Obiecanki cacanki, no i w końcu zebrałam się w sobie, sprężyłam, zorganizowałam, przysiadłam i napisałam jeszcze parę słów o pobycie w Japonii. Blog jest moim pamiętnikiem, zależy mi, aby tu były. :)
Uprzejmość w sklepach, nie możesz być tam niezauważona,
chyba że to ogromny dom handlowy, ale jak przechodzisz obok stoiska, to już,
jeśli nie słowem, to powitają cię uśmiechem. Nie może być mowy o załatwieniu
jakiejkolwiek transakcji gdziekolwiek bez "proszę" i "dziękuję".
To jest niedopuszczalne i niewyobrażalne.
A tymczasem w Toruniu, jak w okienku informacji pytałam o pociąg
pospieszny do Gdańska, to pani rzuciła "można przeczytać na tablicy".
To jest CHAMSTWO, bo ona od tego siedzi za okienkiem pod tytułem
Informacja, żeby udzielać informacji, w dodatku, co to znaczy "można przeczytać”?
Czy ja jestem słupem? Puszką po piwie?
Na pewno w środkach komunikacji miejskiej jest głośno, bo
ludzie jednak rozmawiają, tak na żywo, jak i telefonicznie, ale nikt się na
ciebie nie gapi, choćby ktoś był z tzw. gołą dupą, to nikogo to nie obchodzi na
tyle, żeby na nim zatrzymać wzrok.
A już jak ktoś na kogoś spojrzy i ta druga osoba zauważy, to
w momencie zetknięcia się wzrokiem pojawia się delikatny uśmiech.
Czekaliśmy na autobus, na przystanku było ok. 12, może 15 osób, i w momencie, kiedy autobus podjechał, to wszyscy się pchają, a ja i Wspaniały
stoimy z otwartymi gębami. Tutaj może być kolejka na 60 osób i wszyscy stoją, i
nikt się nie pcha.
Przylataj do NYC, na pewno będę miała czas nie tylko na kawę. :)))))
Zastanawiałam się długo, co sprawiło, że tak miło wspominam to miasto. Jak to się stało, że ja - miłośniczka natury, widoków, spokoju i ciszy czułam się w największym mieście świata tak wspaniale.
Jestem pewna, że nie chodzi o widoki miasta, o budynki,
mrowie mieszkańców czy miejsca turystyczne.
Chodzi o atmosferę, o ludzi, i o sposób organizacji życia w przestrzeni
publicznej. Dokładniej: chodzi o wspaniałych, taktownych tokijczyków, którzy
myślą o innych i swoim zachowaniem sprzyjają im. Chodzi o niezwykłą czystość na
ulicach, w metrze, w parkach i dosłownie wszędzie. Chodzi o dostępność schludnych toalet,
o możliwość kupienia sobie wody w automacie dokładnie na każdej uliczce - niby
takie głupstwo, ale jakie nam było potrzebne! Chodzi o niezawodny, punktualny co do sekundy system komunikacyjny obsługiwany przez miłych i kompetentnych
ludzi, którzy są tam dla pasażerów, a nie odwrotnie.
Chodzi o jakość obsługi w każdym miejscu, gdzie jest tego wymagana.
Np. w sklepach. To jest temat na wiele stron. Nie widziałam nigdzie tak
pracujących sprzedawców. Ci ludzie są zawsze w stu procentach w pracy, nigdy
się nie nudzą, nie siedzą bezczynnie, nie są zniecierpliwieni, zniechęceni,
nieuprzejmi. Przeciwnie, nie nadskakują, ale czekają w gotowości, żeby doradzić,
pomóc i zawsze robią to kompetentnie i taktownie. Być może są wyjątki,
może nie jest tak w całej Japonii, ja opowiadam o swoim pobycie w Tokio, o tym, co sama widziałam.
Ciekawe jest to, że nawet mały sklepik ma dwie ekspedientki, wszystko, aby
klient nie czekał. Ekspedientka obsłuży cię z miłym uśmiechem, sprawnie i
estetycznie kupiony towar zapakuje, pożegna miłym "dziękuję" i wtórować
jej będzie każdy inny pracownik będący w pomieszczeniu. W byle kawiarni jest tyle
personelu, że nie ma mowy o żadnej zwłoce i zawsze ktoś patrzy, rozgląda się,
żeby podejść i obsłużyć klienta. Bezrobocie w Japonii jest rzędu 4%. Może to dlatego?
Kiedy w sklepie nie ma klientów, sprzedawca również jest zajęty. Sprząta, poprawia towar, odkurza, liczy pieniądze, przeciera blat. Nigdy nie widziałam, by stał bezczynnie albo np. rozmawiał przez telefon. Jest w pracy. Pracuje.
Kiedy w sklepie nie ma klientów, sprzedawca również jest zajęty. Sprząta, poprawia towar, odkurza, liczy pieniądze, przeciera blat. Nigdy nie widziałam, by stał bezczynnie albo np. rozmawiał przez telefon. Jest w pracy. Pracuje.
Genialnym zwyczajem jest we wszelkiego rodzaju
punktach gastronomicznych, że rachunek płaci się wychodząc, przy kasie. W ten sposób
sam decydujesz, kiedy chcesz zakończyć pobyt, a nie musisz czekać, aż kelner
raczy podejść i skasować należność.
Takich ułatwiających, pomocnych i miłych zwyczajów jest
więcej. Pisałam już np. o atrapach jedzenia na wystawach. To naprawdę pomocne,
kiedy od razu widzisz, jak wygląda potrawa i porcja, którą zamawiasz. Dodać jeszcze muszę, że te potrawy nie dość, że wyglądają tak jak na wystawie, jota w jotę, to jeszcze wszystkie są świeżutkie i bardzo smaczne, a ceny są zabójczo niskie. Można zjeść pyszny, obfity obiad za 10 zł.
Nie zdarzyło się nam, aby ktoś był dla nas niemiły, aby ktoś potraktował nas z góry czy niegrzecznie. Obserwowaliśmy, jak są obsługiwane dzieci, młodzież i ta grupa jest traktowana z takim samym szacunkiem jak inni. O wszelkich doświadczeniach z obsługą handlową mogę wyrażać się tylko pochlebnie.
Tymczasem parę dni temu kupowałam do firmy czajnik i kiedy w sklepie EURO AGD poprosiłam o pomoc sprzedawczynię, to odburknęła w moją stronę "zajęta jestem, obsługuję innego klienta (a wgapiała się w monitor komputera), niech pani idzie na koniec, tam powinna być koleżanka". To proszę zawołać koleżankę, poprosiłam już wkurzona. Nie, ona nie może, bo przecież mi mówiła, że jest zajęta. Chamstwo. Kiedy wychodziłam ze sklepu, nikt nie powiedział mi "dziękuję, do widzenia", za to ochroniarz gapił się bez słowa. Chamstwo. Pety, śmieci na chodnikach - chamstwo. Kierowca, który bez żenady wyrzuca niedopałek przez okno, stojąc na czerwonym świetle i wcale nie przejmując się tym, że inni to widzą. Bezkarny cham. No i to powszechne gapienie się na innych... Nie o tym jednak...
Nie zdarzyło się nam, aby ktoś był dla nas niemiły, aby ktoś potraktował nas z góry czy niegrzecznie. Obserwowaliśmy, jak są obsługiwane dzieci, młodzież i ta grupa jest traktowana z takim samym szacunkiem jak inni. O wszelkich doświadczeniach z obsługą handlową mogę wyrażać się tylko pochlebnie.
Tymczasem parę dni temu kupowałam do firmy czajnik i kiedy w sklepie EURO AGD poprosiłam o pomoc sprzedawczynię, to odburknęła w moją stronę "zajęta jestem, obsługuję innego klienta (a wgapiała się w monitor komputera), niech pani idzie na koniec, tam powinna być koleżanka". To proszę zawołać koleżankę, poprosiłam już wkurzona. Nie, ona nie może, bo przecież mi mówiła, że jest zajęta. Chamstwo. Kiedy wychodziłam ze sklepu, nikt nie powiedział mi "dziękuję, do widzenia", za to ochroniarz gapił się bez słowa. Chamstwo. Pety, śmieci na chodnikach - chamstwo. Kierowca, który bez żenady wyrzuca niedopałek przez okno, stojąc na czerwonym świetle i wcale nie przejmując się tym, że inni to widzą. Bezkarny cham. No i to powszechne gapienie się na innych... Nie o tym jednak...
Owszem, betonu, wieżowców jest tam na potęgę, ale pełno też utrzymanych w porządku mniejszych i większych parków, stojących w zieleni świątyń. Po jakimś czasie zaczyna się zauważać marniejsze formy; kwiatki tu i tam, krzaczki, drzewa.
Wypowiem tu życzenie, które chciałabym, aby się spełniło. :)
Chciałabym wrócić do Tokio i móc je znów odkrywać i poznawać w spokoju.
Zdjęcia z Tokio, będące załącznikiem do dzisiejszego posta umieściłam na FB: TUTAJ (klik).
Na twarzaku jest też nowy filmik z Gamioniakami w roli głównej. Oglądajcie, patrzcie, może wśród Was jest przyszła mama tych szkrabów. :)
I ostatni dopisek. Wczoraj na stronie ღI love Japanღ. znalazłam poniższy kolaż. To jest właśnie dowód na to, o czym między innymi dziś napisałam. Poza tym na Oswajaniu Drogi też dziś pojawi się wpis trochę w temacie. W temacie atmosfery. Zapraszam.
I z najostatniejszej chwili - nienasyceni, głodni zdjęć Tokio i tamtejszej atmosfery proszeni są o grzeczne ustawienie się w wyznaczonym miejscu i uprzejme przejście TUTAJ (klik).
To dopisałam ja, asystentka Jot 66. ;)


