Wracam na chwilę do podróży Korea-Japonia 2015. Ten wpis ukazał się już na G+, ale chcę go mieć tu, na moim blogu.
Taki mały, ale bardzo obfity w zdjęcia (czyli jak lubię), przerywnik w monotematyczności Fiśkowej.
Okawachiyama - wprost przeurocze małe miasteczko, senne w ten majowy powszedni dzień, z tradycyjnymi drewnianymi domami przy wąskich uliczkach. Samo będące, za sprawą wszechobecnej ceramiki, dziełem sztuki; dodatkowo położone wśród przepysznych, bujnych wzgórz pokrytych zielonymi lasami (jak to musi wyglądać jesienią!), nad szemrzącym strumieniem. Z widokami jak z obrazka. Miasteczko-ogród, hojnie ubrane kwiatami i... motylami wielkimi jak spodki. Nagłośnione śpiewem ptaków i dźwiękiem ceramicznych dzwoneczków powiewających na wietrze. Pachnące jaśminem. Miasteczko dobrych ludzi, którzy pozwalają jaskółkom budować gniazda w budynkach. Pomyślałam sobie, spacerując wśród tej całej obfitości: jak to jest tu mieszkać... To miejsce wydaje się być domem dla piękna, natchnienia i spokoju. To nasza najpiękniejsza wycieczka tutaj. Począwszy od podróży pociągiem przez zardzewiałą, nawet zatęchłą (ale jakże widokową) prowincję, przez stacyjki, które nie pamiętają już czasów swojej nowości, aż do powrotu do domu - to był dobry dzień.
Taki mały, ale bardzo obfity w zdjęcia (czyli jak lubię), przerywnik w monotematyczności Fiśkowej.
Okawachiyama - wprost przeurocze małe miasteczko, senne w ten majowy powszedni dzień, z tradycyjnymi drewnianymi domami przy wąskich uliczkach. Samo będące, za sprawą wszechobecnej ceramiki, dziełem sztuki; dodatkowo położone wśród przepysznych, bujnych wzgórz pokrytych zielonymi lasami (jak to musi wyglądać jesienią!), nad szemrzącym strumieniem. Z widokami jak z obrazka. Miasteczko-ogród, hojnie ubrane kwiatami i... motylami wielkimi jak spodki. Nagłośnione śpiewem ptaków i dźwiękiem ceramicznych dzwoneczków powiewających na wietrze. Pachnące jaśminem. Miasteczko dobrych ludzi, którzy pozwalają jaskółkom budować gniazda w budynkach. Pomyślałam sobie, spacerując wśród tej całej obfitości: jak to jest tu mieszkać... To miejsce wydaje się być domem dla piękna, natchnienia i spokoju. To nasza najpiękniejsza wycieczka tutaj. Począwszy od podróży pociągiem przez zardzewiałą, nawet zatęchłą (ale jakże widokową) prowincję, przez stacyjki, które nie pamiętają już czasów swojej nowości, aż do powrotu do domu - to był dobry dzień.
To pierwszy raz, gdy nie wróciłam zmęczona. Odpoczęłam. Kiedy wróciliśmy do Fukuoki, poczułam jak męczy mnie miasto i wszechobecne tłumy ludzi. To nie dla mnie. Okawachiyama, dziękuję.
Czy widać, jak piękny mieliśmy dzień na japońskiej ziemi? Jeśli ktoś ma ochotę na solidną dawkę wiedzy o tym miejscu i drobiazgowe opowiadanie o naszym dniu, to zapraszam na blog Oswajanie Drogi.
Dziękuję za uwagę. :)
Szykujcie się do oglądnięcia zjawiskowej Szkocji, kraju widoków jak z baśni. MójCiOn obiecał, że udostępni mi zdjęcia, a one wyszły rewelacyjnie. Kiedyś, niedługo, jeśli się uda.

Przy oglądaniu zdjęć warto włączyć sobie dźwięk.
A jeśli ktoś ma ochotę powędrować uliczkami Okawachiyamy podczas
Festiwalu Dzwoneczków Furin:
