Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

Babka cytrynowa, bardzo łatwa

To sentymentalny dla mnie przepis. W notatkach Taty znalazłam starą, poplamioną kartkę zapisaną ręką mojej Mamy. Jest na niej przepis na tę babkę. Ciekawe, czemu zachował właśnie ten skrawek papieru.  Nie zostało tego dużo.  Ot, kilka wierszy, list do matki - mojej babci, przepis, notatki z nauki francuskiego. Gdybym ja odeszła, zostawiłabym po sobie całe szuflady karteczek, listów, notatek, pamiątkowych kamyczków, duperelków i nikomu niepotrzebnych drobiazgów. Czuję w sobie potrzebę uporządkowania tego wszystkiego.  To pewnie zrobił mój Tato. Uporządkował, dlatego jest tego tak niewiele. Żałuję.


Babkę upiekłam. Jest bardzo smaczna. Z czystym sumieniem polecam ją tym, którzy lubią takie cytrynowe smaki. Dodałam do niej kilka kostek czekolady, co stanowiło miłe urozmaicenie jej smaku, ale absolutnie nie jest to konieczne. Babka jest wilgotna i tak jak zapowiadał przepis, bardzo łatwa do wykonania.


Składniki:
5 jaj małych lub 4 duże
półtorej szklanki mąki
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 kg masła
1 szklanka cukru
1 cukier waniliowy
otarta skórka z cytryny + kilka łyżek soku


Wykonanie:
Całe jajka ubić trzepaczką (lub mikserem oczywiście) z cukrem na puszystą masę, wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, ubić, żeby nie było grudek i wlać, mieszając rozpuszczone i lekko przestudzone masło (w oryginalnym przepisie użyte są słowa: zagotowane masło, ale ja nie zagotowałam, tylko doprowadziłam je do stanu tuż przed). Dodać otartą skórkę z jednej cytryny + kilka łyżek soku. Dobrze wymieszać. Wlać do formy wysmarowanej masłem i wysypanej tartą bułką. Piec ok. 45 minut w 180 stopniach. Sprawdzić patyczkiem, czy upieczona.


Gotowe! Smacznego!

PODPIS


wtorek, 5 marca 2013

Bardzo proste czekoladowe ciasto z... majonezem.

Wiem, że wiosna idzie, wszyscy się odchudzają (łącznie ze mną), ale u mnie, Za Moimi Drzwiami, lekko nie ma. Piec lubię i nie waha(ła)m się tego robić. Teraz zrobię w tym przerwę, aby nie kusić Paszczy. :)


Dziś kolejne ciasto czekoladowe do kolekcji. Po karierze, jaką zrobiło ciasto z colą, zapragnęłam oczywiście wypróbować kolejny przepis. Tak już mam, że nie lubię się powtarzać. Trafiłam na niego w Ziołowym Zakątku. To ciasto ma wiele zalet. Jest bardzo smaczne, coś pomiędzy murzynkiem a brownie.  Przede wszystkim jednak jest bardzo szybkie i niezwykle łatwe do zrobienia, no i…  mało kaloryczne! W przepisie oprócz majonezu (którego jest mało, jakieś 4 kopiaste łyżki) nie ma żadnego tłuszczu.
Kto wypróbuje i powie, które lepsze, czy to z colą, czy to z majonezem?


Przepis po moich malutkich zmianach.

Składniki:

100 g mąki
30 g ciemnego kakao
1/2 łyżeczki sody
1/8 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 jajko
130 g cukru
2 g pasty waniliowej (dałam zamiast niej kilka kropli olejku waniliowego i łyżkę nutelli)
85 g łagodnego majonezu (dałam majonez babuni)
105 ml wody w temperaturze pokojowej
dwie garście pokruszonych orzechów włoskich, jedna suszonych wiśni (niekoniecznie, wg uznania)


Przygotowanie:
Nagrzewam piekarnik z termoobiegiem do 170 stopni. Wykładam małą tortownicę papierem do pieczenia.
Mieszam suche składniki: mąkę, kakao, sodę, proszek do pieczenia. Jajka, cukier i pastę waniliową ubijam dobrze mikserem na średniej prędkości, dopóki masa nie zrobi się jasna i dobrze ubita. Dodaję teraz majonez i przez chwilę ubijam. Stopniowo dodaję suche składniki i wodę, w dwóch partiach, na przemian. Wylewam na foremkę, piekę przez 20-30 minut lub do czasu, kiedy wykałaczka wbita w centrum ciasta (ciasto będzie dość niskie) będzie czysta, zaś ciasto sprężyste. Nie wolno go przepiec, ponieważ będzie za suche!
Można podać je ze śmietaną, z gałką lodów lub np. z frużeliną owocową. Dodałam polewę czekoladowo-orzechową.


Smacznego!


Amisi nie trzeba dwa razy powtarzać. :)

PODPIS

Megi prosiła mnie o pomoc przy udostępnieniu wiadomości o dwóch słodziakach, co szukają domku. Kto czuje się niedokocony i mieszka najlepiej nad morzem (choć niekoniecznie), niech zobaczy: https://www.facebook.com/events/140165619481507/.

sobota, 2 marca 2013

Niespodzianki dla Anki Wrocławianki

Siała baba mak, a to było tak...
A właściwie całkiem inaczej. Baba nie siała maku, ale za to wróciła do domu po ciężkim dniu 
i już w progu zauważyła leżącą na stole paczkę. Baba wiedziała od kogo ona! 
Miała tę pewność, bowiem miesiąc temu wyrwała się na pewnym zaprzyjaźnionym blogu 
jak Filip z konopi z propozycją nie do odrzucenia. 
Blog ten jest prowadzony przez największą tutejszą miłą gadułę, która nie dość, 
że lubi gadać i sobie tego nie żałuje (jak widać), to jeszcze uwielbia gotować, 
piec i kusić tym innych, czyli robić to, na co bardzo podatna jest Paszcza!
Kiedy więc baba wróciła do domu, wiedziała już, 
że akt sprowokowany przez Paszczę miesiąc temu, stał się faktem.
Ale po kolei.

Amisia wykazała jak zwykle chęć współpracy przy testowaniu zawartości przesyłki.

 Usłyszawszy o tym, Wisia natychmiast rzuciła się z pomocą Królowej Ciotce!

 Rufi, biedaczek pierdołowaty, też usiłował znaleźć się w centrum wydarzeń. 


 Cała trójca niecierpliwie przebierała nóżkami...

i wtedy wzięłam do ręki ostry nóż (!!!)

i nastąpiło uroczyste otwarcie! 
Po otarciu wszystkich łez wzruszenia i po ponownym przeczytaniu listu, 
tym razem (dla odmiany) dokładnie i pomału, 
baba zabrała się za rozdawanie prezentów z paczki.

 Panienka Wisienka dostała czerwoną piłeczkę i rzuciła się w wir zabawy.
Kochana kocineczka!

Rufi nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu! 
W końcu też doczekał się własnego, osobistego prezentu, a nie tylko te wstrętne koty! 
Zachwycony poszedł zjeść swój smakołyk, a nawet, co mu się nigdy wcześniej nie zdarzyło,
 nawarczał na Wiśkę, która próbowała mu go podkraść! 

 Jednak bez wątpienia największym entuzjazmem wykazał się Książę Kayron! 
Na widok zielonej piłeczki... zamknął oczy i zasnął! 
Równie entuzjastycznie zareagował na zwycięstwo Kamila Stocha w mistrzostwach świata! 
Ach, jak on umie się cieszyć!

 Amiśce przypadła do gustu niebieska piłeczka, którą początkowo przykryła własnym ciałem 
(a ma go sporo, oj ma!), a potem skupiła się głównie na tym, aby nie dostała się ona w łapki Wiśki. 

 Próbowałam pogodzić je kolejną, czarną piłeczką, 
ale wspólna zabawa wyglądała tak, jak widać na tych zdjęciach. 

 Paczka kryła jednak jeszcze gwóźdź programu, a nawet dwa gwoździe!
Szalona Alutka upiekła nam aż dwa ciasta, i to obiecane
czekoladowo-pomarańczowe, i migdałowe!
Oba pyszne, w ulubionym przez nas typie zakalcowym, czyli wilgotne i esencjonalne.
Po zastanowieniu i tajnym głosowaniu Paszczy i MójCiOnemu bardziej smakowało migdałowe.
Wrocławski woli czekoladowe.
Czyli wszystko gra i buczy. :)
(oprócz tego, że Paszcza o mało nie pękła!)

Przypominam na koniec kulminacyjne momenty wydarzenia pt. Paczka od Alicji. 







Alicjo, ja już nie wiem, jak mam odmieniać słowo "dziękuję"! Od kiedy prowadzę bloga, używam go codziennie kilkanaście razy! Tym razem więc celowo powstrzymam się od niego i powiem tylko...

ZEMSTA BĘDZIE SŁODKA!


PODPIS

PS. Alucha robi fajną akcję na swoim blogu. Zachęcam do udziału. Będzie miło i ciekawie zobaczyć sukienkowy post!
PS 2. Umieściłam nowy post na Aparatkach. Może ktoś zechce zobaczyć. :)

środa, 20 lutego 2013

Torcik cytrynowo-kokosowy z malinami w galaretce

W weekend nosiło mnie po domu kulinarnie. 
Rączki mnie świerzbiły, żeby ciągle coś gotować i piec. 


Zrobiłam już obiad, upiekłam chleb, małe ciasteczka, a wciąż mi było mało. 
Postanowiłam przyrządzić jeszcze galaretkę z owocami. MójCiOn ostatnio pasjami zajada się 
taką galaretką. Zrobiłam ją i wtedy zauważyłam, że na opakowaniu jest przepis na torcik cytrynowo–kokosowy na zimno. Uznałam, że jest to znak z niebios i zabrałam się natychmiast za jego pitraszenie.


Kiedy był gotowy i już miałam włożyć go do lodówki, postanowiłam zmodyfikować ten przepis,
 dodając od siebie górną warstwę z galaretki cytrynowej z dużą ilością malin. 
To był przysłowiowy strzał w dziesiątkę! 


Kwaskowatość malin wspaniale przełamała mdławy smak kokosa. 
Torcik wyszedł przepyszny. Wilgotny, orzeźwiający, cytrynowy, owocowy, czyli taki 
jak Anki Wrocławianki lubią najbardziej. 
Polecam!


Składniki:
2 galaretki o smaku cytrynowym
150 g wiórków kokosowych
250 g kefiru
Pół szklanki śmietany 30%
1/3 szklanki cukru
Paczka biszkoptów
Paczka malin mrożonych


Jedną galaretkę rozpuścić w szklance wody i zostawić do ostygnięcia. 
Kefir wymieszać z płatkami kokosowymi i pozostawić na pół godziny. 
Ubić śmietanę z cukrem, dodać kefir z wiórkami i ostudzoną galaretkę. 
Wyłożyć masę na biszkopty ułożone na dnie małej tortownicy 
(biszkopty zmoczyłam delikatnie paroma łyżkami rozpuszczonej drugiej galaretki).


Drugą galaretkę rozpuścić w 400 ml wody, kiedy zacznie tężeć, zalać nią mrożone maliny 
wysypane na masę kokosową. Wstawić do lodówki, aby zastygły galaretki, 
a całość dobrze się oziębiła, najlepiej na noc. Wcinać ze smakiem.
Narobiłam zdjęć jak szalona, ale cóż, mój to kawałek internetu, mogę szaleć :)
No, jeszcze jedno:


I jeszcze coś:


Chwyciłam w TK Maxxie taką malinową torebkę. 
Nie wiem, czy zostawić, czy oddać? 
Kaszana czy nie? Hmmm...

PODPIS

środa, 13 lutego 2013

Truskawkowy tort Pavlova z bazylią, limonką i octem balsamicznym

Po włosku brzmi jeszcze piękniej: Pavlova con fragole, calce e aceto balsamico. Przepis Gino D’Acampo. Niezawodny, efektowny, wcale nie pracochłonny, trzeba tylko zaplanować sobie pracę i zrobić bezę dzień, dwa wcześniej. Beza z tego przepisu jest chrupiąca na zewnątrz i lekko ciągnąca w środku. Sam autor nazywa ten deser zniewalającym. Zgadzam się! 

To do dzieła:


Przepis na 8 porcji

Składniki:
6 białek dużych jaj
350 g cukru pudru, najlepiej ze słoika, do którego włożyliśmy laskę wanilii
1 łyżeczka octu winnego
2 łyżeczki mąki kukurydzianej
2 łyżki drobno posiekanej świeżej bazylii
Starta skórka z limonki plus 1 łyżeczka soku


Na krem:
400 g świeżych truskawek przekrojonych na połówki
2 łyżeczki posiekanej świeżej bazylii + listki w całości do przybrania
2 łyżeczki octu balsamicznego
400 ml śmietany kremówki
Kilka kropli ekstraktu waniliowego


Blachę do pieczenia wykładamy pergaminem i rysujemy na nim okrąg o średnicy 25 cm. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. Białka jaj ubijamy na sztywną pianę (w suchej misce). Ciągle ubijając, dodajemy połowę cukru pudru i ubijamy na błyszczącą masę. Dosypujemy resztę cukru, dodajemy ocet, mąkę kukurydzianą, bazylię oraz sok i skórkę z limonki. Składniki mieszamy drewnianą łyżką. 
Powstałą masę wykładamy na okrąg na pergaminie. Na środku wierzchem łyżki tworzymy wgłębienie. Boki formujemy w nieregularne kształty. Blachę wstawiamy na środkową szynę piekarnika i pieczemy przez 5 minut. Zmniejszamy temperaturę do 140 st. i dopiekamy przez godzinę. Wyłączamy grzanie w piekarniku i pozostawiamy bezę na co najmniej 5 godzin lub całą noc. Gdy beza będzie gotowa, truskawki mieszamy w dużej misce z cukrem, posiekaną bazylią i octem balsamicznym. Odstawiamy do zamarynowania na godzinę, od czasu do czasu mieszając.
Na mniej więcej 30 minut przed podaniem ubijamy śmietanę z ekstraktem waniliowym na sztywną masę. Wykładamy ją na bezową podstawę. Na wierzchu tortu za pomocą łyżki cedzakowej układamy truskawki. Tuż przed podaniem skrapiamy deser sokiem z truskawek i dekorujemy listkami bazylii.
Finito!



Przepis umieszczam na prośbę mojej największej gaduły. Kto to może być? Hmmm…

Miłego i smacznego dnia. :)

*****************************************************************************


Przypominam o zabawie w aplikacji SILK
Czekam na Wasze prace, które zawisną w sobotę na wirtualnej wystawie. 

PODPIS

czwartek, 7 lutego 2013

Tiramisu

Pod którymś moim postem, w komentarzu, Pantera napisała mi przepis na najlepsze tiramisu, jakie jadła i na które dostała przepis od prawdziwego włoskiego kucharza. Zrobiłam je wtedy, ale z powodu braku czasu nie doczekało się sesji zdjęciowej ani uwiecznienia na blogu. Dziś to nadrabiam, bo przepis jest faktycznie rewelacyjny. Zawsze się udaje. Wspaniały pokarm dla PASZCZY. Była zachwycona, tak jak i inne paszcze, które miały przyjemność zostać nim poczęstowane! Dziękuję, Panterko!


Składniki:
250 g serka mascarpone
250 g słodkiej śmietany do ubijania 36%
4 jajka
4 łyżki cukru
2 kubki zaparzonej kawy (najlepiej rozpuszczalnej) z cukrem i 5 łyżkami likieru amaretto
biszkopty



Wykonanie:
żółtka ubić z cukrem
śmietanę ubić na sztywno
białka ubić na sztywno
do żółtek dodać serek mascarpone
później śmietanę
i ubite białka


Biszkopty moczyć pojedynczo w kawie z likierem (krótko, bo się rozpadną)
wykładać nimi tortownicę,
na to wyłożyć połowę kremu,
następnie kolejną warstwę moczonych biszkoptów
i znowu resztę kremu.

Zatwierdzone przez Inspektor Amisię. :)
Posypać kakao w proszku na wierzchu
i wstawić na min. 3 godziny do lodówki.

I to wszystko. Niebo w gębie!

Miłego i spokojnego dnia! :)

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...