Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matylda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matylda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 września 2013

O matce, co nie chciała domu...

Pewnie ciekawi jesteście, co z kotką-matką niezwykłych kociąt piwnicznych.


Martwiłyśmy się z Kasią, że ona biedna została sama, a przecież pewnie jeszcze karmiła i może mieć zapalenie sutków z powodu zalegania mleka. Ja utyskiwałam, a Kasia zaczęła działać. Zawzięła się, żeby ją odłowić. Codziennie rano już była na miejscu akcji. Wabiła kotkę, kusiła jedzonkiem, zakładała pułapki. Rozmawiała też z ludźmi, i to różnymi, takimi, którzy sprzyjali akcji i takimi, którzy ją potępiali, bo "przecież to szkoda, bo ta kotka taka płodna...".

Odwiedziły ją trójkowicze, kiedy jeszcze były tu ze  mną.
Na trzeci dzień - sukces - kotka złapała się do zostawionej w piwnicy klapki łapki i wylądowała u mnie. Najpierw dostawała hormony na wyciszenie laktacji, ale miała już jej reszteczki. Kiedy ta się skończyła, kotka pojechała na sterylizację. Dziś jest już dzień po zabiegu.

Na poduszce wytrzymała tylko chwilkę, zaraz zsunęła się na parapet i tam siedziała, nie ruszając się cały dzień...

Takiej kotki jeszcze nie miałam. Ciężki przypadek. Na moje oko i serce, to ona nie życzy sobie kontaktów z człowiekiem. Jest niezwykle potulna, ale na zasadzie przymusu znoszenia tego zła, jakim jest zamknięcie jej w domu i dotyk ręki. Nie przełamała się na krok. Siedzi w jednym miejscu osowiała i przestraszona. W depresji. Przykro na to patrzeć. Na dziś uważam, że nie ma co uszczęśliwiać jej na siłę, tylko trzeba ją wypuścić na jej teren, gdzie ma swoje podwórko z ludźmi, którzy ją karmią. Wiem, że centrum miasta to nie jest miejsce dla kota, ale ona przeżyła tam 5 lat (sądząc po miotach, o których opowiedzieli ludzie).
Nie mam innego pomysłu. Zostało jej u mnie jeszcze 8 dni. Zobaczymy.


Nie robię jej wielu zdjęć, bo nie chcę jej stresować. Te są zrobione komórką. To piękna kotka, ma śliczną, czarną jak smoła sierść (a nie czekoladową jak Goplanka), puszysty ogon i już wiem, po kim taka włochata jest jej córka Gapcia.

Kasiu, dziękuję Ci, że ją złapałaś. Odciążyłaś moje sumienie, bo męczyłoby mnie to, co się z nią dzieje.

******************************************************************************
I jeszcze - jakże miły - nasz obowiązek. Nasz wspólny, bo ja wpisuję, a Wy witacie. 


Nasza Tupajka znalazła czas, aby zapisać swoje niezwykłe zwierzaki do naszej rodziny. To miło! Kiedy będziemy świętować jakąś okrągłą liczbę czy rocznicę, Tupaja będzie imprezować z nami, no i będzie miała szansę na tradycyjne niespodzianki od Anki Wrocławianki. :)

121.Tupaja z bloga http://ostojatupai.blogspot.com/ zapisuje do zwierzolubów swoją czwóreczkę. Ponieważ jest bardziej psiarą, zaczynamy od psów:

Ruda, obecnie 7-letnia suczka ze schroniska w Legnicy, wulkan energii, pies maksymalnie empatyczny, pełen miłości - przejawiający swe uwielbienie człowieka, liżąc, skacząc i wydając różne dźwięki. Ruda to pies zmieszany z ras najlepszych na świecie. Ma w sobie krew wodołaza (błony pławne), za resztę ras nie ręczę - podobna jest nieco do goldena, ale i do hovawarta. 

Garip - w połowie kangal, w połowie anatolian. Pierwsze to rasa typowo turecka, nieuznana na razie przez FCI. Drugie (po matce) - anatolian, rasa sztucznie stworzona przez kraje zachodnie z psów pochodzących z Turcji, gł. z Anatolii, gdzie pasą owce i strzegą domostw.
Nasz chłopak jest całkowitym przeciwieństwem Rudej. Domaga się pieszczot poprzez opieranie się, ale nie jest nachalny. Duży, obecnie 70-kg. samiec ma czasem ochotę zawojować cały świat, niestety od roku walczymy z jego chorobą, toczniem, która napawa nas smutkiem, bo nie wiemy, jak się skończy.
Nasze koty to buraska Jagoda, którą przywieźliśmy z sobą z miasta na wieś, a która była już z nami ok. 2 lat. Przez pomyłkę złapana przez nas (szukaliśmy wtedy naszego Iwanka, a że był podobny i Domowy pomylił...), a że bezdomna - została. Kot nachalny, głośny, ale zdecydowanie towarzyski i bardziej domowy. Wściekam się czasem na nią, ale nie wyobrażam sobie domu bez niej. Czarna Kicia - miała być Lilith, ale nie polubiła. Właściwie w domu śpi tylko zimą. Pozostałą część roku przesypia w budynkach gospodarczych. Półdzika. Tak jak jej matka. Pochodzi też z miasta, ale dotarła do nas później, po tragicznej śmierci naszej drugiej kotki (która przybyła z nami na wieś) - Asani (Assasini), żeby uzupełnić armie tępicielek myszy. 

Oto Ruda, Garip, Jagoda i Kicia:



Witajcie, zwierzaczki. :)

*****************************************************************************

Jutrzejszy post nosi tytuł: Odgrzewane kotlety po raz pierwszy i to powinno dać Wam do zrozumienia, że nowego komiksu nie będzie. :(
No dobrze, zdradzę, z jakiego powodu nie zdążyłam nic nowego przygotować. Czy to zdjęcie poniżej wszystko tłumaczy? :)

(To nie jest Gapcia, córeczka czarnej kotki ze zdjęć powyżej.)

A to nie wszystko... 



PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...