Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 maja 2014

Zamiast kwiatka

Dziś jest taki ważny dzień, że muszę odezwać się nawet z Japonii!

Naszym Mamom zamiast kwiatka przesyłamy... sarenki z Nary. :) Dziękujemy Wam za Waszą miłość, oddanie, wsparcie, za każdy dzień, za każde słowo, wreszcie za... życie! To dzięki Wam możemy tu być i poznawać świat. Dzięki Wam - wszystko!

Zdrówka, szczęścia i uśmiechu!

Kochamy Was i tęsknimy!








***

Jeszcze słówko o naleśniku japońskim, który wzbudził tyle kontrowersji. :) Nazywa się on okonomiyaki i składa się z jajek, a poza tym z czego tylko można zamarzyć.  Okonomi po japońsku znaczy "to, co lubisz" lub "to, czego chcesz", yaki oznacza zgrillowane lub ugotowane.  Na zakończenie przygotowywania potrawy posypujemy go płatkami tuńczyka bonito, a one w kontakcie z gorącym naleśnikiem zaczynają tańczyć. Ten to niesamowity widok tak przeraża niektórych. :)
Smacznego! :)


Kucharz przy pracy.

Naleśnik wyłożono nam na  specjalną, do tego przeznaczoną, gorącą płytę na stole.

Rozrywa się go pałeczkami. 


Nie wygląda, ale jest bardzo smaczny.

***

Wczoraj pożegnaliśmy naszą przemiłą gospodynię w Narze i na koniec wpisaliśmy się do księgi gości.
Ludzie mają kapitalne pomysły na swoje wpisy!

To dokładny plan naszego mieszkanka!


A to nasze podsumowanie:




***

Wczoraj sześcioma środkami lokomocji oraz przy pomocy MCO, który po japońsku (w przeważającej części), angielsku (tylko troszkę) i na migi (ciut, ciut) wszystkiego się dowiedział, dojechaliśmy do kolejnego przystanku.


No i jesteśmy tu. Oesu, tu jest wspólna łaźnia! Oesu!

Wczoraj.
Dzisiaj rano. Pada.
Leje!
Widać?
***

O Dniu Matki pisałam też TUTAJ. Lecimy zwiedzać dalej, jak tylko przestanie padać. Buziaki!


PODPIS

PS. Jolu, przepraszam za wtrącenie się w Twoją wspaniałą działalność sprawozdawczą! Już więcej nie będę. :)


niedziela, 25 maja 2014

Próba rehabilitacji

No tak... I co ja mam dziś napisać we wstępie? Że krótko? Ha, ha! I kto mi uwierzy?! Po tym, jak ostatnio Gosia podważyła moją wiarygodność, cichcem dopisując 2330 znaków (ze spacjami) do KRÓTKIEGO i NA TEMAT pościka?! Ech! A wszystko przez tę różnicę czasu...
Mimo wszystko zaryzykuję. Oto esencja obrazkowa z dwóch dni naszych włóczęgosów. :)

                                                                                ***

Jolu, dwa dni zdjęciowo - dla zachowania wspomnień.

22.05.2014

Wyprawa na okoliczne wzgórza i odkrycie na szczycie zagubionej świątyni. Klimaty rodem z Indiany Jonesa! Coś kapitalnego. Droga przez las wśród nieprawdopodobnych kolosów (to ta puszcza chroniona od 750 roku przed wyrębem), a potem wspięcie się na tysiąc schodków, by w ciszy i samotności delektować się pięknem tego niezrównanego miejsca!

Ja w takich miejscach czczę swoim zachwytem Stwórcę tego całego piękna.




Widać 1000 stopni? Tam weszliśmy. Na samą górę, a to wszystko w środku puszczy.
Niezapomniane przeżycie!







A wieczorem wyprawa do Nary, na obiad. Mknięcie na rowerach wśród sarenek.




Majowe wycieczki z dzieciakami śladem dziedzictwa narodowego - po horyzont!
Naleśnik japoński - nie wygląda, ale dobra rzecz!


To, co widać na chodniku, to specjalny obszar dla niewidomych - płytki mają wypustki umożliwiające
prowadzenie w nich laski. Takie ułatwienia są powszechne we wszystkich miastach Japonii. Będąc tu,
już widziałam kilka osób poruszających się z laskami. Uświadomiłam sobie wtedy, że takich osób nie widziałam
w Polsce z 20 lat... Nie ma ich? Raczej nie mają jak się poruszać po mieście...



23.05.2014
Wyprawa poza Narę, na prowincję. Kapitalna!


Widok z okien pociągu. 

Narzekaliśmy na tłumy? Tu byliśmy niemal cały czas sami! Magia!















Opis tego dnia będzie, ale to niespodzianka. Do ujawnienia niebawem. :)

                                                                             ***

PS. Jolu, wczoraj odwiedziliśmy Muzeum Fotografii w Narze. Jest zaraz koło naszego domku. Tam, w przepastnej bibliotece z tysiącami książek, znalazłam przypadkiem NIESAMOWITE zdjęcie, które pasuje do wczorajszej wstawki o noszeniu masek przez Japończyków. 
To zdjęcie z 1958 roku:


Już 56 lat temu, na wsi, ta dziewczynka miała na twarzy maskę! Myślałam, że to wynalazek naszych czasów! Ileż się trzeba dowiedzieć o tutejszej kulturze! Na tym zdjęciu maska wydaje się pełnić rolę szalika, widać, że jest zimno, dziewczynki noszą rękawiczki. Czy to nie jest fajne odkrycie? Nazywam je skarbem. :)

A zaraz żegnamy oswojoną Narę, która dostarczyła nam niezliczonych miłych wrażeń (i jednego niemiłego) i znów w nieznane!

***

To znów przekazywałam ja, JolkaM. A niech mi ktoś tu dopisze choćby dziesięć znaków (nawet ze spacjami), to nie ręczę za siebie. Nno!

I ładnej niedzieli, zwłaszcza najwytrwalszym śledzącym. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...