Zacznę od tego, że Józinek ma dom!! I to jaki! W spokojnej okolicy, z ogrodem, z kocimi kolegami za płotami, no i z sąsiadką panią weterynarz - naszą Justynką kochaną!
Historia Józinka mnie powaliła i sprawiła, że kibicowałam mu całym sercem.
Moja czytelniczka, pani Edyta, była świadkiem tego, jak jej bezduszni sąsiedzi całymi dniami trzymali Józinka na balkonie. Kotek miauczał, kręcił się, nudził, był głodny i spragniony, ale co to dla tych... (tu wklejcie dowolne określenia, mogą być niecenzuralne). Oni powinni mieć zakaz posiadania zwierząt i nieważne, że czasem go wpuszczali. Józinek kręcił się po balkonie, aż w końcu spadł. Na szczęście było nisko. Wtedy przechwyciła go pani Edyta, zabrała do siebie i z postanowieniem nieoddania go tym okrutnikom napisała do mnie z prośbą o pomoc w znalezieniu mu domu.
Udało się. Dziś właśnie otrzymałam tę cudowną wiadomość, że kocio ma już swoje miejsce i będzie tam miał jak w raju. Kocia bogini nad nim czuwała. ;)
| Józinek - co za urocze imię! |
| Józinek. |
********
Józinek ma dom, ale wciąż jeszcze czekają na swoje miejsce dwa przecudne koty; naprawdę urodę mają nieprzeciętną: Sonik i Sonia. To ta historia, w której kotka okociła się w klatce-łapce i całą rodzinką zajęli się Michał i Małgosia _ M&M, również moi kochani czytelnicy.
Oto SONIK I SONIA. SZUKAJĄ DOMU!!
| Sonik i Sonia. |
*************
A teraz coś z innej beczki. Na WP ukazał się artykuł o elektryzującym tytule: Niemcy wywożą polskie koty!
Zaraz zrobił się raban, przez fejsa i blogosferę (niektórzy nawet posty robili pełne oburzenia) przetoczył się okrzyk protestu, że jak to?! Jak śmią?! Nie będzie Niemiec nam kotów wywoził!! Ktoś na tym zarabia!
W artykule tym pada nawet kwota: Trzydzieści, czterdzieści euro można w Niemczech zarobić na... polskim kocie. Zwykłe dachowce są wywożone za zachodnią granicę, by tam walczyły z plagą myszy.
Te trzydzieści, czterdzieści euro stanęło niektórym kością w gardle. Jakoś niewiele osób zwróciło uwagę na bardzo ciekawy fragment artykułu:
W Niemczech jest niż demograficzny zwierząt domowych.
– Politykę sterylizacji dzikich kotek prowadzi się tam od dawna. Stąd brakuje małych kociąt i kotów łownych – podkreśla Alina Kasprowicz z Fundacji "Zwierzęta i My’’. – Inna jest też tam kultura. O zwierzę trzeba się starać. A potem o nie dbać. Fundacja pani Aliny współpracuje z niemieckimi aktywistkami, które co kilka tygodni przyjeżdżają do Poznania po psy i koty.
– Biorą także zwierzęta stare, ułomne, bo w Niemczech starsi ludzie poczytują sobie za zaszczyt opiekę nad takim psem czy kotem – mówi A. Kasprowicz. – Przy kolejnej wizycie otrzymuję zdjęcia tych zwierząt. Wierzę, że jest im dobrze. Psy, koty i fretki (trzeci pod względem liczebności zwierzak domowy na Zachodzie) muszą mieć przy przekraczaniu granicy paszporty. – Przychodzi do mnie lekarz, który szczepi zwierzęta, chipuje, wystawia dokumenty – zapewnia A. Kasprowicz. Taką samą politykę prowadzi Schronisko dla Zwierząt w Szczecinie, które podpisało specjalne porozumienie ze Stowarzyszeniem ,,Zwierzęcy Telefon Zaufania’’. Przez nie zwierzęta trafiają do zagranicznych właścicieli.
Ci oburzeni nie pomyśleli też, jak wielka jest u nas tragedia z niekontrolowanym rozmnażaniem zwierząt. Jak trudno jest o adopcje!
Wciąż panują idiotyczne przekonania o kotkach czy sukach, które muszą raz urodzić. Wciąż nie sterylizuje się zwierząt i ich zły zazwyczaj w naszym kraju los jest z każdym rokiem coraz bardziej tragiczny. Schroniska pękają w szwach i mimo setek organizacji, wolontariuszy i ludzi dobrej woli co roku jest GORZEJ!! Ręce opadają! Czy wiecie, że we wrocławskim schronisku przebywa teraz ok. 200 kotów!!! Schronisko jest już zmuszone odmawiać przyjęć, czym naraża się na okropne, pełne braku zrozumienia, komentarze.
Wciąż panują idiotyczne przekonania o kotkach czy sukach, które muszą raz urodzić. Wciąż nie sterylizuje się zwierząt i ich zły zazwyczaj w naszym kraju los jest z każdym rokiem coraz bardziej tragiczny. Schroniska pękają w szwach i mimo setek organizacji, wolontariuszy i ludzi dobrej woli co roku jest GORZEJ!! Ręce opadają! Czy wiecie, że we wrocławskim schronisku przebywa teraz ok. 200 kotów!!! Schronisko jest już zmuszone odmawiać przyjęć, czym naraża się na okropne, pełne braku zrozumienia, komentarze.
Duża część z tych biednych dwustu kotów to kociaki, które ktoś nierozsądny powołał na świat poprzez brak sterylizacji swoich zwierząt, a potem wyrzucił za drzwi! Jeśli Niemcy chcą przejąć trochę tego kociego nieszczęścia, jeśli część z tych zwierząt tam trafi do ludzi, którzy zapewnią im godziwe życie, to chwała im za to!
Ja zamiast oburzać się na niecny proceder, bardzo zapaliłam się do myśli, że są w Niemczech organizacje, które mogłyby pomóc znaleźć dom moim kotkom tymczasowym z wirusem kociej białaczki. Już miałam dzwonić do pani wymienionej w artykule, gdy spostrzegłam, że artykuł jest z... 8 września 2005. Niestety to już dawno nieaktualne.
A swoją drogą to ci, którzy podejrzewają osoby pomagające kotom o zarabianie na adopcjach, nie mają zazwyczaj wyobraźni, ile to kosztuje. Nigdy nie epatuję Was kwotami, bo wiem, że to drażliwy dla wielu temat, ale popatrzmy, ile kosztowało mnie przygotowanie do adopcji dwójki kociąt od Rózi. Tych zdrowych: Dropsa i Jagódki. Ja wiem, że to sytuacja wyjątkowa, bo zaistniała konieczność robienia testów na białaczkę, no i są u mnie tak długo, że już dwa szczepienia zaliczyły, ale...
Zrobiłam orientacyjną listę wydatków na jednego kotka (z tych zdrowych, bo u tych z białaczką jest dużo więcej kosztów):
- leczenie biegunek, odrobaczenia (leki i wizyty wet.) - 245 zł
- test na lamblie - 40 zł
- test Elisa na białaczkę - 50 zł
- Test CPR na białaczkę - 210 zł
- test na lamblie sprawdzający - 40 zł
- szczepienie nr 1 - 60 zł
- szczepienie nr 2 - 60 zł
- jedzenie (orientacyjnie) - 140 zł (2,5 mies.)
- żwirek - 50 zł
Razem 895 zł dla jednego kotka.
Dwa kotki to 1790 zł - bez suplementów i zniszczonych praczką zabawek.
I tak to jeden daje wszystko, co jest kotkowi potrzebne; poświęca czas, pieniądze, emocje, a drugi wywali jak śmiecia, a przedtem, tak jak ci od Józinka, podręczy, pogłodzi, zostawi na balkonie, niech spadnie...




