Dzień dobry!
Gotowi na wycieczkę? Jest nas spora gromada i wciąż dołączają kolejne osoby! Pojedzie z nami, oprócz osób wczoraj wymienionych, ich rodzin, dzieci i zwierząt jeszcze Gdusia.wp i Ewa z moichtworówprzetworówi, Agata z Lengerich, Giga oraz jeszcze jeden mężczyzna: Zbyszek. :)
Zapraszam kolejne osoby, składanie życzeń nie jest żadnym wymogiem, a wręcz czas już o tym zapomnieć!
Zaczynamy przygodę, proszę wsiadać do samolotu i lecim!
Lotnisko we Wrocławiu jest na najwyższym poziomie, można być dumnym.
Lądowanie w Charleroi (tylko po półtorej godzinie) pokazało, że inne miasta nie mają powodów do takiej dumy (nadzwyczaj było twarde to lądowanie, szczerze mówiąc, to pilot nieźle walnął kołami w ziemię, aż mi okulary spadły! Odruchowo złapałam oczywiście MójCiOnego za ramię, a on złapał fotel przed nim - widać, kto ma w kim oparcie).
Cieszmy się więc, że udało się nam wylądować. :) Fanfary! Brawo!
Z lotniska jedziemy do Brukseli autobusem - godzinkę.
Czas zameldować się w hotelu, pokój mały, dość ciemny, ale przecież będziemy tam tylko nocować. Ciekawe, czy zmieścimy się wszyscy... Jakieś 150 osób + niewiadoma liczba sierściuchów. Hm...
Śniadanko znośne. Ja lubię jogurt z płatkami i owocami, MójCiOn preferuje jajeczniczkę z boczkiem. :) A Wy?
Pierwsza okazja do śmiechu to hotelowy barek. Na drzwiach lodówki dumny napis informuje, że w trosce o drogiego klienta hotel przygotował wyjątkową, bezpłatną butelkę wody... A po otwarciu drzwi: faktycznie! Jest! :)
Jak zacząć zwiedzanie? Jak prawdziwi turyści: autobusem turystycznym. :) Od jakiegoś czasu lubię tę formę, bo daje ona możliwość przyglądania się życiu miasta z wygodnej perspektywy piętrowego autobusu, który jeździ od jednego ciekawego miejsca do drugiego, można na każdym przystanku wysiąść i w ramach tego samego biletu z powrotem wsiąść, kiedy już się zobaczyło wszystko, co się w danym miejscu chciało popodziwiać.
Lubię być turystką w wielkim mieście. Mieszkańcy gdzieś się śpieszą, idą do pracy, na zakupy, myślą, co by tu ugotować na obiad, a ja beztroska, bez żadnych obowiązków, no chyba że weźmiemy pod uwagę, że trzeba pić pyszną kawkę i jeść lody! :)

Bruksela jest pięknym miastem, z mnóstwem zabytków, zachwycającym, aż kapiącym od bogactwa rynkiem, oraz z dzielnicami, gdzie króluje nowoczesność. Bywa jednak, że oba te style mieszają się ze sobą i tak jest np w okolicach Europarlamentu. Nie miałam ochoty na zwiedzanie tego miejsca, które kojarzy mi się ze wstydem za zachowanie pewnych posłów, ale skoro już tam się znaleźliśmy, skorzystaliśmy z okazji. Trzeba przyznać, że nasi europarlamentarzyści mają nieźle. Budynki są nowoczesne, czyste, piękne i jest tego całe miasteczko. W kawiarni obok piliśmy colę i mieliśmy niestety okazję słyszeć popisy jednego takiego kogucika z przypiętą na piersi tabliczką. Mówił bardzo głośno i jego jedynym tematem było "JA". "Ja to, ja owo, ja, ja, ja, ja, ja... kiedy ja byłem New York...". On nie był w Nowym Jorku, ON był w "Niu Jork" i ta nazwa wypowiadana była z amerykańskim akcentem, musicie sobie to wyobrazić, żeby zobaczyć groteskę tego zachowania! Przesiedliśmy się, żeby go nie słyszeć. Kolejnym zgrzytem była naklejka, którą ktoś nakleił na tabliczce z nazwą ulicy "Solidarność", a brzmiała ona "ratuj Polskę". Sam se ratuj, baranie jeden! Najlepiej innych od swojej osoby uratuj.

O wiele ciekawszy był pochód chłopców, którzy popisywali się rzucaniem chorągwi, łapaniem ich w powietrzu, podczas gdy przechodnie bili brawo. :)
Zgłodnieliście? Czas coś przekąsić! Mogą być żeberka z grilla lub steki? Smacznego!
Sama katedra też jest imponująca, gdyby chcieć obejrzeć wszystko dokładnie, można by tam spędzić cały dzień! Co ciekaw,e ściągnęli ode mnie pomysł robienia komiksów! A to łobuzy!
Po takiej dawce historii i zadumy zasłużyliśmy na coś lżejszego. Idziemy na zakupy? Kupmy sobie czekoladki w jednym z tych słynnych sklepów z belgijską czekoladą, gdzie sprzedawcy podają towar w białych rękawiczkach, gdzie można kupić prawdziwe czekoladowe cuda, wszystko z czekolady! Piękne są te sklepy.
A może któraś z pań skusi się na torebeczkę? Modna - czerwona, jedyne 3800 euro.
Albo buty, 200-300 euro?
A może te torebki? Są trochę tańsze, tak ok 1500 euro... W tym sklepie nie widziałam ani jednej klientki, mimo że przechodziliśmy tamtędy wiele razy.
No i proszę! Robiąc zakupy (to nic, że tylko w wyobraźni), znaleźliśmy przypadkiem najsłynniejszego siusiającego chłopca na świecie. Czy wiecie, że ta figurka posiada swoje kosztowne stroje podarowane jej przez najmożniejszych tego świata i ubierane na specjalne okazje? Dzikie tłumy robią jej setki zdjęć na minutę. Zrobiłam i ja. :)
Kolejne sklepy i kolejne dylematy...hmmm, czy kupić którąś z tych koszul jako nagrodę w następnym konkursie? Pasowałaby do pewnego Trolla, a raczej do kubków, które dostał... Ech, nie mogłam się zdecydować, która ładniejsza. :)
Zwiedzanie jest tak wyczerpujące, że teraz właśnie należy napić się kawy mrożonej. :) Pychota!
Kolejna rzecz, z której słynie Belgia, to rękodzieło. Można tu kupić przepiękne gobeliny, hafty i koronki. Nie mogłam się oprzeć temu fartuszkowi i MójCiOn kupił mi go jako kolejny urodzinowy prezent! Jest tak delikatny i klimatyczny, że chyba go nie założę :) Kupił mi jeszcze coś! Zobaczycie na końcu. :)
Słońce zaczyna zachodzić - to fajny pretekst, żeby przysiąść w kawiarni i obserwując ludzi, zajadać ze smakiem lody. Ech, żyć nie umierać! Uwielbiam lody!
Knajpki się zaludniają. Na ulicy Rzeźniczej panuje niesamowity tłok, mimo że restauracje są tu jedna przy drugiej i zajmują całe chodniki, czasem trudno o miejsce. Na rynku gra świetny zespół młodych chłopaków. Porywają swoją dynamiczną, skoczną muzyką publiczność do podrygiwania, tańczenia i wrzucanie im groszy do kapelusza.
A na kolację muszle. MójCiOn się zajada, ja nie mogę na to patrzeć. :(
I spacerkiem przez ciemny już rynek do hotelu...
Młodzi nie potrzebują miejsca w knajpie. Szkoda kasy.
I przed snem ostatnie podziwianie, cieszenie się z mojego zakupu: ta oto koronkowa parasoleczka będzie mi przypominała Brukselę. Pasuje do mojego pokoju! Ach, jaka śliczna!
Do czwartku, o ile ktoś jeszcze raz narazi się na tak długi post. :)))
Na środę nie dam rady przygotować ciągu dalszego (a będzie o wyjątkowym miejscu w Belgii), będzie więc przerywnik kulinarny - bardzo smaczny!
Dziękuję za wytrzymałość. Bycie turystą to ciężki kawałek chleba!
Miłego, wesołego dnia. :)
PS. Amisia wciąż prosi o głosy! Można głosować raz dziennie (do piątku) z każdego IP, z pracy, z domu... jawnie i po kryjomu, hi hi TU Nr 14.