niedziela, 12 marca 2017

Na stanie ZMD

Jakie to byłoby proste! Pojawia się kolejny biedny kotek Za Moimi Drzwiami, wszyscy mu współczują, kibicują, kotek zdrowieje, jest mu dobrze i jasne się staje, że najlepiej byłoby mu tam, gdzie jest: u Gosi! Gosia przyjmuje sugestię, kotek zostaje, wszyscy się cieszą, biją Gosi brawo, no i pojawia się kolejny biedny kotek/piesek (albo oba razem)... Sytuacja się powtarza, bo czemu by nie?! Gosia ma przecież warunki, kocha zwierzątka, no i ma tylko dwa psy i trzy koty! Przecież wiele osób z tych kibicujących ma więcej, a mieszkają skromniej! Kolejny kotek/piesek zostaje więc przygarnięty, no i w krótkim czasie Gosia nie może już pomagać zwierzętom, bo jej "siły przerobowe" nie wystarczają na opiekę, bo nie ma pieniędzy i musi wciąż prosić o pomoc innych, bo nie może nigdzie wyjechać i jest przemęczona, zła, smutna, nie opiekuje się zwierzątkami tak, jak by mogła, bo rodzina ma tego dość, bo nie ma czasu na inne swoje pasje, na pracę, na zwyczajne życie. Prawdopodobny scenariusz?

Dlatego Gosia będzie walczyła, aby nie ulegać pokusom, aby nie pozwalać się brać na litość kolejnym potrzebującym zwierzętom, i nawet przy trudnych adopcjach będzie robić wszystko, aby znaleźć domy zwierzętom będącym pod jej opieką! Ament!

A teraz zobaczcie, co Gosia ma "na stanie", no i zastanówcie, się czy w Waszych domach nie ma na nie miejsca. Te adopciaki nie należą do łatwych, ale cóż, taki właśnie zestaw znajduje się Za Moimi Drzwiami:

***1***

Lekka jak obłoczek, przemiła, malutka i subtelna pięciomiesięczna koteczka Balbinka. Kotka z FelV - kocią białaczką. Wyleczona z kataru, po pierwszej serii interferonu (druga za 2 tygodnie, trzecia za 3 miesiące). Kotka w posagu dostanie pokrycie rachunków za kolejne serie tego pozwalającego podnieść odporność, bardzo drogiego leku.  Z białaczką świetnie żyje, jak wiecie, kochana Ptysia, a jej siostra i mama w Krakowie również czują się bardzo dobrze.
Tak czy siak, Balbinka szuka swojego człowieka, swojego domku i liczy na Was. To cicha jak myszeczka istotka. Bardzo słodka. Na zdjęciach wygląda na większą, ale to dwa kilo kotka!

Balbinka







***2***

Dziewięcioletnia (około) pokrzywdzona przez los kotka Chmurka, której życie do tej pory to strach.
Uważam, że kotka robi wielkie postępy. Widzę to po subtelnych sygnałach: uszka wyżej, oczy nie trzęsą się tak bardzo jak na początku. Kotce trzeba spokoju i czasu, a patrzenie na jej szczęście będzie największą nagrodą dla kogoś wyjątkowego!


Chmurka



Są tacy, co zachwycają się tym spojrzeniem. :)



***3***

Nowy! Kocurek po kastracji, około ośmiu miesięcy. Dziczek - siedzi i się boi. Nic więcej o nim nie wiem, ale wcześniej czy później będzie szukał domu. Piękny pychol! Czarno-białe, najbardziej proludzkie - jak twierdzi Megi Moher. 

Imienia oraz pomysłu brak. :(






Każdy z tych kotków coś w sobie ma, każdy wzrusza, każdy ma, gdzieś tam wśród Was, swoje miejsce na świecie. W to wierzę! :)

PODPIS

Pozwolę sobie wkleić tu świetny artykuł, bardzo pasujący do tematu posta, a właściwie jego obfity fragment. Całość (polecam!) znajdziecie pod linkiem:  http://www.psyiludzie.pl/wirtualna-produkcja-aniolow/
Właściwie od zawsze, ale od gwałtownego rozwoju internetu zwłaszcza, można obserwować cyklicznie pojawiające się takie oto historie:
– jest sobie dobra pani (dużo rzadziej: dobry pan, ale też się zdarza).
Dobra pani opiekuje się zwierzątkiem. Zwierzątkami. Trzema. Przyjęła właśnie czwarte i szybciutko piąte. Szóste też, bo zbieramy na jej rzecz pieniążki, przecież nie będzie ich utrzymywać za własne, jest już ich sporo (o, właśnie wzięła na odchowanie miot szczeniąt od Fundacji Mumumu).
Wszyscy są zachwyceni, zwłaszcza że dobra pani, dajmy na to: Fiubścińska, to naprawdę fajna kobita jest, lubi zwierzęta, stara się porządnie opiekować tą gromadką, oczy ma spuszczone skromnie w ziemię, czasem coś powie zuchowato, tak od serca, że niby ciężko jest, ale trzymajmy się, nie dajmy się, a ktoś przecież pomagać musi… Aniołki, serduszka, pani Fiubścińska nigdy, nigdy nie odmawia pomocy, jak ktoś znajdzie trójnogiego kota na ulicy pod domem, to dostaje namiar na panią F., bo ona nigdy nie odmawia, nie tak jak inni, ci wyrachowani, CYNICZNI, co to udają, że lubią zwierzęta, a potem w razie czego, to się głupio tłumaczą, że osiągnęli już kres mocy przerobowych i nie dadzą rady wziąć jeszcze jednego, o wa, takiego malutkiego, i tylko trochę chorutkiego.
Aniołki! Więcej aniołków! Serduszka! Kreskówkowe pieski z wielkimi oczami! Bukieciki kwiatków! Wklejamy na fejsbuczku!
Dobra pani Fiubścińska ma już trzydzieści zwierzaków, bohaterka, skąd ona siły na to bierze, wklejmy jej ogrooomne różowe serce i puśćmy przelew. Cudownie, że są tacy ludzie na świecie, tacy dobrzy w oceanie bezduszności i zła.
I tak się toczy, toczy ta śniegowa kula…
Dla bezkrytycznych klakierów przyszłego zbieracza (albo już-obecnego-zbieracza) tak zwany dobrostan zwierząt naprawdę w pewnym momencie przestaje się liczyć.
To znaczy dla nich najistotniejsze jest, że ktoś KOCHA zwierzątka, a to, że – niby tak je kochając – naprawdę nie jest w stanie zapewnić im normalnej, godziwej opieki jest nieistotnym drobiazgiem, o który nie warto kruszyć kopii.
Albo inaczej: standardy „dobrej opieki” drastycznie zmieniają się w oczach Kibiców Zbieracza; och, może i zwierzątka wegetują w stadzie w ciasnych pomieszczeniach, ale przecież pani Fiubścińska czy pan Mirek „życie im poświęca” oraz „tak je uwielbiaaaa…”.

Niby wiadomo, że jedna osoba nie jest w stanie dobrze i solidnie, zgodnie z potrzebami, prowadzić opieki nad – powiedzmy – czterdziestoma chorymi, starymi psami czy kotami (halo, Kosmos? Tu Ziemia: to jest FIZYCZNIE NIEWYKONALNE bez stałej, regularnej, codziennej pomocy kilku osób), ale są wyjątki, w postaci tej czy innej Horpyny, która najwyraźniej posiadła umiejętności bilokacji oraz dowolnie manipuluje czasem, więc – jakżeby inaczej – nie bawi się w zbieraczkę z przewidywalnym smutnym finałem, ino „wspaniale się opiekuje”.
Pani Fiubścińska czy pan Mirek potrzebują wsparcia swoich działań, także psychicznego oparcia, legitymizacji faktu, że przygarnianie coraz to nowych stworzeń bez zaplecza (fizycznego, finansowego, lokalowego i tak dalej) jest w porządku.
To internetowe (a czasem nawet realne), że tak powiem: szczytowanie w postaci achów, ochów, zachwytów, płaczu z rozczulenia nad współczesnymi aniołami w ludzkiej skórze, którzy się nam na tej ziemi objawili i opiekują biednymi pieskami i kotkami, trwa nieraz sporo miesięcy, a nawet lat.
Po drodze tworzy się oczywiście Brygady Inkwizycyjne wymierzające surowe kary złośliwym pomiotłom ośmielającym się sugerować jakieś tam nieprawidłowości, wyrażającym wątpliwości, no, ogólnie – niewierzącym w nowo wykreowanego Anioła.
Argumenty stare, ale jare, co WY zrobiliście dla zwierzątek, tylko „klepiecie w klawiaturę”, a pani Fiubścińska (pan Mirek, Nasza Gwiazda, Kochana Cioteczka, Wujeczek Mrówcio, niepotrzebne skreślić) ciągle ino gnój spod psów wyciera, pomoglibyście, łajdacy, no tak, biedne pieski konałyby na ulicy, gdyby nie pani Fiubścińska, pan Mirek, Nasza Gwiazda, Kochana Cioteczka, Wujeczek Mrówcio.
Tu rzeknę, że na pewnym etapie opieki pani Fiubścińskiej, pana Mirka, Naszej Gwiazdy i tak dalej, to tym zwierzakom lepiej by się konało na ulicy, a już na pewno krócej by trwała ich beznadziejna męka, no ale cóż, to pogląd niepopularny.
Politpoprawność Miłośników Zwierzątek polega bowiem na tym, że nie liczy się prawdziwy stan rzeczy, tylko jak najsłodsza bajeczka. Uwaga: jak najbardziej jest w niej miejsce dla gówien, które są dla nieskazitelnego bohatera rodzajem próby i dowodem dla gawiedzi na jego anielskość – dawniej postać z haggady pokonywała smoka czy właziła na szklaną górę, a tu mamy prosty fakt sprzątania jako nowy heroizm najwyższej próby. Zrzędliwie powiem: taki heroizm, jakie czasy, he he.
No więc jest sobie biedne cierpiące zwierzątko, spotyka na swej drodze Ludzkiego Anioła i już jest mu – bo musi być! – dobrze w życiu. Spróbowałoby inaczej! Dzieci kochają szczęśliwe zakończenia, a my, ludzkość, wszyscy staliśmy się po trosze Filidorami dzieckiem podszytymi i też chcemy bajek. A co. Tylko tych nieszczęsnych ludzi zmagających się z Animal Hoarding Syndrome trochę (mnie osobiście tylko trochę, przyznaję, bo generalnie w kontaktach osobistych to strasznie wkurzające jednostki) żal. Bo bez fachowej pomocy – i odcięcia od narkotyku w postaci coraz to nowych fal zwierząt do „uratowania” – powoli toną: to, że oni sami, cóż, nie oni jedni, przykre, że nacierpią się przy okazji zwierzęta, których nikt nie pytał, czy aby na pewno chcą być „uratowane” przez zaburzoną jednostkę.
O czym PT publika dowiaduje się z wolna po owym długim okresie, kiedy to Anioł króluje na tronie.
Stopniowo na świetlistości, różu, pomadce, pudrze i jeszcze tam czym pojawiają się smużki, zacieki jakieś, czasem wszystko wyłazi na jaw powoli, a czasem ŁUBUDU, wybucha afera i okazuje się, że z ponurego domu, posesji czy mieszkania pani Fiubścińskiej, pana Mirka, Naszej Gwiazdy, Kochanej Cioteczki, Wujeczka Mrówcia wyciąga się psie szkielety z odparzeniami, utytłane w syfie nie z tej ziemi, nieleczone albo źle leczone, ze śladami pogryzień albo pazurów, bowiem zwierzątka w tłumie, nawet te stadne, cierpią jak diabli i im odwala, co widać choćby na przykładzie metra w godzinach szczytu.
Do przemyślenia.


36 komentarzy:

  1. Trzeba niezbędnej dawki asertywności, ażeby umieć odmówić przyjęcia kolejnego czworonożnego nieszczęścia! Czego Ci w razie czego życzę ☺️
    Pozdrawiam i dziękuję za Margo.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, no właśnie. Co mam jeszcze napisać. Mam plany sprowadzenia Cię na złą drogę :) Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo nie jest wyczynem przygarnąć słodkiego kociaczka. Wyczyn to dać dom kotu z chorobą, kotu starszemu, takiemu co się jeszcze boi. A;e wiem, że anioły Cię wesprą w tej sprawie, i znajdą domy tym "trudniejszym"przypadkom. A ja bym Łaciatego nazwała Klopsik.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic dodać, nic ująć. Pomagać też trzeba umieć i znać granice własnych możliwości.
    Tobie się to udaje i tak trzymaj, bo żadną słodką cioteczką nie jesteś, tylko mądrą Kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo żałuję, że nie mogę wziać koteczka. Bardzo tęsknie. Dom pusty...może kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  6. Gosiu, w punkt. Nigdy nie zapominaj proszę, że w tym wszystkim Ty jesteś najważniejsza. Wiem, że pomaganie tym wszystkim bidom to Twoja miłość i pasja i wielbię Cię za to ale czasami odłóż anielskie skrzydła na półkę i daj sobie czas na odpoczynek. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się obiema rękami. I pod tym, co Ty, Gosiu, napisałaś. I pod komentarzem Baltazary. Oprócz wielkiego serca, potrzeby jest też rozum, na szczęście Ty masz obie te rzeczy.

      Usuń
  7. Gosieńko, serce masz wielkie, ale na szczęście zdrowego rozsądku też pod dostatkiem i oby nigdy go nie zabrakło.
    Zdjęcia dotarły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotarły, Joasiu, wczoraj wieczorem. Dziękuję! Dziś będą na FB. :)

      Usuń
  8. Otóż to. Łatwo zapamiętać się w tym swoistym zbieractwie, a potem zapętlić i nie widzieć wyjścia ...

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas w domu, tą asertywnością o której pisała Beata, jest Wojtek. Co jakiś czas pokazuję mu psa, który skrada moje serce a o na to, że nie możemy, bo 4 koty adoptowane i pies piąty. Wystarczy.

    Może uda mi się go namówić za jakiś czas

    Małgosiu, mówisz czasami pomyśleć o sobie. To nie jest łatwe, ale nikomu nie będzie fajnie jak będziesz chodziła zmęczona i smutna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtek ma rację, musisz uważać, bo masz miękkie serduszko. :)

      Usuń
  10. Czarno-biały kocurek jest odbiciem lustrzanym mojej niezapomnianej Kizi-Mizi. Oczko na białym, oczko na czarnym...Takiego kocurka dwa lata temu szukałam, miał mieć na imię Wojtek. Jest Beza

    OdpowiedzUsuń
  11. Aby mieć ochotę uszczęśliwiać innych trzeba samemu być szczęśliwym, Gosiu kierujesz się rozumem i sercem dlatego wiesz kiedy jaki wybór dokonać :-). Kotki przecudne, trzymam kciuki za szybkie i udane adopcje:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mądrze napisane, ja też mam zapędy na jeszcze jednego pieska, na szczęście rodzina mnie hamuje.....

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie kocurek wygląda na Pirata.
    A w kwestii przytoczonej wypowiedzi - jest, oczywiście, bardzo słuszna i świetnie, że zdajesz sobie, Gosiu, z tego sprawę, ale... Ile nowych zwierząt pojawiło się za Twoimi Drzwiami w tym roku? A to dopiero marzec...Bardzo wszystkim tym cudownym stworzeniom kibicujemy, wspaniale, że wyjątkowo szybko znalazły domy, ale... Czy nie jesteś już blisko kresu możliwości?
    Z głebi serca życzę żeby satysfakcja i radość przeważały nad zmęczeniem...

    OdpowiedzUsuń
  14. Gosia postępuje słusznie i efektywnie. Własnie działając tak jak to robi stworzyła szanse na dom i miłość setkom zwierząt. Podziwiam ją. Ilość odsłon jej bloga i profilu ZMD na FB dowodzi, że nie tylko ja. Ma cudowne podejście do zwierząt i "dobrą rękę" dla swoich podopiecznych.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gosiu to "może niech zostanie, będziesz tęsknić,gdzie mu będzie tak dobrze jak u ciebie, oo FikaMika powie jak go oddasz" - to wszystko piszą na fejsbuku ludzie, którzy nie znają chyba dobrze Ciebie i Twojej działalności. My tu wszyscy zdajemy sobie sprawę, że albo pomagasz, albo zostawiasz Ciapka i kończysz działalność. Fakt, czasem nie ma wyjścia i tak ma być. Ale nie zostaniesz Ciotkiem Mirkiem bo jesteś za mądra i wiesz co robisz. Widzimy co się dzieje, jesteś zmęczona, potrzebujesz czasu na życie prywatne. Odpoczynek. Małe kudłate znajdą domki :-*

    OdpowiedzUsuń
  16. jestem, czytam sledze klikam

    OdpowiedzUsuń
  17. Jest Pani dobrym, szlachetnym człowiekiem. Zasługuje Pani na najlepsze. Świat byłby cudowny gdyby ludzie byli tacy jak Pani. Bardzo Panią szanuję..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, takie słowa! Chciałabym wiedzieć od kogo. :)

      Usuń
  18. Gosiu... jakoś brak mi w głowie odpowiednich słów... napiszę więc mało oryginalnie, że wierzę, że każdy Twój tymczas, kuracjusz ;) znajdzie SWÓJ dom.
    A! Brawo za ten rozsądek i za to, że zaczynasz myśleć o sobie. To od siebie trzeba zawsze zacząć, nawet (a może przede wszystkim) w szczęściu, w uszczęśliwianiu. Pewnie sama to potwierdzisz - gdy Ty jesteś radosna to i Twoi bliscy są. Gdy u Ciebie strzyka to i u TCO. Tak to działa.

    A nowy kocurek swoją mordką przypomina mi lwa. Może Lajon? ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Pomagać też trzeba mądrze, więc słusznie to napisałaś Gosiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Gosiu, podziwiam niezmiernie Twoje oddanie w ratowaniu kolejnych potrzebujacych zwierzaków, ale tez zaczynam sie obawiac, czy masz przy tym czas o zadbanie o siebie i swoich bliskich...

    OdpowiedzUsuń
  21. Pani Gosiu w życiu dokonujemy różnych wyborów. A potem przeżywamy różne chwile: radości, zwątpienia czy rozpaczy. Tak bywa, że czasami czujemy się z naszymi wyborami źle. Mieliśmy dobre intencje, dobre serce, byliśmy litościwi, brakowało nam odwagi powiedzieć nie, czy wydawało nam się , że damy radę. No a potem przysłowiowa "ręka w nocniku". Trzeba samemu posprzątać rozlane mleko (a właściwie sterty kup). Nie piszę tego złośliwie, lecz z autopsji. Po prostu miewam takie momenty, kiedy chce mi się wyć, jestem na siebie wściekła, zastanawiam się dlaczego jestem taką frajerką. I jaka z tego puenta. No cóż, stało się. Najważniejsze, że przyszło opamiętanie. Nie można zbawić całego świata.I nie można mieć o to pretensji ani do siebie, ani do świata. Ma Pani prawo czuć się zmęczona, sfrustrowana. I ma Pani prawo do stawiania granic. Mam nadzieję, że uda się Pani określić je i wytrwać. I tak jest Pani WIELKA. Niech każdy pomoże chociaż jednemu zwierzakowi, już będzie wspaniale. Podziwiam Panią i szanuję. Wierzę, że to dobro, które Pani okazała i okazuje zwierzakom wróci do Pani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem kim jesteś? Może można jakoś pomóc?

      Usuń
    2. Pani Gosiu, czy tu można pomóc?!Hm, jest taki typ osób(np.Ja)który jak nie dostanie "cegłą w głowę" to nie rozumie, że świat nie jest taki bajkowy a ludzie szlachetni. Ot i tyle. Po prostu za dużo zaangażowania, a za mało egoizmu. A schemat moich zachowań pomimo doświadczeń wciąż ten sam. Dziękuję za chęć pomocy, ale to chyba nieuleczalna naiwność.

      Usuń
  22. Wyżej anonimowo ktoś podsunął fajne imię dla kotka: Pirat. Jestem za. :)
    A poza tym, jak wiesz, Gosiu, jestem za Twoim podejściem do tej działalności. Choć przecież i ja wieki temu namawiałam Cię wieki temu do zatrzymania Rudzika. Ale to były moje początki ZMD i wtedy jeszcze nie wiedziałam nic o... instytucji tymczasowania. Teraz to co innego! Ale sama jestem za słaba na taką działalność, więc wspieram Cię, jak i dziesiątki już chyba innych Twoich fanów ;), a sama poprzestanę na i tak przesadzonej liczbie ośmiu przygarniaków. :)

    Buzk i uści dla Was wszystkich, a specjalne pogłaski dla Ptysinki i Balbinki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, Jolu! Pirat będzie piratował! Imię ma go zaczarować, żeby był spokojny i łagodny. Rany, chyba nikt mnie nie rozumie!

      Usuń
    2. Zaraz by tam piratował! Akurat! Taki śliczny, łagodny z oczu kotek! Nic się na nich nie znasz, Gocha! :P

      Usuń
    3. Łagodny czy nie, imię by zadziałało!
      Kotek nazywa się od dziś Zefirek! :)
      Dla przyjaciół Irek.
      Zefirek to łagodny, ciepły i lubiany wiatr. :)

      Usuń
  23. Gosiu :) przeczytałam ... i jeszcze mi smutniej...cóż mogę napisać więcej? Świat jest podły :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam,
    Pani Małgosiu. Jeśli Chmurka jest wciąż strachliwa, to proszę sprawdzić, jak będzie się zachowywała bez obroży. Niektóre koty bardzo stresują takie dodatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam i robiłam już taką próbę. Może za krótko... Zdejmę.

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Dobra zasada: nie czytasz - nie komentuj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...