czwartek, 14 lutego 2013

A dziś rano...

Klarka zapoczątkowała cykl "A wieczorem...", 
podczas gdy u mnie "akcja walentynki" miała miejsce rano.





Rano na śniadanko jajeczko sadzone w kształcie serca i prezenty książkowe dla mnie.
MójCiOn dostał ode mnie baśnie japońskie ze specjalną dedykacją .:) Jakoś w tym roku postawiliśmy oboje na książki, choć nie mamy zwyczaju tak "hucznie" obchodzić walentynek. Serduszka, które były dodatkiem do prezentu, spodobały się panience Wisi (w końcu to sercowa panienka), więc je poobgryzała!

PODPIS

Wyłączyłam komentarze, bo nie mam już sumienia naciągać Was na kolejne pisanie u mnie. Blog jest jednak też moim pamiętnikiem, zbieraczem chwil, więc umieszczam sobie ten post ku pamięci. ;) Miłej nocki. 

Errata: włączyłam komentarze, bo wciąż dostaję zażalenia na brak możliwości komentowania! Co za ludzie! :))

Ja w jej wieku...

Ala zadziałała wobec mnie zaczepnie, zarzuciła wędkę i… złapała mnie! A przecież i ja nie jestem zwolenniczką wszelkich blogowych łańcuszków. Czasem jednak też, jak Alucha, ulegam im z różnych przyczyn. Tym razem tą przyczyną jest fakt, że dziwi mnie, że moja młoda koleżanka blogowa twierdzi, że wie o mnie niewiele, a chce wiedzieć więcej. Czy to nie dziwne? Ja w Jej wieku nie byłam taka ciekawa życia pięćdziesięcioletnich pań… Ja, w Jej wieku… No właśnie! Skoro fakty, które mogę podać w ramach tej zabawy, są dowolne, to zacznę w ten deseń:


Ja w wieku Alicji:

1. Byłam już od 5 lat mężatką, od 4 mamą Poznańskiego, o którego imię rzucaliśmy monetą i wyszło na moje (hura!), a od 2 lat mamą Wrocławskiego, który miał być dziewczynką (tak zasugerował lekarz po USG) i nazywać się Bianka. Dziś jest szczęśliwy, że płeć, że tak powiem, uratowała go przed tym (moim zdaniem uroczym) imieniem.


2. Mieliśmy suczkę kundelkę o wdzięcznym imieniu Malwinka i jedną perską kotkę, której imienia nie mogę sobie przypomnieć! Niesamowite! Mieszkała z nami też urocza papużka nimfa nazwana przez dzieci Papa.


3. Nie pracowałam, zajmowałam się dziećmi. To były cudowne czasy. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy, bo wtedy nie łatwo było mi znosić odpowiedzialność, jaką niesie wychowywanie dzieci. Odpowiedzialność i trud.  Faktem jest jednak, że gdybym miała możliwość powrotu do wybranych przez siebie czasów, to chętnie wróciłabym do tamtego pełnego niesamowitej miłości okresu.


Autorem zdjęcia jest dwuletni Poznański.

4. Kiedy Poznański był malutkim chłopcem, uwielbiał… kłódki i kominy! Do legend rodzinnych przeszły anegdoty, jak to podczas wizyty w zoo, przy klatce z lwem, którego widział pierwszy raz w życiu, mały Poznański zawołał: Ooooo! Zobac, zobac, jaka duzia… łódka! Wielki grzywiasty lew nie zrobił na nim wrażenia. :)


5. Wrocławski z kolei to chodząca słodycz i naśladowca starszego brata, który był dla niego idolem. Wszystko było „ja tez”. Chcę pić – wołał Wrocławski. Ja tez! – Słychać było zaraz głosik drugiego chłopca.  Nawet siusiu chciało mu się wtedy, kiedy braciszkowi.


6. Mieszkaliśmy w bloku na 4 piętrze i pamiętam do dziś, że potrafiłam taszczyć do domu wózek, zakupy i dwójkę małych dzieci. Ale miałam kondychę!

Otoczony kotami, wiadomo, po kim to ma... :)

7. Fakt ostatni: sprowokowana tymi wspomnieniami zmarnowałam trzy godziny na przeglądanie starych zdjęć w albumach. O matko, jak mi teraz tęskno, jak bardzo czuję upływający czas…

Kto ma ochotę na kontynuowanie tej zabawy, zapraszam. Można to zrobić w komentarzach, można u siebie na blogu. Nominuję wszystkich moich komentatorów. Zmieniam tylko pytanie i zamiast „podaj 7 faktów o sobie”, obowiązuje „JA, W WIEKU ALI…”.
A w jakim wieku jest Ala, może powie sama, a może się domyślicie. Wystarczy wiedzieć, że jest między dwudziestką a trzydziestką. :)


PODPIS

środa, 13 lutego 2013

Gdzie jest kotek?

Zdecydowałam się zgłosić Amisię do konkursu u Krysi. 
W końcu nie co dzień ma się takie adekwatne zdjęcie!
Szczegóły konkursu są TU

Miałam dylemat. Czy wybrać to:


 Czy może to:


 A może jednak to: 


Ups! :)) 
(Założę się, że to by wygrało, bo nikt nie zgadnie, gdzie jest kotek!)

W końcu stanęło na tym:


Jeśli się podoba, to głosujta, ludziska! :)

PODPIS

Truskawkowy tort Pavlova z bazylią, limonką i octem balsamicznym

Po włosku brzmi jeszcze piękniej: Pavlova con fragole, calce e aceto balsamico. Przepis Gino D’Acampo. Niezawodny, efektowny, wcale nie pracochłonny, trzeba tylko zaplanować sobie pracę i zrobić bezę dzień, dwa wcześniej. Beza z tego przepisu jest chrupiąca na zewnątrz i lekko ciągnąca w środku. Sam autor nazywa ten deser zniewalającym. Zgadzam się! 

To do dzieła:


Przepis na 8 porcji

Składniki:
6 białek dużych jaj
350 g cukru pudru, najlepiej ze słoika, do którego włożyliśmy laskę wanilii
1 łyżeczka octu winnego
2 łyżeczki mąki kukurydzianej
2 łyżki drobno posiekanej świeżej bazylii
Starta skórka z limonki plus 1 łyżeczka soku


Na krem:
400 g świeżych truskawek przekrojonych na połówki
2 łyżeczki posiekanej świeżej bazylii + listki w całości do przybrania
2 łyżeczki octu balsamicznego
400 ml śmietany kremówki
Kilka kropli ekstraktu waniliowego


Blachę do pieczenia wykładamy pergaminem i rysujemy na nim okrąg o średnicy 25 cm. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. Białka jaj ubijamy na sztywną pianę (w suchej misce). Ciągle ubijając, dodajemy połowę cukru pudru i ubijamy na błyszczącą masę. Dosypujemy resztę cukru, dodajemy ocet, mąkę kukurydzianą, bazylię oraz sok i skórkę z limonki. Składniki mieszamy drewnianą łyżką. 
Powstałą masę wykładamy na okrąg na pergaminie. Na środku wierzchem łyżki tworzymy wgłębienie. Boki formujemy w nieregularne kształty. Blachę wstawiamy na środkową szynę piekarnika i pieczemy przez 5 minut. Zmniejszamy temperaturę do 140 st. i dopiekamy przez godzinę. Wyłączamy grzanie w piekarniku i pozostawiamy bezę na co najmniej 5 godzin lub całą noc. Gdy beza będzie gotowa, truskawki mieszamy w dużej misce z cukrem, posiekaną bazylią i octem balsamicznym. Odstawiamy do zamarynowania na godzinę, od czasu do czasu mieszając.
Na mniej więcej 30 minut przed podaniem ubijamy śmietanę z ekstraktem waniliowym na sztywną masę. Wykładamy ją na bezową podstawę. Na wierzchu tortu za pomocą łyżki cedzakowej układamy truskawki. Tuż przed podaniem skrapiamy deser sokiem z truskawek i dekorujemy listkami bazylii.
Finito!



Przepis umieszczam na prośbę mojej największej gaduły. Kto to może być? Hmmm…

Miłego i smacznego dnia. :)

*****************************************************************************


Przypominam o zabawie w aplikacji SILK
Czekam na Wasze prace, które zawisną w sobotę na wirtualnej wystawie. 

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...