% z kąta widzenia, a to drugie oko też nie jest do końca sprawne)
- zabieg wykonania plastyki powiek
- założenie stabilizacji żuchwy oraz oczyszczenie i założenie szwów na babrzącą się ranę po kle.


Biedak po kolejnej operacji.


Stabilizacja żuchwy ma na celu spowodować, że żuchwa się zrośnie - miejsce złączenia dwóch jej części zostało na nowo odświeżone, a żuchwa zespolona za pomocą dwóch cyrkularzy.


No i niestety po tej operacji Bellusiowi znowu zdarzało się nasikać na podkład... Dla mnie to już jasny znak, że przeszkadzają mu druty pod językiem - tam ma złączenia tych stabilizujących okręgów. Co by się nie działo, 6-8 tygodni musi z nimi spędzić.


Ostatni czas mimo kilku operacji był dla nas cudowny. Belli okazywał mi każdego dnia, jak mnie kocha. Uspokoił się, wyciszył, dostosował do rytmu dnia. Kiedy go odwiedzałam w kocim pokoju, nie odchodził ode mnie na krok. Wypracowaliśmy sobie leniwy, ale bardzo miły sposób spędzania czasu - w łóżku! :) Brałam go do niego, a Belli uwielbiał się na mnie kłaść, ja go głaskałam, pieściłam aksamitną, odrastającą sierść, mięciutką główkę, skórkę za uszkami, opowiadałam mu, jakim jest cudownym kotem i że będzie zdrowy, szczęśliwy... Jego oczy wpatrzone w moje...  Magiczne chwile.



Luty był dla mnie trudny, przewaliło się przez moje i tymczasowe zwierzaki mnóstwo konsultacji i operacji: Carino, Belmondo, Bajka, Stefcia, Mika. Miałam dość, więc ten spokojny czas z Bellusiem był mi potrzebny jak tlen.





No i nastał ten dzień... Ostatnie przytulaski. Ostatni filmik, ostatnie zdjęcia...



No i... NOWY DOM!!! 



Nie muszę Wam pisać, że strasznie bym chciała, aby ten wyjątkowy, cudowny, oddany, piękny, miły, dzielny kot oraz jego nowa rodzina byli szczęśliwi razem. Niech się stanie! Kocia bogini, liczymy na ciebie!
Wyleczenie tego kota - konsultacje, operacje, badania, suplementy (brał Vetomune, Zylkene, Calmvet), karma itp. - było możliwe dzięki Waszemu udziałowi w Bazarku Za Moimi Drzwiami. Dzięki zgromadzonym w nim funduszom mogłam to robić na najwyższym możliwym poziomie. Wydałam na to kilka tysięcy złotych... Ok. 4000. Dziękuję Wam!

Zawsze pozostanę wdzięczna za dobrą energię, kibicowanie, puffanie i że jesteście.

A Bellusiowi dziękuję za miłość, jaką mnie obdarzył, za to, że mogłam go poznać i mu pomóc. Wyjątkowy czas, wyjątkowy kot. Jestem szczęściarą!

PODPIS

A w nowym domu, w pierwszy wieczór tak: KLIK.


30 komentarzy:

  1. Kibicowałam Bellusiowi cały czas i bardzo się cieszę, że znalazł stały dom. Życzę mu wiele szczęśliwych lat, a jego nowej Rodzinie jak najwięcej radości z obcowania z takim KOTEM.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne co Pani napisała.. Tak się ciesze że Belus ma nową rodzinę.. I inne kociaki też.. Jest Pani Wielka Pani Gosiu.. Miłość i poświęcenie . Cudowne.Gdyby więcej takich ludzi było. ����

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wiesz zmieniłam miejsce zamieszkania. Odkąd tu mieszkam (w październiku 2018 minął rok) ani razu nie widziałam nawet pół kota szlajającego się po ulicy bądź podwórku. Czasami latem, późnym popołudniem, na sąsiednim podwórku zasiada na foteliku jakaś pani a przy jej nogach, niczym "przymurowany" siedzi kot.
    I to jest jedyny kot, jakiego widuję. Psów bezpańskich też tu nie ma. Wysnułam wniosek, że jednak można uregulować sprawę rozrodu, hodowli i posiadania w domu zwierząt. Warunkiem jednak jest opracowanie odpowiednich przepisów i ich egzekwowanie, czyli konsekwencja w działaniu władz.
    A tego właśnie w Polsce brakuje.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, to niesamowite co piszesz. Chłonę takie wieści jak gąbka, bo to napawa nadzieją, że i u nas kiedyś...

      Usuń
  4. Och, Gosiu... jakie Ty masz w sobie ogromne pokłady miłości! Tak, wiem, dostajesz również wiele miłości od swoich zwierzaków, ale zupełnie co innego jest wziąć do domu biedną znajdę, kochać ją, karmić, dbać o nią, a zupełnie co innego tygodniami leczyć biedactwo, walczyć o jego życie oraz ze spokojem i zrozumieniem znosić uciążliwości typu sikanie po kątach. Kocie Belmondo, bądź zdrowy i szczęśliwy u nowej rodziny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz pojęcia, Julito, jak panikowałam i się zamartwiałam. Z dzisiejszej perspektywy widzę jak wiele tych emocji było przesadzonych, ale cóż... następnym razem też tak będę czuć. Ten typ tak ma. :)

      Usuń
  5. Cieszę się , że ten przecudny kot znalazł swój domek, teraz tylko samych najlepszych chwil życzę jemu i jego nowej rodzince😀Oby mu już zdrówko nie szwankowało!

    OdpowiedzUsuń
  6. Do tej historii jeszcze nie raz będę wracać.Wielki szacunek i uznanie dla ludzi którzy nie przejdą obojętnie i są w stanie pomóc potrzebującemu pomocy zwierzakowi. Gosiu wiem że jeszcze nie raz pomożesz,bo już taka jesteś, dlatego jesteś szanowana.Tyle osób śledziło każdego dnia co z Bellim,wszyscy go pokochali i każdy życzył mu dobrze i niech ma dobrze w nowej rodzinie, należy mu się😽😽😽

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja będę wracać do tej historii. Blog już nie żyje tak jak kiedyś, jednak najważniejsze historie muszą na nim wybrzmieć. :)

      Usuń
  7. Kolejny cud ZMD, a pierwsze chwile w nowym domu zdają się zapowiadać cudu kontynuację!
    To nie tylko radość, że Bellusiowi się jednak udało, bardzo wszyscy potrzebujemy takich pięknych, sercem pisanych historii, a w dodatku z happy endem!
    Galia Anonimia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech te happy endy wciąż się przydarzają! Masz w tym niemały udział - dziękuję!

      Usuń
  8. Podsumowując, po parszywym okresie w życiu i spotkaniu na swej kociej drodze nieodpowiednich ludziów, wygrało kocisko kumulację, strzeliło mu się szósteczkę i dostało mu się dożywotnie all inclusive ;)))) To dobrze dla wszystkich. Dla kota, bo wiadomo, dla nowego Personelu, bo dostąpił łaski i zaszczytu, dla Ciebie, bo z TAKIM Personelem to nic tylko lekko na sercu! Ściskam i pozdrawiam wszystkich zainteresowanych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wciąz boję się cieszyć, bo wiesz... zapeszyć można, więc nic nie powiem tylko oddam uścisk. :)

      Usuń
  9. Wszystko śledzę na FB, przeżywam troski i radości , kibicuję Bellusiowi od początku ;-)
    Kocham Cię Gosianko za to co robisz i ile serca wkładasz w każde ratowane stworzenie ♥ :*
    Niech mu będzie jak w niebie w nowym domku :D


    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo się cieszę, że kociak znalazł kochający dom, powodzenia mu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Belli powodzenia! Tyle się wycierpiałeś. Zasłużyłeś na wspaniały domek.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tyle cierpienia, ale wyprowadziłam Gosiu kolejnego biedaka na prostą.Chyle czoła i bardzo sie cieszę,że Bellus znalazł odpoweidzialny i wspaniały dom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ja się cieszę! Wybór domu zawsze obciążony jest błędem, a ja wybieram głównie sercem i cieszę się, że dobrze mi podpowiedziało. :)

      Usuń
  13. I nawet moje wierszyki nie są potrzebne:)
    Nie wiem, kiedy do nich wrócę :(:(:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Ninko, twoje wierszyki są bardzo potrzebne, nawet na koniec - jako podsumowanie historii zwierzaka. Może napiszesz o Bellim? Ja po prostu wstyd się przyznać, zapomniałam o tej możliwości. Oj, wybacz!

      Usuń
    2. Gosiu, ale ja nie o tym, tylko o tym, że strasznie mi nie idzie pisanie wierszyków, strasznie... Ale będę próbować, tylko nie oczekuj szybkiego efektu.

      Usuń
  14. Biedny Belli ... ale teraz wszystko idzie ku najlepszemu życiu ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem i będę do końca świata i do końca świata będę mazać moje obrazki jeśli tylko komukolwiek się podobają. jedynie w ten sposób mogę Ci pomóc i odwdzięczyć się za to, co robisz dla kotów i - w gruncie rzeczy - dla ludzi, których ludźmi nazywać się nie powinno.

    OdpowiedzUsuń
  16. Śliczny jest ten kot! Mam nadzieję, że wszystko będzie ok!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...