czwartek, 30 stycznia 2014

Spacerkiem przez... dwa lata! Ciąg dalszy.

Komentarze już się nie publikują pod poprzednim postem!
Wybuchnęłyśmy blogera! :)
Odpowiem tu.

Ala D.: Trafiłam tu jakoś tak przy okazji Twojego komentarza na innym blogu, zajrzałam za Twoje Drzwi, zaczęłam korzystać z gościnności , pospacerowałam po Twoim domu, zatrzymałam się w każdym pokoju. W każdym z nich czułam życzliwość, szczerość , otwartość na ludzi i szacunek dla zwierząt. Wtedy wydawało mi się po pierwszym pobieżnym przeczytaniu Twoich postów, że u Ciebie rządzą koty, no i Rufi – co zresztą wcale mi nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie…:) Następne czytanie celebrowałam, zatrzymując się aby się uśmiechnąć, wzruszyć, zachwycić miejscami, które zwiedziłaś i pokazywałaś nam swoimi oczami. Jednak najbardziej ze wszystkiego ujęła mnie i ujmuje nadal Twoja wrażliwość, a reszta jest w moim odczuciu jej pochodną. I poczucie humoru…:) Podziwiam Cię za serce i czas poświęcony na ratowanie kocich nieszczęść i szukanie dla nich nowych domów. Swoją drogą, jak Ty na to wszystko znajdujesz czas ? Bywam u Ciebie codziennie, z przyjemnością czytam Twoje perfekcyjnie
Bywam u Ciebie codziennie, z przyjemnością czytam Twoje perfekcyjnie przygotowane posty, cieszę oczy Twoimi zdjęciami i tęsknię za komiksami.
Mam wrażenie, że odwiedzam Cię od dawna, a Ty mówisz, że to dopiero dwie świeczki na torcie? Hmm
Gosiu, małolato jedna, życzę Ci pięknych, poważnych rocznic i satysfakcji, z tego, że stworzyłaś tak przyjazne miejsce..:)

Alu, cóż ja mogę powiedzieć! Słów mi już brak, teraz będą emotki.
  



Mika:
Sto lat, sto lat.... i jeszcze dłużej! Dziękuję ci Anko za pięknego bloga i za wzruszenia, ktorych dostarczasz. No i za te wszystkie przecudne kociaki! Podziwiam bardzo twoją i Twójcionego pro-kocią działalność, jesteście naprawdę wspaniałymi ludźmi! Pierwszy raz zetknęłam się z Tobą u Ori, ale nie czytałam regularnie, na stałe przylazłam za Haną, umieściła twój blog jako obserwowany na naszym Kurniku i już poszło:)) Uściski i całusy jubileuszowe! Oj, żeby tak los się do mnie uśmiechnął...

Miko, w jakiej kwestii ten los ma się do Ciebie uśmiechnąć?
Za wszystkie słowa dziękuję, całuję i już wariuję z tych emocji! :)



tempo giusto:
http://kotyumagdy.wordpress.com/

Dzięki, świetna strona, dużo się nauczę!


tempo giusto:
no masz! ale Twój jubileusz nie może się odbyć bez Cipiptaszka, choć pewnie płacze gdzieś w kącie, że go porzuciłaś, i Piernikowych Zjadaczy Muchomorów, i sikającego inaczej Kayrona.. a Baksio? gdzie on? i muzyki Wrocławskiego! i recenzji TCO! o czym zapomniałam?

Masz świetną pamieć :D


I. Maksiuputkowa:
Mnie przyciągnęła ciekawa osobowość autorki, Jej wrażliwość i specyficzne, tak rzadkie teraz poczucie humoru oraz imponująca kreatywność. Bardzo lubię tu zaglądać, choć z powodu różnych zawirowań mam coraz mniej czasu na tego typu rozrywki. Składam serdeczne życzenia sympatycznej DWULATCE i pozdrawiam komentujących, których też w pewnym sensie polubiłam. 

Miło, że napisałaś, bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę jak najmniej zawirowań!


Katarzyna3:
Szukałam ciekawych blogów, trafiłam do Ciebie. Jestem od dawna. Rzadko komentuję. Pierwszy raz zebrało mi się chyba przy rybie. Tu jest pięknie, tu jest dobrze, tu nie ma rzeczy niemożliwych! Stu lat życzę.

Mocne i dobre słowa. Zapamiętam je.


Beata z Rz.:
Anko Wrocławianko,nie pamiętam jak tu trafiłam ale zostałam ,bo Ty nieprawdopodobnie DOBRY LUDŹ jesteś:)
Serdecznie pozdrawiam 

Buziaki Beato, fajnie, że jesteś!


Ewa Kosieradzka:
A ja wiem jak tu trafiłam, choć tylko czytam. Jestem kociara i moja szwagierka elaja dobrze o tym wie, pokazała mi tu drogę, weszłam i dzięki jej za to. Blog jest wspaniały. Jestem tu codziennie i z ogromną przyjemnością czekam na każdy nowy wpis. Gratulacje na drugie urodziny. 

Ach ta Ela, zyskała mi przyjaciela! :)


cdn...
PODPIS

Spacerkiem przez... dwa lata!

Mój blog jest moją najodważniejszą kreacją w życiu.
Wymyślony, wypieszczony, zaborczy.
Mam wciąż do niego serce i słabość.
Zajmuje moje myśli, cieszy moją duszę, buduje wartości,
o jakie bym go nigdy nie podejrzewała.
Buduje społeczność ludzi - chętnych do pomocy, życzliwych,
wspierających, i to nie tylko słowem.
Tam, gdzie jest miłość i pasja, tam, gdzie brak złych emocji, 
tam wszystko jest możliwe.
I było.
Przez dwa lata. 

gify cyfry

To była dla mnie moc wzruszeń.
To było dla mnie ważne.
To była dla mnie wielka frajda.

gify emoty

Dziękuję!

Chętnie przeczytam, co Was kiedyś zatrzymało Za Moimi Drzwiami
i sprawiło, że wróciliście.
Przecież jakoś tu musieliście trafić... :)


PODPIS

Miałam inne plany wobec kalendarzy 2014 z naszymi tymczasami, ale styczeń się kończy, a tamto przedsięwzięcie jest w powijakach, więc wśród osób dziś komentujących wylosuję cztery sztuki w ramach podziękowania i sympatii dla Was.
Jak wygląda taki kalendarz, można zobaczyć TU.
Nie zapomnijcie się podpisać w sposób umożliwiający identyfikację!  

Uwaga, komentarze już się nie publikują. Zapraszam do nowego posta!

środa, 29 stycznia 2014

2000 km i pół godzinki pod górkę

Trwa na moim blogu tydzień spacerowy. Na razie nie znudzeni?
Ciekawe, co dziś powiecie.
Dzisiejszy spacer może Was bardzo zmęczyć, bo liczy sobie 1000 km, i to tylko w jedną stronę! Nie martwcie się, znakomitą większość trasy pojedziemy samochodem. :)
Podobny post (klik) pojawił się już Za Moimi Drzwiami, ale ponieważ trasa w Dolomity wciąż mnie zachwyca, zabieram Was znowu ze sobą.
Dla jasności, zachwyca mnie część włoska.

Przypominam, że rzecz dzieje się na początku grudnia 2013,
kiedy to byliśmy na nartach w Selvie.
Na autostradzie niemieckiej jest zazwyczaj szaro, buro, ponuro i nudno aż do momentu, kiedy w oddali zaczynają majaczyć Alpy. Wtedy wszystko się zmienia.

Za tymi wzgórzami zaczyna się inny świat. Świat słońca!
 Świat błękitnego nieba.

 Cudownego światła!

 Nadzwyczajnych widoków.

Zamków na zboczach gór.
Licznych tuneli.

W tym świecie spędziliśmy tydzień i opisałam go w poście ze słońcem w tytule.
Potem nastąpił powrót...

Pożegnaliśmy nasze gościnne miasteczko.

Opromienione słońcem lasy, hale, domy.

Zamki na skałach.

Minęliśmy Innsbruck
wraz z jego skocznią narciarską.
Oho! Nadciągają gęste chmury,
to muszą być już zaraz Niemcy...
W stronę Dolomitów wciąż jasno.

A w Niemczech ponuro.
Choć też urokliwie.


No i dojechaliśmy do pieszego spaceru.
Naszym celem jest Hohenschwangau niedaleko Füssen,
w południowo-zachodniej Bawarii, 
a w niej zamek  Neuschwanstein
To taka sobie chałupka.
 Budynek powstawał od 1869 roku jako wyidealizowany średniowieczny
zamek rycerski dla króla bawarskiego Ludwika II Wittelsbacha.
Król przeżył w zamku tylko kilka miesięcy
i zmarł jeszcze przed ukończeniem budowy.


Spacer to półgodzinne podejście na wzgórze,
w... tłumie Japończyków!


Pogoda była nieprzyjemna, zimno, siąpiąco, błotnie, 
więc nie padłam na kolana na widok tego domku.
Już raczej widok z okien zostawił ślad w moich wspomnieniach.

Kiedy świeci słońce, całość wygląda lepiej. :)





Spacer był długi i kiedy wracaliś do auta, zaczął zapadać zmrok.



A potem już tylko autostrada, 


i autostrada, aż do domu.

Trzeci dzień spacerowy za nami. Zmęczeni? Nasyceni wrażeniami?
Co ja biedna wymyślę na jutro?! :)

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...