Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koyasan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koyasan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 maja 2014

Czy ktoś to jeszcze ogarnia? :)

Gmerając wieczorem w moim kochanym ogrodzie, myślałam o tym, na ile ostatnie tygodnie na tym blogu są zrozumiałe i przyswajalne dla ludzi, którzy trafiają tu przypadkiem. Ile z osób czytających okazjonalnie łapie się w tym małym zamieszaniu: Gosia, Gosianka, Anka Wrocławianka, JolkaM, TCO, JCO, MCO, i jeszcze krasnoludki nocą dopisujące teksty w zaplanowanych postach! Kto jest kto? Kto o kim pisze, kto do kogo, kto komu odpowiada, opowiada, dopowiada? Sądzę, że czasem można się tu chyba lekko zagubić. 
Ale czy takie małe qui pro quo przeszkadza komu w oglądaniu obrazków, nawet jeśli nie do końca przyswaja całą akcję, jaka ma tu miejsce? :)

A dziś przeważnie obrazkowo i list Gosi z niedzieli:

***

Jolu, jutro (26.05) kończy się nasza krótka obecność na świętej górze Koyasan. Pobyt w klasztorze buddyjskim rozczarował mnie, bo oprócz możliwości uczestniczenia w porannym czytaniu sutr (o szóstej) właściwie nie ma tu żadnych innych elementów klasztornego życia. Można powiedzieć, że największą atrakcją tego hotelu (bo klasztor działa jak hotel) jest spożywanie posiłków. Niestety zwyczajowo podaje się je gościom do pokojów, a to jest zubożające socjologicznie - nie można obserwować ludzi. :)
Czego by jednak nie mówić, to były najlepsze posiłki, jakie jadłam - może i w całym moim życiu. Nie pytaj mnie, co jest na talerzykach, bo w większości nie wiem. :)
To wszystko to jest jedzenie wegańskie - coś niesamowicie pysznego! Prawdziwa uczta bogów!
























Zwiedzaliśmy dziś wyjątkowe miejsce, nie do oddania zdjęciami czy słowami, ale o tym kiedy indziej. 
Jutro czeka nas długa podróż, jednak to już dla nas nie pierwszyzna. :)



Do usłyszenia z Ise!

***

No dobrze, nie pytam więc, co jest w tych uroczych naczynkach. Upajam się widokami. A jak się cieszę, że zabrałam się do tego posta chwilę po tym, jak najadłam się naleśników (bez atrakcji w postaci pląsających na nich płatków suszonego tuńczyka)! W innym wypadku wgapianie się w te potrawy doprowadziłoby mnie co najmniej do ekstazy nerwowej. A tak to mogę sobie suchą paszczą, bez nadmiernego ślinotoku, przejść do porządku nad tą wystawą klasztornych frykasów wege. I o ile same smakołyki w tej chwili nie robią na mnie wrażenia, gdyż, jako rzekłam, się najadłam, to już te wszystkie talerzyki, miseczki, kokilki - ojeju! Nie wspominając o gustownych... szlafroczkach i nieco zaczepnie wyzierających spod nich stópkach i łydkach naszych podróżników. :) 
A ja sobie wyobrażałam, że w tym klasztorze to Gosia i JCO o misce gołego ryżu będą medytować i sutr wysłuchiwać... Oj, naiwna, naiwna, naiwna... 

JolkaN ;)

PS. Ale, ale, czy to aby na pewno nie są plastikowe specjały? Hm...


poniedziałek, 26 maja 2014

Zamiast kwiatka

Dziś jest taki ważny dzień, że muszę odezwać się nawet z Japonii!

Naszym Mamom zamiast kwiatka przesyłamy... sarenki z Nary. :) Dziękujemy Wam za Waszą miłość, oddanie, wsparcie, za każdy dzień, za każde słowo, wreszcie za... życie! To dzięki Wam możemy tu być i poznawać świat. Dzięki Wam - wszystko!

Zdrówka, szczęścia i uśmiechu!

Kochamy Was i tęsknimy!








***

Jeszcze słówko o naleśniku japońskim, który wzbudził tyle kontrowersji. :) Nazywa się on okonomiyaki i składa się z jajek, a poza tym z czego tylko można zamarzyć.  Okonomi po japońsku znaczy "to, co lubisz" lub "to, czego chcesz", yaki oznacza zgrillowane lub ugotowane.  Na zakończenie przygotowywania potrawy posypujemy go płatkami tuńczyka bonito, a one w kontakcie z gorącym naleśnikiem zaczynają tańczyć. Ten to niesamowity widok tak przeraża niektórych. :)
Smacznego! :)


Kucharz przy pracy.

Naleśnik wyłożono nam na  specjalną, do tego przeznaczoną, gorącą płytę na stole.

Rozrywa się go pałeczkami. 


Nie wygląda, ale jest bardzo smaczny.

***

Wczoraj pożegnaliśmy naszą przemiłą gospodynię w Narze i na koniec wpisaliśmy się do księgi gości.
Ludzie mają kapitalne pomysły na swoje wpisy!

To dokładny plan naszego mieszkanka!


A to nasze podsumowanie:




***

Wczoraj sześcioma środkami lokomocji oraz przy pomocy MCO, który po japońsku (w przeważającej części), angielsku (tylko troszkę) i na migi (ciut, ciut) wszystkiego się dowiedział, dojechaliśmy do kolejnego przystanku.


No i jesteśmy tu. Oesu, tu jest wspólna łaźnia! Oesu!

Wczoraj.
Dzisiaj rano. Pada.
Leje!
Widać?
***

O Dniu Matki pisałam też TUTAJ. Lecimy zwiedzać dalej, jak tylko przestanie padać. Buziaki!


PODPIS

PS. Jolu, przepraszam za wtrącenie się w Twoją wspaniałą działalność sprawozdawczą! Już więcej nie będę. :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...