wtorek, 13 września 2016

Życie zaczyna się od...

zostania BABCIĄ!! 

Drodzy przyjaciele, cieszcie się ze mną, bo dziś jest najpiękniejszy dzień mojego życia! 
O 9:30 na świat przyszła panna Zuzanna! 
Jest (oczywiście) najśliczniejszą istotą pod słońcem, ma pyzatą buźkę,
zadarty nosek i rozkoszne usteczka. 
Dużo się uśmiecha, jest spokojna i cichutka.
Szczęśliwi rodzice nie wypuszczają jej z ramion. 
Mama patrzy na nią maślanym wzrokiem pełnym uwielbienia, 
tata wciąż tuli ją i śpiewa jej piosenki. :)
Jutro będę widzieć swoją wnuczkę po raz pierwszy, ale już czuję, 
że ta miłość zawładnie mną do reszty! 

Kolejne wieści tego dnia są innego kalibru, choć równie niesamowite!
Wszystkie Florki są już zarezerwowane!
Śliweczka zdaje się też znalazła zupełnie niesamowitą osobę z doświadczeniem.
Jeszcze tylko trzeba załatwić kilka formalności i będę mogła to ogłosić ze stuprocentową pewnością. :)

I kolejna wiadomość, tak cudowna, że wciąż w nią nie wierzę!
Pisałam o koleżance, która zastanawia się nad adopcją Rózi i Szarlotki.
Otóż...ona się zdecydowała!!!!! Nie wierzę!!
Rózia zamieszka z Szarlotką w jednym domu! W Krakowie! 
Justyna, nasza wet, będzie mogła ich doglądać w razie potrzeby. :)

I choć moje problemy nie zniknęły, to dziś z całą pewnością mogę powiedzieć, że świat jest piękny!

Wasza babcia Gosia. :))))

PODPIS


Dopisek. 14.09.2016, godzina 11.00.

DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ! 

Bardzo mi miło, że dzielicie ze mną moją olbrzymią radość. Tak, przyszła na świat panna Zuzanka Wrocławska. Córeczka mojego syna Michała - muzyka, kompozytora, i Kasi - autorki pięknych ceramicznych prac i... kociary! :)
Zuzia ma dwie babcie, dwóch dziadków, prawdziwą ciocię, prawdziwego wujka, trzy prababcie, jednego pradziadkowujka oraz wiele przyszywanych cioć. :)
Dziś ją poznam! Nie mogę usiedzieć w miejscu. :)

Jeszcze raz dziękuję, wybaczcie, że nie odpiszę każdemu.






niedziela, 11 września 2016

O tym, co dzieje się Za Moimi Drzwiami - część 2

Jesteście dobrymi obserwatorami, faktycznie nie jestem w formie. 
Mówiąc wprost, przechodzę teraz trudny okres, i nie chodzi o zwierzęta. 
Mimo że z moich postów pewnie zniknęła radość, optymizm i wiara w dobro, 
mimo to chciałabym pisać nadal. 
Ten blog stał się miejscem, gdzie mogę opowiadać o mojej wielkiej pasji 
- pomaganiu zwierzętom, no i dzięki niemu te potrzebujące zwierzęta znajdują domy. 
Poza tym mam Was, i to jest nie do przecenienia.
Jakiś czas będzie więc tu inaczej niż kiedyś, ale zawsze szczerze i zgodnie ze mną.
 Teraz właśnie w takim miejscu jestem. Nikt nie powie, że życie jest usłane różami.

Jest pewna osoba, która ostrożnie i pomału zastanawia się nad adopcją Rózi, 
a może i z nią Szarlotki. (!!!)
Serce bije mi szybciej na tę możliwość. To byłaby adopcja wszech czasów. 
Stałoby się coś, o czym marzę i co rozwiązałoby problem ze Stefcią. Mam nadzieję, 
że ona wybaczyłaby mi panoszenie się innej kotki i wróciłaby do domu...
Wracałaby częściej... 

Dla Szarlotki i Rózi to jedyna szansa na bycie niejedynym kotem w domu. 
One się kochają, znają. Niech tak się stanie, niech, niech, niech!

Nie mogę namawiać tej ani żadnej innej osoby - to poważna decyzja, 
ale zawsze mogę o tych kotkach opowiadać, a nuż? 


Rózia jest miłą, oddaną, spokojną kicią, która czasem lubi sobie poszaleć. 
Bardzo lubi wędkę i zabawy nią, czasem przegalopuje po pokoju za którąś córeczką, 
ale generalnie chodzi za mną, patrzy mądrymi oczami wprost w moje oczy,
ociera się o stopy (uwielbia to) i wystawia brzuszek do głaskania.
Bardzo się wyciszyła i już nawet z FikiMiki żyje we względnej zgodzie.
Względnej, bo dziewczyny jeszcze trochę się obawiają jej gniewu. 

Rózia i Ptysia.
 Rózia w piątek miała sterylizację. 
Uznaliśmy z doktorem, że jest teraz w życiowej formie, 
utuczona (przytyła u mnie z 3 do 4,3 kilo! 
Zabieg poszedł idealnie, bez jednej kropli krwi - jak powiedział wet. 
Rózia się pięknie wybudziła i już tego samego dnia wieczorem chodziła 
po domu jakby nigdy nic.


Ogromnie się z tego cieszę. Kolejny poważny problem rozwiązany i za nami.


Rózia jest pączkiem w maśle. Nie ma żadnych objawów swojej choroby,
Ma apetyt, piękne, lśniące futerko, błyszczące oczy, wszystkie wyniki super.
Jest mocna i wierzę, że zwalczy wirusa!
Niech tak się stanie!


Szarlotka za to to po prostu ideał młodego kota - w fazie bycia długim, chudym szczypiorkiem.
Ufna, miła, mrucząca, wesoła, rozdająca buziaki. To skarb i tyle. Również czuje się świetnie.
Również ma możliwość zwalczenia wirusa. 
Za miesiąc ostatnia dawka interferonu. Przed nią testy. Kolejna szansa. 


Ptysiunia czuje się też doskonale. 
Warto, po stokroć warto, było o nią walczyć, prawda Jolu?
To dzięki tobie!


Nawet pysio jej się prawie całkiem wygoił. 


Kotka jest czarująca i ma w sobie magię. 




W okresach wypuszczenia Białaski grasują po domu, mając z tego wielką radość. 
Moje domowe koty zostaną zaszczepione szczepionką Leukogen firmy Virbag,
która zabezpiecza również przed kocią białaczką. 
I gdyby Rózia z Szarlotką znalazły dom, 
zostawiłabym u siebie Ptysiulkę, aby zajmować się nią do końca.
Adoptowałabym ją po prostu, a Stefci taka młoda koteczka nie będzie przeszkadzać. 
Ptysia bardzo lubi FikiMiki, mogłyby przyjaźnić się w trójkę.


Czasem zdarza się spotkanie na szczycie 


i  tu Szarlotka jest 


świadkiem komitywy pomiędzy FikiMiki. :)
(Jak cudownie się nam trafiło z tymi przyjaciółkami!)


Byłam ciekawa i pełna obaw, jak Śliweczka reaguje na koty,
ale Hokus na rękach nie bardzo ją interesował, 


a potem spotkała się z nim na tarasie - powąchały się


i zgodnie,


ramię przy ramieniu


pobiegły do ogrodu.


Kiedy wyszłam z sunią na spacer do parku za płotem,


Hokusik nam towarzyszył! :)


Co za kochany, magiczny kot!


Śliweczka sprawuje się świetnie. 


Jest bardzo mądra, szybko się uczy. 
Uwielbia spacery, coraz mniej ciągnie na smyczy.
Pracuję nad jej wychowaniem, aby nie przyniosła wstydu temu domowi! :)


Śliweczka jest bardzo przyjazna wobec ludzi. Pokorna, łagodna jak baranek. 



Poważny problem, jaki u niej widzę, to szczekanie. 
W domu nie, ale w ogrodzie ma ochotę często szczekać.
Cóż innego miała robić na łańcuchu?
Jednak w mieście może to być niepożądanym zachowaniem.
Staram się problem rozwiązać takim sprytnym urządzeniem.
Kupiłam je w Zooplusie - LINK.


Na pewno działa, choć nie do końca, ale trzeba czasu, aby pies się nauczył, że szczekanie jest be! 
Jest napisane w instrukcji, że trwa to 2 tygodnie. 
W każdym razie już jest znaczna poprawa w stosunku do tego, co było. 


Śliweczka będzie mogła całe dnie spędzać w ogrodzie,
 gdy załapie, jak zachowywać się w nowym życiu.


A Florki? Jak to Florki; urok, wdzięk, szczenięcy zapach 
(nie mogę się ich nawąchać - to lek na wszystkie smutki!),
apetyt i zabawa. Cudne stworki - Florki. 



:)
 Podczas drzemek zamykam je w klatce, aby były bezpieczniejsze. 



W pozostałym czasie brykają po ogrodzie. 


Na spacerku ze Śliwką spotkałyśmy cocker spaniela springera, o którym pisałam poprzednio.
Jest on jednak bardziej masywny, ma dłuższe uszy, inne kolory. 
Śliweczka to cocker spaniel wspaniały - jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny i prześliczny!


Florek. 






Towarzystwo za szybą podgląda scenki w ogrodzie. :)

Ostatnie siusiu Śliweczki i czas spać!



Dobranoc! :*

PODPIS


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...