piątek, 6 marca 2015

Rozgrzewająco-orzeźwiający koktajl owocowy, czyli inauguracja nowiutkiego blendera

Czas przygotowania: ok. 15 minut plus 60.


Owoce (np. banany, kiwi) obrać i pokroić.


Imbir obrać i pokroić.


Wrzucić owoce i imbir do blendera i miksować.


Jeśli w opcji tego typu blendera nie ma "popychadełka", 
a owoce się zaklinują, delikatnie, z wyczuciem popchnąć je drewnianą łopatką.


Natychmiast wyłączyć urządzenie!!!!!
(To właśnie w tym momencie koktajl jest rozgrzewający
- niemal do omdlenia.)


Wydłubać drewienka z koktajlu (około 60 minut).


Jeśli mikstura jest zbyt gęsta (ale nie od wiórów!),
dolać soku jabłkowego i wymieszać.
Doskonale nadaje się do tego także sok z aronii pani Krysi od Malina/Mańka,
ale trzeba mieć dojście. ;)


Gotowe, ewentualnie schłodzić, aby otrzymać tytułową... orzeźwiającość.
 Smacznego!

Blendowałam ja, JolkaM.

A miłego weekendu życzy cała załoga bloga. :)


środa, 4 marca 2015

Kudełek - najbardziej poszukiwany bezdomny pies na świecie!

Ale się porobiło! 

Do wczoraj Kudłacz, słynny już bezdomny piesek z podlaskiej wsi, 
o którym napisała u siebie Ola, nie miał kompletnie nic, a dziś...

MA DOM

MA MIŁOŚĆ NOWEJ PANI

MA TRANSPORT!!! (450 km)

MA JUŻ UMÓWIONEGO FRYZJERA!

MA JUŻ NAWET NOWĄ SMYCZ

MA RZESZĘ KIBICÓW I FANÓW


Jest  tylko jeden problem.

NIE MA KUDŁACZA! 

Polazł gdzieś wczoraj i jeszcze nie wrócił. 
Ola się nie martwi, bo już tak z nim bywało, 
ale ja siedzę jak na szpilkach (nie mogę pracować!!), 
aż usłyszę to najpiękniejsze słowo: JEST!

Hej, Kudełku, wołamy cię wszyscy, słyszysz, gamoniaku???

PODPIS

Edit 5.03.2015: JEST!!!!!! Pojawił się dziś rano!
Siedzi w sieni, na spacery do sklepu chodzi, je serdelki i czeka na weta. :))
Reszta w komentarzach i u Oli TUTAJ i nowsze TUTAJ. :))




poniedziałek, 2 marca 2015

Monety ZE Skarpety

Dziś Hana wlewa w nasze serca radość (klik)! Udało nam się! Wspólnie znowu napełniliśmy naszą blogową Skarpetę - NASZ fundusz na ciężkie dni. Fundusz pomocy zwierzętom i ich ludziom, albo tylko zwierzętom, albo tylko ludziom - jesteśmy otwarte na pomaganie.  


O naszej radości, że znów możemy działać i np. wysłać paczkę do Kwiaciarenki, przeczytacie w Pastelowym Kurniku, a ja dziś napiszę Wam, na co jeszcze wydamy nasze, uzbierane z taką chęcią i radością, pieniądze - ich część, taką, jaka będzie potrzebna. 

Kudłaty w poszukiwaniu domu.
Jest sobie taki piesek, którego nikt nie chce. On nawet nie ma swojego imienia. Nie ma swojej miseczki, swojego kocyka, ręki, która go głaszcze... Ma za to pchły, kołtuny i pusty brzuszek. Co z tego, że jest po prostu prześliczny. Co z tego, że jest młody. Co z tego, że jest nieagresywny. Że dałby się pokroić za dotyk człowieka. Urodził się i znalazł nie tam, gdzie trzeba. To banał tak pisać, ale tak, tak! Serce pęka! Trzeba mu pomóc! Dom musi znaleźć! Ludzie!!!

Piesek miał kolegę, ale tego kolegi już nie ma. Serce pę...

Bardzo chcemy wesprzeć przeuroczego Kudłacza w poszukiwaniach SWOJEGO CZŁOWIEKA, chcemy, aby nasze pieniądze wsparły jego drogę do swojego domu. Prosimy Olę, która o nim napisała, żeby się nim tymczasowo zajęła. Ola ma dobre serce, sama by to zrobiła i przecież go karmi, ale nie może absolutnie pozwolić sobie na kolejne zwierzę! Ma bardzo trudną sytuację! Życie się czasem tak plecie... Ona nie może. Wiemy, bo znamy ją z bloga.

Wesprzemy Olę finansowo, Kudłacza trzeba odpchlić, ostrzyc i odkarmić, a my będziemy szukać mu domu. Już kilka razy się udało. Pamiętacie przecież Malina? Pamiętacie Fretkę? To są dla mnie większe radości niż wygrana w totka!

Znajdziemy dom Kudłatemu, wesprzemy go i na to właśnie pójdzie część Skarpetkowych pieniędzy. Wiem, że nie muszę wcale pytać, czy się zgadzacie. Dziś oprócz radości, że dna Skarpety nie widać, zmobilizujmy się znowu i róbmy, co jest w naszej mocy: ogłaszajmy go, sypnijmy pomysłami, jak mu pomóc, może pomóżmy Oli zrobić wydarzenie na FB - kto umie jej doradzić? No i pamiętajmy o naszym bazarku, gdzie każdego dnia pojawiają się nowości. 

To wszystko się uda, jeśli będziemy działać wspólnie. Kto ile może i chce! A my możemy i chcemy! Kudłaty liczy na nas, a ja wiem, że go nie zawiedziemy.

Kudłaty piękniś przebywa na wschodzie Polski, ale, wiadomo, transport zazwyczaj udaje się załatwić. Kontakt do Oli: tel. 510 64 30 59, e-mail: iskierkaaa@gmail.com

Poczytajcie, zobaczcie, zostawcie ślad:







Dziękuję!

PODPIS

Kudłaty taki, mordka wesoła,
Ogonem macha, skacze dokoła,
Lecz w jego oczach ciągle cień smutku,
Bo nie po swoim biega ogródku.
Bo dobra ręka, co chętnie głaszcze,
To jeszcze nie ta , co już na zawsze.
Tak bardzo chciałby... Ale wciąż czeka,
Żeby swojego znaleźć człowieka...
Popatrz na niego - prosi tak pięknie!
Może to twoje kudłate szczęście?

Autorką wierszyka jest Ninka.


Pudełko pełne czarów

W pierwszych słowach tego posta lojalnie uprzedzam, że dziś piszę ja, JolkaM. A właściwie redaguję - i to na zamówienie! 
Jak powszechnie wiadomo, w ostatnim czasie Gosia podlega tak zwanemu zarobieniu tytułem SKARPETY (klik), co między innymi objawia się tym, że pisze do mnie coś mniej więcej jak niżej: 

Mam świetną historię do opisania, ale leży w zamrażarce, bo ja na okrągło robię zdjęcia przedmiotów do Skarpety, odpowiadam na mejle "biznesowe", a przecież realnie żyć też trzeba, i pracować, no i dziki oswajać! Więc może byś to ogarnęła i zrobiła wpis, plisss. 

I tu następuje sklecony ze znaków interpunkcyjnych szeroki i ujmujący uśmiech, jakim tylko Gocha umie zaczarować. :D

No to się oduśmiecham i biere do roboty, i zaraz mi się przypomina, jak to w czasach szkoły średniej zadawałam się z jedną taką koleżanką, która z naszej żeńskiej dwójki była chyba lepsza w pomysłach, a może i w ogóle w pomyślunku, ale gdy przychodziło do sklecenia paru słów na temat, to mówiła do mnie: weź mi to ujmij. :)

A zatem, jak drzewiej bywało, ujmuję. Znów w imię przyjaźni. Przy czym ujmowania mojego niewiele, bo czytelniczka  z hrabstwa Yorkshire sama bardzo żywo i pięknie opisuje całą historię. 
Monika z góry prosi  także o wybaczenie (moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie), i tu cytat: (...) że te zdjęcia są takie marne. Pstrykałam telefonem, bo jakoś tak mi było poręczniej, druga ręka przydała się do ocierania potu z czoła, hi hi.

***

Oprócz tego Monika pod koniec lutego napisała jeszcze do Gosi, czyli do NAS :), co następuje:

Jak już wiesz, nasza Jessie odeszła 31.12.2014 r. Pierwszego stycznia minęłaby trzecia rocznica naszego bycia razem. Była adoptowaną, długowłosą kotką. Miała takie fajne, puchate tylne nóżki, jakby nosiła spodnie typu sindbad... Dzieciaki zawsze się śmiały, że to Jessie nosi spodnie w naszym domu.


Jessie z moim synem, którego kochała najbardziej... 

Dom stał się taki pusty bez niej, więc podjęliśmy decyzję o ponownej adopcji. Jakoś w połowie stycznia nasza rodzinka powiększyła się o Kitty oraz Betty - jej 12-tygodniową córcię, którą nadal od czasu do czasu karmiła.

Kitty to taki dobry duszek, łagodna, cichutka, cierpliwa i kochająca. Zawsze obok nas. Zdarzało się nieraz, że kotki karmione były kilkakrotnie, bo każde z nas karmiło je, myśląc, że nic nie jadły, gdyż miseczki były puste, a wołania o jedzonko uczciwe, hi hi. A tu się okazało, że to były dwie spryciuchy. :) Brzuszki były na to dowodem, więc unormowaliśmy trochę te nasze rodzinne rytuały kuchenne. :) Raz czy dwa razy, gdy czesałam Kitty, przyszło mi do głowy, że jakaś taka pyzucha z niej, taki balonik na czterech łapkach, ale słowo "ciąża" pojawiało się tylko w żartach.  Do wczoraj, hi hi.

Wróciliśmy wczoraj rano do domu. Betty przybiegła się przywitać, ale Kitty została na swojej poduszce. Popatrzyłam na nią i pomyślałam, że coś jest nie tak... Zdawała się być jakaś letargiczna, miała mokre łapki... Usiadłam przy niej i w pierwszej chwili serce mi zamarło, bo myślałam, że pod jej łapkami leży jakaś mysz. Albo Olaf, nasz chomik! Po paru sekundach wszystko stało się jednak jasne. Kitty musiała dopiero co urodzić tego szkrabka, bo były na nim jeszcze kawałki błony płodowej. Wylizała koteczka pięknie, wypieściła, nakarmiła, a my w tym czasie biegaliśmy po domu, zbierając kocyki, ręczniki, pudełko, kilka innych (zupełnie zbędnych) rzeczy... Była wtedy godzina 10.15 rano. Brzuszek nadal miała okrąglutki, czuć było pod dłonią mięciutkie "coś", ale nie byłam pewna, czy to drugi kotek i jeśli tak, czy żywy, bo akcja porodowa jakby ustala. Kitty odpoczywała, skorzystała z kuwetki, pielęgnowała koteczka i nic innego się nie działo... Zaczęłam więc czytać w necie na ten temat i okazało się, że po pierwszym kotku może nastąpić dłuższa przerwa. Drugi kotek pojawił się dopiero po godzinie 12! Kitty miała wcześniej skurcze, więc spodziewaliśmy się, że narodziny nastąpią niedługo, ale nie ukrywam, że martwiłam się, czy koteczek będzie żywy/zdrowy, gdyż ta przerwa zdawała mi się jakaś długa. Kitty nie zdążyła odetchnąć po kotku numer 2, a tu wyskoczył numer 3. :) No i zaczęła się przepychanka! Jak przekupki na targu! Kopania było co niemiara, wyścigi od jednego cycucha do drugiego, skwierczenie i skrzypienie, szantaż emocjonalny, cmokanie, turlanie, czołganie, zabawy w chowanego... Biedna Kitty pękała z dumy. :) My zjedliśmy na obiad tosty zagryzione bananami, bo jakaś moc tajemna przytwierdziła nam nogi do podłogi, gdzie zamieszkało pudełko pełne czarów. :)








Betty - zupełnie niewzruszona pojawieniem się 
rodzeństwa na świecie
(wprowadziła się do nas razem z mamą,
dlatego w ogóle mi do głowy nie przyszło,
że Kitty może być w ciąży!).

I taka to dziwna, radosna i iście wiosenna opowieść z hrabstwa Yorkshire, gdzie nie tylko wrzos potrafi wywołać uśmiech na twarzy. :)

Miłego wieczoru, Gosiu. :)

PS. Jeszcze pokażę Ci naszą Jessie na daszku pod oknem mojego syna, gdzie lubiła sobie obserwować okolice...

Monika



***

Dziękujemy, Moniko! To wspaniała historia, fajnie, że zgodziłaś się ją tutaj obwieścić.
To bardzo smutne, że Jessie nie została z Wami dłużej, że musiała odejść... Życie jednak nawet w takich momentach, które nas przytłaczają, płynie dalej. Nowe kotki przybywają, a nawet się zupełnie niespodziewanie i potajemnie rozmnażają. 
Powodzenia z tą uroczą czeredką! Dużo radości! 

A teraz oddaję pole komentatorskie bywalcom bloga, może coś jeszcze dorzucą. :)

JolkaM oraz  (zaocznie, czyli  z głębi Skarpety) Gosia. :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...